sobota, 31 marca 2012

ROZDZIAŁ 4.

     Obudziłam się o 6:00 rano.. Ja to jestem genialna, gdy mam wakacje wstaje tak wcześnie, a gdy muszę iść do szkoły to dupy mi się nie chce ruszyć. Dobra.. wstałam i uszykowałam ciuchy na dziś (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1429488&.locale=pl) . Poszłam z nimi do łazienki, gdzie wykonałam poranne, łazienkowe czynności. Zajęło mi to chyba z godzinę. Zgłodniałam. Zeszłam na dół. Zajrzałam do lodówki. Po długim wpatrywaniu się w nią wybrałam plasterek sera.. Lubię ser. Odwróciłam się. Przy stole w jadalni siedział Louis. Zajęłam miejsce obok niego.
- Już nie śpisz ? - zapytałam.
- Nie.. nie chcę mi się.. co jest dziwne bo zawsze śpię najdłużej.. A ty dlaczego nie śpisz ?
- Też mi się nie chce. - odpowiedziałam. Po czym zainteresowałam się książką, która leżała na stole. Nosiła tytuł „ Fobia łyżeczkowa. Jak ją zwalczyć ?”.
- Louis, do kogo należy ta książka ? - dopytywałam się.
- Do Liama, a co ?
- A nic.. Gdzie tu jest sklep z artykułami domowymi ? -zapytałam z chytrym uśmiechem.
- Meggie, zaczynam się ciebie bać. Ale też intrygujesz mnie swoją pomysłowością. Daj mi 5 minut. Zaraz będę gotowy i pokaże tobie ten sklep. - powiedział.
- Dobra.. czas start.. - zaczęłam mu odliczać. Ogarnęłam jeszcze włosy i pobiegłam do góry po torebkę. Wzięłam ją i ponownie zeszłam na dół. Tam już czekał Louis i jadł marchewkę. 
- Co tak długo ? - zapytał.
- Wiesz.. Sądziłam, że utopiłeś się w tej łazience.. Dawno temu minęło to pięć 5 minut. - rzuciłam. I dodałam : Gdzie jest ten sklep w końcu ?
- Hmm.. trudno wytłumaczyć. Wsiadaj do auta, bo nie chce mi się iść pieszo. - uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam. Przez pierwsze parę sekund była cisza. Po chwili Paskowaty odezwał się :
- Meg.. mogę Cię o coś zapytać ?
- Eee.. Coś strasznego ? - zaśmiałam się.
- Nie. - odwzajemnił uśmiech.
- W takim razie o co ?
- Czy nie bolą cię nogi w tych szpilkach ?
- Haha.. nie przyzwyczaiłam się do nich. - powiedziałam i dziwnie zamachałam stopą.
- Hmm.. Liam zupełnie inaczej cię opisał. Nie żeby coś.
- Serio ? W sumie to nie dziwie mu się. Jeżeli nie widział mnie prawie przez 3 lata. Pewnie mówił, że jestem słodka i niewinna ? - zapytałam.
- To też.. -  uśmiechnął się tajemniczo.
- To co jeszcze ?
- No, że jesteś.. hmm.. żartobliwa, zabawna, miła, wyluzowana, no i nie kłócisz się o byle co.. - stwierdził.
- Jestem wyluzowana, zabawna, miła - dla tych co lubię, a kłócę się tylko wtedy gdy ktoś mnie wnerwi..
- Czyli na przykład Liam ? 
- Tak, na przykład on.
- O co wczoraj poszło ?
- Czepiał się, że palę.. żal mi go.. nie odzywa się przez parę lat, a później ma wielkie problemy - powiedziałam.
- Masz do niego o to żal ?
- O co znowu  ? - zapytałam lekko poirytowana.
- O to, że się do ciebie nie odzywał. Sądziłem, że wczoraj mu wybaczyłaś.
- Boo.. wybaczyłam.. z resztą nie chce mi się o tym gadać.. gdzie jest ten cholerny sklep ?! - wkurzyłam się.
Nie na Louisa tylko na siebie. W sumie to sama nie wiem dlaczego, po prostu byłam zła.
- Już dojeżdżamy.. spokojnie.. z Boo Bear nie zginiesz. -pojawił mu się banan na twarzy.
- Z Boo Bear ? - zapytałam po czym wybuchłam śmiechem.
- Nom.. a co do sklepu zaraz będzie. - odpowiedział.
Po 5 minutach byliśmy w sklepie. Weszliśmy do środka. Wiedziałam gdzie się kierować ( co było dla mnie zaskoczeniem ).
- Tak właściwie, po co tu przyjechaliśmy? Po to o czym myślę ? - zapytał Lou.
- Jeśli myślisz o tym samym o czym ja myślę, odpowiedź brzmi tak. - zaśmiałam się, a on razem ze mną.
Po moich tajemniczych zakupach wróciliśmy do domu. W kuchni siedziała cała banda pasztetów i moje kochane przyjaciółki. Wręczyłam Louisowi jedną paczkę naszych zakupów, a drugą zostawiłam dla siebie.

                 < Oczami Louisa >

Sądziłem, że to ja jestem nienormalny.. nie no.. w sumie to jestem.. Ale to trzeba być Meggie Payn żeby o 7:00 rano jechać do sklepu po.. plastikowe łyżki.. hahaha.. Były one zapakowane w dwie paczki. Meg dała mi jedną. Mieliśmy nimi obrzucić Liama. Hahaha.. zgodziłem się bez żadnych problemów.
- Hej wam ! gdzie byliście ? - zapytał Zayn.
- W sklepie. - odpowiedziała dumnie Meg.
- Po co ? - dopytywał się zaciekawiony Liam.
- Po to ! - krzyknęła i zaczęliśmy rzucać w niego łyżkami.
Liam krzyczał i uciekał. Hahahaha.. goniliśmy go po całym domu. Zabawny widok. O niee.. Skończyła mi się amunicja, a na dodatek Liam zaczął rzucać moimi marchewkami.. Nieeeee to jest MÓJ skarb.
- Dobra poddaje się.. Liam oddaj marchewki. - powiedziałem.
- Oddam jak ona się podda. - chytrze się uśmiechnął w kierunku Meg.
- Hahaha.. że niby ja mam się poddać  ? Niedoczekanie twoje. - szyderczo się zaśmiała. A po chwili dodała : Osz kurwa.. łyżki mi się skończyły.
- Ha.. czyli wygrałem. - powiedział Liam, a ja mu wyrwałem ostatnią marchewkę.
- Jest remis.. a teraz pozbierajcie mi mój skarb ! -stwierdziłem głaszcząc to pomarańczowe cudo. Meg spojrzała na mnie miną ‘WTF ?!’ - W sensie.. marchewki. - wytłumaczyłem jej.
- Jesteście dziwni.. - powiedziała Sam.
- Hah.. jestem pewien, że wy też. - stwierdził Harold.
Nikogo nie mogłem się doprosić, żeby pozbierał moje marchewki. Sam musiałem to zrobić. W sumie nikt też nie zbierał tych łyżek. Ale to akurat mi pasowało. Widok przerażonego Liama siedzącego na stole z nogami podkulonymi pod samą brodę był bezcenny. Haha.. Pozbierałem wszystkie marchewki i odłożyłem je na swoje miejsce.

                < Oczami Meggie >

Hahaha.. była fajna wojna. Pozbierałam łyżki i trochę straszyłam nimi Liama. Jak można się ich bać ? W sensie.. łyżek. Żal.. Poszłam do swojego pokoju, aby odłożyć torbę. Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że trzeba się wybrać na jakieś duże zakupy. Zawołałam na całe gardło Sam i Lily. One przybiegły od razu.
- Jezu.. Sądziłyśmy, że coś ci się stało. - zaczęła Sam.
- Haha.. i gdzie zgubiłyście miotłę ? - zapytałam, bo przypomniała mi się wczorajsza akacja z Liamem. One się zaśmiały.
- No dobra. To co chciałaś ? - spytała się Lily.
- To już z przyjaciółkami pogadać nie można ?! Nie no.. idziemy na zakupy ? - zapytałam z miną smutnego szczeniaczka.
- Haha. Jasne tylko się ubierzemy. Daj nam chwilkę. - powiedziała Sam.
- Okey.. czekam. - odparłam. Po chwili do mojego pokoju wparował.. Harry.
- Hej .. mam prośbę. - tłumaczył się.
- Jaką ?
- Ukryj mnie ! - wykrzyczał.
- Dobra, ale co się stało. ? - zapytałam.
- Dwie rzeczy.. pierwsza : przytuliłem Nialla i Lou chcę mnie za to zabić.. A druga : zepsułem Zaynowi fryzurę. - stwierdził.
- Haha.. ale masz problemy.. - zaśmiałam się.
- Aha. I jeszcze coś - powiedział.
- Co ?
- Zjadłem ostatniego naleśnika i Niall też mnie goni. - jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Do mojego pokoju wbiegła cała trójca. Hah.. Harry nie wiedział co robić.. Haha.. zdecydował się zrobić tak zwany „manewr Pancernika”, położył się na ziemi mówiąc ‘’proszę nie bij, proszę nie bij !’’ hahaha.. idioci.
- Harry skarbie.. ja cię chciałem przytulić a nie pobić. - powiedział Louis, po czym rzucił się na Hazze. Reszta zrobiła to samo.
- Hahaha.. dobra dość tego. Wynocha stąd. - powiedziałam i wyprosiłam ich.
Po chwili w drzwiach stanęły Sam i Lily.
- Coś nas ominęło ? - zapytała Sam zerkając na chłopaków.
- Nie.. ale powiem wam jedno.. te dwa miesiące z tymi wariatami to będzie męka.. - stwierdziłam.
- Przynajmniej będzie zwała.. - odezwała się Lily.
- Idziemy ? - zapytałam.
- Jasnee.. - odpowiedziały entuzjastycznie chórem.

                                       C.D.N..
 ________________________________________
Jest czwarty rozdział.. <3 przepraszam że taki krótki <3 Według mnie jest nudny.. może macie inne zdanie ?  Komentujcie ! ; ** <33

4 komentarze: