sobota, 31 marca 2012

ROZDZIAŁ 4.

     Obudziłam się o 6:00 rano.. Ja to jestem genialna, gdy mam wakacje wstaje tak wcześnie, a gdy muszę iść do szkoły to dupy mi się nie chce ruszyć. Dobra.. wstałam i uszykowałam ciuchy na dziś (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1429488&.locale=pl) . Poszłam z nimi do łazienki, gdzie wykonałam poranne, łazienkowe czynności. Zajęło mi to chyba z godzinę. Zgłodniałam. Zeszłam na dół. Zajrzałam do lodówki. Po długim wpatrywaniu się w nią wybrałam plasterek sera.. Lubię ser. Odwróciłam się. Przy stole w jadalni siedział Louis. Zajęłam miejsce obok niego.
- Już nie śpisz ? - zapytałam.
- Nie.. nie chcę mi się.. co jest dziwne bo zawsze śpię najdłużej.. A ty dlaczego nie śpisz ?
- Też mi się nie chce. - odpowiedziałam. Po czym zainteresowałam się książką, która leżała na stole. Nosiła tytuł „ Fobia łyżeczkowa. Jak ją zwalczyć ?”.
- Louis, do kogo należy ta książka ? - dopytywałam się.
- Do Liama, a co ?
- A nic.. Gdzie tu jest sklep z artykułami domowymi ? -zapytałam z chytrym uśmiechem.
- Meggie, zaczynam się ciebie bać. Ale też intrygujesz mnie swoją pomysłowością. Daj mi 5 minut. Zaraz będę gotowy i pokaże tobie ten sklep. - powiedział.
- Dobra.. czas start.. - zaczęłam mu odliczać. Ogarnęłam jeszcze włosy i pobiegłam do góry po torebkę. Wzięłam ją i ponownie zeszłam na dół. Tam już czekał Louis i jadł marchewkę. 
- Co tak długo ? - zapytał.
- Wiesz.. Sądziłam, że utopiłeś się w tej łazience.. Dawno temu minęło to pięć 5 minut. - rzuciłam. I dodałam : Gdzie jest ten sklep w końcu ?
- Hmm.. trudno wytłumaczyć. Wsiadaj do auta, bo nie chce mi się iść pieszo. - uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam. Przez pierwsze parę sekund była cisza. Po chwili Paskowaty odezwał się :
- Meg.. mogę Cię o coś zapytać ?
- Eee.. Coś strasznego ? - zaśmiałam się.
- Nie. - odwzajemnił uśmiech.
- W takim razie o co ?
- Czy nie bolą cię nogi w tych szpilkach ?
- Haha.. nie przyzwyczaiłam się do nich. - powiedziałam i dziwnie zamachałam stopą.
- Hmm.. Liam zupełnie inaczej cię opisał. Nie żeby coś.
- Serio ? W sumie to nie dziwie mu się. Jeżeli nie widział mnie prawie przez 3 lata. Pewnie mówił, że jestem słodka i niewinna ? - zapytałam.
- To też.. -  uśmiechnął się tajemniczo.
- To co jeszcze ?
- No, że jesteś.. hmm.. żartobliwa, zabawna, miła, wyluzowana, no i nie kłócisz się o byle co.. - stwierdził.
- Jestem wyluzowana, zabawna, miła - dla tych co lubię, a kłócę się tylko wtedy gdy ktoś mnie wnerwi..
- Czyli na przykład Liam ? 
- Tak, na przykład on.
- O co wczoraj poszło ?
- Czepiał się, że palę.. żal mi go.. nie odzywa się przez parę lat, a później ma wielkie problemy - powiedziałam.
- Masz do niego o to żal ?
- O co znowu  ? - zapytałam lekko poirytowana.
- O to, że się do ciebie nie odzywał. Sądziłem, że wczoraj mu wybaczyłaś.
- Boo.. wybaczyłam.. z resztą nie chce mi się o tym gadać.. gdzie jest ten cholerny sklep ?! - wkurzyłam się.
Nie na Louisa tylko na siebie. W sumie to sama nie wiem dlaczego, po prostu byłam zła.
- Już dojeżdżamy.. spokojnie.. z Boo Bear nie zginiesz. -pojawił mu się banan na twarzy.
- Z Boo Bear ? - zapytałam po czym wybuchłam śmiechem.
- Nom.. a co do sklepu zaraz będzie. - odpowiedział.
Po 5 minutach byliśmy w sklepie. Weszliśmy do środka. Wiedziałam gdzie się kierować ( co było dla mnie zaskoczeniem ).
- Tak właściwie, po co tu przyjechaliśmy? Po to o czym myślę ? - zapytał Lou.
- Jeśli myślisz o tym samym o czym ja myślę, odpowiedź brzmi tak. - zaśmiałam się, a on razem ze mną.
Po moich tajemniczych zakupach wróciliśmy do domu. W kuchni siedziała cała banda pasztetów i moje kochane przyjaciółki. Wręczyłam Louisowi jedną paczkę naszych zakupów, a drugą zostawiłam dla siebie.

                 < Oczami Louisa >

Sądziłem, że to ja jestem nienormalny.. nie no.. w sumie to jestem.. Ale to trzeba być Meggie Payn żeby o 7:00 rano jechać do sklepu po.. plastikowe łyżki.. hahaha.. Były one zapakowane w dwie paczki. Meg dała mi jedną. Mieliśmy nimi obrzucić Liama. Hahaha.. zgodziłem się bez żadnych problemów.
- Hej wam ! gdzie byliście ? - zapytał Zayn.
- W sklepie. - odpowiedziała dumnie Meg.
- Po co ? - dopytywał się zaciekawiony Liam.
- Po to ! - krzyknęła i zaczęliśmy rzucać w niego łyżkami.
Liam krzyczał i uciekał. Hahahaha.. goniliśmy go po całym domu. Zabawny widok. O niee.. Skończyła mi się amunicja, a na dodatek Liam zaczął rzucać moimi marchewkami.. Nieeeee to jest MÓJ skarb.
- Dobra poddaje się.. Liam oddaj marchewki. - powiedziałem.
- Oddam jak ona się podda. - chytrze się uśmiechnął w kierunku Meg.
- Hahaha.. że niby ja mam się poddać  ? Niedoczekanie twoje. - szyderczo się zaśmiała. A po chwili dodała : Osz kurwa.. łyżki mi się skończyły.
- Ha.. czyli wygrałem. - powiedział Liam, a ja mu wyrwałem ostatnią marchewkę.
- Jest remis.. a teraz pozbierajcie mi mój skarb ! -stwierdziłem głaszcząc to pomarańczowe cudo. Meg spojrzała na mnie miną ‘WTF ?!’ - W sensie.. marchewki. - wytłumaczyłem jej.
- Jesteście dziwni.. - powiedziała Sam.
- Hah.. jestem pewien, że wy też. - stwierdził Harold.
Nikogo nie mogłem się doprosić, żeby pozbierał moje marchewki. Sam musiałem to zrobić. W sumie nikt też nie zbierał tych łyżek. Ale to akurat mi pasowało. Widok przerażonego Liama siedzącego na stole z nogami podkulonymi pod samą brodę był bezcenny. Haha.. Pozbierałem wszystkie marchewki i odłożyłem je na swoje miejsce.

                < Oczami Meggie >

Hahaha.. była fajna wojna. Pozbierałam łyżki i trochę straszyłam nimi Liama. Jak można się ich bać ? W sensie.. łyżek. Żal.. Poszłam do swojego pokoju, aby odłożyć torbę. Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że trzeba się wybrać na jakieś duże zakupy. Zawołałam na całe gardło Sam i Lily. One przybiegły od razu.
- Jezu.. Sądziłyśmy, że coś ci się stało. - zaczęła Sam.
- Haha.. i gdzie zgubiłyście miotłę ? - zapytałam, bo przypomniała mi się wczorajsza akacja z Liamem. One się zaśmiały.
- No dobra. To co chciałaś ? - spytała się Lily.
- To już z przyjaciółkami pogadać nie można ?! Nie no.. idziemy na zakupy ? - zapytałam z miną smutnego szczeniaczka.
- Haha. Jasne tylko się ubierzemy. Daj nam chwilkę. - powiedziała Sam.
- Okey.. czekam. - odparłam. Po chwili do mojego pokoju wparował.. Harry.
- Hej .. mam prośbę. - tłumaczył się.
- Jaką ?
- Ukryj mnie ! - wykrzyczał.
- Dobra, ale co się stało. ? - zapytałam.
- Dwie rzeczy.. pierwsza : przytuliłem Nialla i Lou chcę mnie za to zabić.. A druga : zepsułem Zaynowi fryzurę. - stwierdził.
- Haha.. ale masz problemy.. - zaśmiałam się.
- Aha. I jeszcze coś - powiedział.
- Co ?
- Zjadłem ostatniego naleśnika i Niall też mnie goni. - jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Do mojego pokoju wbiegła cała trójca. Hah.. Harry nie wiedział co robić.. Haha.. zdecydował się zrobić tak zwany „manewr Pancernika”, położył się na ziemi mówiąc ‘’proszę nie bij, proszę nie bij !’’ hahaha.. idioci.
- Harry skarbie.. ja cię chciałem przytulić a nie pobić. - powiedział Louis, po czym rzucił się na Hazze. Reszta zrobiła to samo.
- Hahaha.. dobra dość tego. Wynocha stąd. - powiedziałam i wyprosiłam ich.
Po chwili w drzwiach stanęły Sam i Lily.
- Coś nas ominęło ? - zapytała Sam zerkając na chłopaków.
- Nie.. ale powiem wam jedno.. te dwa miesiące z tymi wariatami to będzie męka.. - stwierdziłam.
- Przynajmniej będzie zwała.. - odezwała się Lily.
- Idziemy ? - zapytałam.
- Jasnee.. - odpowiedziały entuzjastycznie chórem.

                                       C.D.N..
 ________________________________________
Jest czwarty rozdział.. <3 przepraszam że taki krótki <3 Według mnie jest nudny.. może macie inne zdanie ?  Komentujcie ! ; ** <33

piątek, 30 marca 2012

ROZDZIAŁ 3.

C.D..

     - Meg.. szukaliśmy cię ! - rzucił mi się na szyję mój kuzyn.
- No i znaleźliście.. - powiedziałam i odepchnęłam go od siebie.
- Wiesz co.. Tyle lat się nie widzieliśmy. A ty mnie odpychasz ? - zapytał z oburzeniem.
- No widzisz.. jedźmy już. - powiedziałam.
- Nie ma mowy.. Jeżeli nie przytulisz mojego Liama nigdzie nie pojedziemy - powiedział jakiś mulat. Łał.. więc mój kuzyn jest gejem.. Przytuliłam go.. on mnie przez dłuższą chwile nie chciał puścić..
- Liam.. tak się chyba nie zachowują geje. - powiedziałam. Tak moja szczerość nie zna granic. On spojrzał na mnie jak na idiotkę. Po chwili wszyscy chłopacy wybuchli śmiechem.
- Co was tak bawi.. ? No chyba Liam i ten jak mu tam są razem. - rzuciłam wskazując na Mulata.
- Hahaha.. to nie geje tylko bardzo dobrzy przyjaciele - wyjaśnił mi jakiś blondyn - Dobra, jedziemy zgłodniałem. - dodał. Moją walizkę wziął Liam, a walizkę Sam i Lily wzięli blondyn i mulat.  Wsiedliśmy do jakiegoś Vana. Kierował Paskowany, czyli Louis. Cały Blondyn gapił mi się na torbę. W końcu puściły mi nerwy.
- Ejj.. Blond pasztecie czemu gapisz mi się na torbę ? - wszyscy zaczęli się śmiać.
- Czy ty tam masz gumy do żucia ? - zapytał susząc zęby a po chwili dodał - Lubię pasztet.
- To nie gumy, tylko podpaski. –-wyciągnęłam i pokazałam mu. On się cały zaczerwienił. A wszyscy zaczęli się jeszcze bardziej śmiać. Po chwili Liam ogarną się i powiedział : 
- Więc.. przedstawię ci może ich.. - przerwałam mu.
- Ale ja doskonale wiem kto to jest. - uśmiechnęłam się.
- Serio ? - zapytał z niedowierzaniem.
- Jasne.. Ten co kieruje to Paskowany pasztet, ten co mi się gapi na podpaski to Blond pasztet, ten co cały czas się przegląda w lusterku to Lalusiowaty pasztet i ten w lokach to Lokowany pasztet. - wyszczerzyłam się.
- Haha. Może być.. Ale tak na serio, to ten w lokach to Harry. Ten lalusiowaty to Zayn, ten od podpasek to Niall, a Louisa już poznałaś. - powiedział mój kuzyn.
 - Cieszę się.. A to jest Sam i Lily. - oznajmiłam wskazując na przyjaciółki.
- Jesteście wolne ? - zapytał Harry.
- Za wysokie progi na twoje nogi.. - powiedziałam z głupim uśmiechem.
- Nie no.. skromność jak u Zayna. - stwierdził Lokowany pasztet.
- No co ? Przecież jestem boski, prawda Liam ? - zapytał Laluś. I, że niby ja mam być z nimi przez 2 miesiące.. Mama mogła od razu mnie do psychiatryka wysłać..
- No oczywiście.. jesteś piękny. - uśmiechnął się.
- Wiedziałem. - mulat wyszczerzył zęby. Dojechaliśmy do ich domu. Przyznam, że był naprawdę ładny. 
Weszliśmy do środka. Tu było jeszcze ładniej. Ponapalałam się chwilę. Do pomieszczenia wszedł Liam z moją walizką.
- Gdzie ja mam sapć ? - zapytałam.
- Zaraz ci pokaże. - uśmiechnął się. Wkurzało mnie już to powoli. Poszliśmy na drugie piętro domu. Gdy w końcu doszliśmy do „mojego” pokoju, zaparło mi dech w piersiach. To pomieszczenie było dokładnie tak urządzone, jak kiedyś chciałam. Liam pamiętał wszystko.
- Podoba się ? - zapytał. Ja skinęłam głową.
- Meg.. pogadajmy ? - zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mamy o czym. Nie jestem tu z własnej woli.. Gdyby moja mama do ciebie nie zadzwoniła, pewnie sam byś się nie odezwał.. - powiedziałam mu wszystko, co mi leżało na sercu i usiadłam na łóżku. On obok mnie.
- Serio tak sądzisz ? - zapytał.
- Tak.. odkąd jesteś sławny, olewasz mnie.. Byłeś dla mnie jak brat.
- Sądziłem, że jeśli ty nie piszesz, nie dzwonisz, to nie chcesz się ze mną zadawać. - rzucił ze smutkiem.
- Jesteśmy rodziną.. To raczej nie możliwe żebyśmy się nie zadawali. - lekko się uśmiechnęłam. I dodałam już ze łzami w oczach. - Gdy moi rodzice się rozwiedli nie miałam nikogo obok siebie.. - jedna łza spłynęła mi po policzku.
- Meggie.. Nie płacz.. Przepraszam za to. Będzie jak dawniej. ? - zapytał z nadzieją.
- Sama nie wiem.
- Proszę.. spróbujemy ? - te słowa mnie rozśmieszyły. Zaczęłam panicznie śmiać się. - co cię tak bawi ?
- Hahahaa.. Bo ty mówisz jak byśmy byli starym małżeństwem z kryzysem. - on zaczął się ze mną śmiać.
- Czyli jest okay ? - ponownie zapytał. Ja go tylko mocno przytuliłam.
- Awwww.. patrz Harry jak słodko też tak chcę.. - do mojego pokoju ( BEZ PUKANIA ) wszedł Louis i Harry.
- Nie ma sprawy. - powiedział Loczek do Paskowanego, po czym go mocno przytulił.
- Hahaa .. wynocha z mojego pokoju.. WSZYSCY - powiedziałam. Święta trójca wyszła. Z walizki wyciągałam moją piżamkę (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1449493&.locale=pl ) i chciałam skierować się do łazienki. Tylko był jeden problem.. nie wiedziałam gdzie ona jest.
- Liaaaaaaaam ! - zawołałam kuzyna. On po chwili był u mnie z miotłą.
- Hahahahahaha.. po co ci ta miotła ? - zapytałam przez śmiech.
- Myślałem, że zobaczyłaś pająka albo jakiegoś innego robaka - streścił. Ja tylko śmiałam się jak idiotka. On po chwili dodał - Co w takim razie chciałaś?
- Hahahahaha.. dowiedzieć się gdzie jest łazienka.. - odezwałam się.
- Aaa.. dzielisz ją z dziewczynami.. trzecie drzwi po lewej..
- Dzięki.. i jeszcze jedno..
- Co ?
- Nie zabijaj tą miotłą nikogo po drodze.. hahahahah.
- Ty będziesz pierwsza. - chytrze się uśmiechnął.. Ja mu pokazałam język. W łazience wzięłam prysznic i ubrałam się w piżamkę. Włosy spięłam w niechlujnego koczka. Zeszłam na dół. Tam słyszałam śmiech. Głównie Lily. Tak.. to jest, moja krew.. mamy śmiech jak chomiki ( tak to określa Sam ).
- Cześć co robicie ? - zapytałam.
- A tak sobie gadamy.. - odpowiedział Lou.
- A o czym ? Jeśli waćpan jest godzien powiedzieć ? - uśmiechnęłam się.
- O wszystkim.. głównie o was i waszych odpałch.
- Aha.. idę na taras.. - powiadomiłam ich.
Jedynie cofnęłam się do góry po fajki. Wyciągnęłam z torby i ponownie zeszłam na dół. Tam było wyjście na taras. Usiadłam na leżaku.. Po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama.. cztery leżaki dalej siedział Zayn. Podeszłam do niego, gdyż zapomniałam zapalniczki, a on akurat chyba palił.
- Hej.. masz zapalniczkę ? - zapytałam. On mi podał i wskazał, że mam obok niego usiąść.
- Liam nic nie mówił, że palisz. - zaczął rozmowę.
- Bo on nie wie.. - lekko się uśmiechnęłam.
- Aha.. Długo palisz ? - zapytał.
- Po rozwodzie rodziców zaczęłam.. czyli gdzieś tak dwa lata.. A ty ?
- Ja od 16 roku życia. - uśmiechnął się.
- Aaa.. - odpowiedziałam. Po chwili wparował Liam.
- Meg.. Palisz ? - dopytywał się ze zdziwieniem.
- Na to wygląda. - odpowiedziałam krótko.
- Wiesz jak to szkodzi zdrowiu ? Zayn siedzisz tu z nią i na to pozwalasz  ? - ponowinie zapytał z oburzeniem.
- Nie będę jej zakazywał, bo wiem że i tak będzie to robiła.. -  Mulat uśmiechnął się i poszedł do środka.
- Meg.. - zaczął.
- Weź skończ.. przed chwilą się godziliśmy. A ty znowu chcesz Się kłócić ? Serio ? - powiedziałam.
- Nie.. ale przestań palić - powiedział wyrywając mi papierosa.
Wkurzyło mnie to. To moja sprawa co robię. Zmierzyłam go i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko. Po chwili obok mnie pojawiły Się Sam i Lily.
- O co znowu poszło ? Wydawało mi się, że się pogodziliście. -  stwierdziła Lily.
- Ma jakiś problem, że palę. Olać go. - powiedziałam.
- Meggie. Dogadacie się. - przytuliła mnie Sam.
- Nie wierzę w to.. o wszystko mi się czepia. Te wakacje będą do bani.
- Nawet tak nie mów .. te wakacje będą zajebiste ! - wykrzyknęła entuzjastycznie Lily.
- Dobra dziewczyny.. idźcie do chłopaków.. głowa mnie boli. Pójdę spać. - oznajmiłam.
One wyszły. Szczerze mówiąc, nic mnie nie bolało.. chciałam po prostu zostać sama.. długo nie mogłam zasnąć.. Chyba około 3:00 nad ranem dopiero mi się udało..

________________________________________
Kolejny rozdział jutro.. : ) Jak wam się ten podoba ? Mi średnioo.. :D Swoje opinie i zażalenia piszcie w komentarzach ; ** <33

czwartek, 29 marca 2012

ROZDZIAŁ 2.

     Obudziłam się o 9:00. Poleżałam  jeszcze przez chwilę i gapiłam się w sufit. W końcu wstałam i uszykowałam ubranie na dziś (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1437694&.locale=pl). W łazience wzięłam prysznic, pomalowałam się i wyprostowałam włosy. Gdy wyszłam spojrzałam na moje walizki.. Miałam już inne plany na te wakacje. Grrr..  W domu byłam sama, bo mama wcześnie musiała dziś wyjść do pracy. Spojrzałam na mój telefon - 3 smsy. Jeden od Sam. ~’’ Będę u cb o 12. Pogadamy. ; **„ ~ Sam. Drugi od Lily tej samej treści. A trzeci od.. nie wiem.. nie znałam tego numeru. ~ ‘’ Wiesz o której masz lot ? ‘’ - Ten numer nie był tak łaskawy, żeby się podpisać.. Nie będę marnowała pieniędzy na koncie dla jakiegoś UFO. Zeszłam na dół i uszykowałam sobie kanapki. Rozsiadłam się w salonie i włączyłam TV, a konkretnie MTV. Leciała fajna piosenka, nie wiem kogo i nie wiem jaki ma tytuł.. wiem, że jest fajna. Spojrzałam na zegarek, 12:04. Dziewczyny mają czterominutowe spóźnienie. Odniosłam talerzyk do kuchni i usłyszałam dzwonek do drzwi. - No proszę.. cztery minuty spóźnienia. - powiedziałam po czym je przytuliłam.
- Haha.. kolejki w sklepie - wytłumaczyła się Lily po czym dała mi paczkę chipsów, żelki i ciastka.
- Hah.. to was jakoś tłumaczy, ale ja mam jedzenie w domu. - powiedziałam i wpuściłam je do środka. Rozsiadłyśmy się na sofie.
- To o czym chciałyście pogadać ? - zapytałam.
- Wczoraj gadałyśmy na GG i stwierdziłyśmy, że te wakacje nie będą takie złe. - powiedziała Lily.
- Haha.. ja w to nie wieżę.. Podajcie mi chociaż trzy powody, dlaczego mają być fajne. - chytrze się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że nie mają więcej niż jednego powodu.
- Po pierwsze to zupełnie inne miasto, po drugie będziemy mieszkać z twoim kuzynem i jego kolegami, na pewno znają jakieś fajne kluby, a po trzecie nie będzie tam rodziców.. czyli powrót do domu o której chcemy. - powiedziała Sam. Trochę nad tym pomyślałam.. Zgadzam się z nimi.   
- W sumie.. - powiedziałam i nie dokończyłam, bo do domu weszła mama - Co ‘’w sumie” ? - zapytała.
- A nic.. Czemu tak wcześnie wróciłaś ? - zapytałam.
- Bo dziś wyjeżdżasz, a ja chciałam się jeszcze z tobą pożegnać. - powiedziała.
- Aha.. Mamo, a tak właściwie o której mamy lot ? - zapytałam ponownie.
- O 16:00. Czyli za 3 godziny. - uśmiechnęła się.
- To my będziemy się już zbierać. - powiedziała Sam.
- Dziewczynki ja was zawożę, będziemy po was o 15:00. - powiedziała mama.
- Dobrze dowidzenia. Pa, Meg - powiedziały chórem i wyszły.
- Mamo zawołaj mnie jak będzie obiad. - powiedziałam i udałam się do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i sprawdziłam kilka stron internetowych fb, tt i tak dalej. Wyłączyłam laptopa i włożyłam go do torby. Walizkę  zaniosłam na dół. I wróciłam na górę. Przypomniało mi się, że za wieżą mam paczkę papierosów. Zajrzałam do niej. Zostały mi tylko trzy. Kurde.. Przełożyłam je do portfela, który włożyłam do torby podręcznej. A pustą paczkę schowałam w to samo miejsce co przedtem.
- Obiad ! - zawołała mnie mama.  Zeszłam na dół. Dziś było Spaghetti. Pycha. Usiadłam i zaczęłam jeść.
- Meggie mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła za ten wyjazd. - powiedziała.
- Może trochę. Miałam już inne plany. A tak właściwie dlaczego mnie tam wysyłasz ? - zapytałam.
- Bo sama wyjeżdżam.. - nie dokończyła.
- Kiedy, gdzie i na ile ?
- Wyjeżdżam za tydzień do Australii. A na ile ? Tego jeszcze nie jestem w stanie ci powiedzieć. Możliwe, że nawet na pół roku. - oznajmiła mi.
- Pół roku ? - zapytałam z nadzieją, że się przesłyszałam. A po chwili dodałam - I, że niby ja mam być tam sześć miesięcy ?
- Nie.. jedziesz tam na dwa miesiące.. Ale możliwe jest, że zostaniesz dużej. - powiedziała.
 - Ekstra.. Ale o tym możesz zapomnieć. – powiedziałam i odeszłam od stołu. - Wychodzę. - oznajmiłam jej i trzasnęłam drzwiami. Po drodze zdążyłam wziąć torbę podręczną. Udałam się na betony, które były jakieś pięć minut drogi od mojego domu. Nikogo tam nie było. Zapaliłam papierosa i zaczęłam bawić się Dymem. Siedziałam tam ponad 30 minut. Zerknęłam na zegarek i zobaczyłam że jest 14:45
- Cholera ! - przeklęłam i pobiegłam do domu. Tam już czekała zła mama.
- Gdzieś ty była ? Zaraz musimy jechać po dziewczyny. Idź się przebrać. - powiedziała, a ja wykonałam jej rozkaz. Ubrałam się w to, co uszykowałam sobie wczoraj czyli - http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1449098&.locale=pl. Włosy rozpuściłam. Wzięłam jeszcze tabletki na chorobę lokomocyjną. Mama czekała już na mnie w samochodzie. Wsiadłam bez słowa i odjechałyśmy. Najpierw pojechałyśmy po Lily. Czekałyśmy chwilkę, bo jej mama jest bardzo czuła. Kazała jej uważać na siebie, nie pić wódki nie chodzić do klubów, itp. Z tym ostatnim to mnie rozbawiła.. Haha.. w sumie z drugim też. Następnie pojechałyśmy po Sam. Ta sama śpiewka. Dziś ich mamy mają chyba dobry humor. Tak sobie żartują.. Gdy dojechałyśmy na lotnisko pożegnałam się z mamą i dowiedziałam się jednej rzeczy.. Moja mama też ma dziś genialny humor, bo mówiła mi to samo co inne mamy dziewczynom. Przeszłyśmy przez odprawę ( nikt nie zorientował się że mam fajki.. loosery ) i zajęłyśmy miejsca w samolocie.. Sam i Lily usiadły razem.. Ich strata.. przynajmniej mam więcej miejsca dla siebie, bo nikt nie siedzi obok mnie. Stewardessa gadała coś o bezpieczeństwie. Zapięłam pasy i włożyłam słuchawki do uszu. Akurat leciała jakaś wolna piosenka. Przymrużyłam oczy i od razu po starcie zasnęłam.

          ***** 3 godziny później*****

- Meg, Meggie wstawaj ! jesteśmy na miejscu. - usłyszałam głos Sam i lekkie wstrząsy. Otworzyłam oczy i ujrzałam dwie przyjaciółki stojące nade mną.
- Masz twardy sen. - zaśmiała się  Lily.
- Wiesz, że mam chorobę lokomocyjną. - przypomniałam jej.
- Dobra idziemy ! - powiedziała Sam. Gdy wyszłyśmy czekała nas kolejna odprawa ( i kolejni się nie zorientowali), a później odbiór walizek. Po zrobieniu tych wszystkich obowiązkowych czynności, usiadłyśmy.
- Meg, a Wiesz czy ktoś po nas przyjedzie ? - zapytała Lily.
- Nie.
- A wiesz chociaż gdzie on mieszka ? - zapytała Sam.
- Nie. - uśmiechnęłam się, a dziewczyny miały minę, jakby chciały mnie zabić.
- Dobra dziewczyny.. idziemy stąd. - powiedziałam.
- Ale gdzie ? - zapytała Sam.
- No jakoś znajdziemy ten dom. - uśmiechnęłam się. Poszłyśmy kawałek, gdy ktoś zaczął krzyczeć moje imię. A po chwili ten ktoś podbiegł do mnie.
- Ty jesteś Meggie ? - zapytał chłopak w bluzce w paski.
- No tak mi dała na imię mama.. - powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech. Paskowaty się zaśmiał. - A ty jesteś.. ? - dodałam.
- Louis. - powiedział krótko. Po chwili podbiegło czterech innych pajacy.. spośród nich poznałam Liama..

C.D.N..
 ________________________________________
Jest kolejny .. co myślicie.. ? Swoje opinie piszcie w komentarzach.. : **

środa, 28 marca 2012

ROZDZIAŁ 1.

     - Meg ! Wstawaj już. - usłyszałam tą jakże miłą pobudkę. - spóźnisz się na zakończenie roku szkolnego. - dodała moja rodzicielka.
- Wale to. Nie chce mi się. - powiedziałam.
- W tej chwili wstawaj. -  ponownie powiedziała. Ja nic z tego sobie nie robiłam. Usłyszałam trzask drzwi od mojego pokoju. WYGRAŁAM. Tak sądziłam tylko przez chwilie. Z wieży usłyszałam piosenkę One Direction. Błagam.. to jest cios poniżej pasa.
- Wyłącz ten szajs. - wykrzyczałam.
- Nic z tego moja panno. Wstawaj. Za 15 minut widzę cię gotową w kuchni. - powiedziała i wyszła z pokoju. Grrr.. Wstałam z mojego kochanego łóżeczka, uszykowałam ubranie (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1447903&.locale=pl) i udałam się do łazienki. Tam wzięłam prysznic, pomalowałam się i wyprostowałam włosy.
- Meg.. śniadanie. - usłyszałam głos mamy.
- Już idę.. pali się czy co ? .. - powiedziałam po czym wyszłam z łazienki. Na dole w kuchni czekała mama z naleśnikami. Usiadłam i zaczęłam konsumować jedzenie.
- Meggie musimy porozmawiać - powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
- Ktoś umarł ? - zapytałam  przełykając naleśnika.
- Nie nikt nie umarł. - powiedziała z uśmiechem.
- A więc o co chodzi ? - ponownie zapytałam.
- O twoje wakacje.. Jedziesz na dwa miesiące do Liama. - prawie wykrzyczała.
- Hahahaha.. zabawne.. A tak na serio ? - odpowiedziałam.
- Meg, ja mówię poważnie.. jutro wyjeżdżasz.  
- Co ? Mamo ja już mam plany.. po za tym nigdzie nie ruszę się bez Lily i Sam. - powiedziałam.
- One też jadą. Porozmawiałam z ich rodzicami i się zgodzili. - Nie no.. Załamała mnie. I, że niby ja mam spędzić dwa miesiące z moim kuzynem i jego kolegami - pasztetami ?! - Idź już, bo się spóźnisz - dodała. Wyszłam z domu. Na przystanku czekały już Sam i Lily. Przywitałam się z nimi.
- I co.. słyszałyście już tą niesamowitą wiadomość -powiedziałam sarkastycznie.
- Tak.. - powiedziała krótko Lily.
- Co o tym sądzicie ? - zapytałam.
- Nie powiem, że się cieszymy. - odpowiedziała Sam. Przyjechał autobus. Dziewczyny wsiadły a ja stałam.
- Dalej paniusiu wsiadasz ? - zapytał kierowca.
- Nie.. Sam Lily idziecie ze mną pieszo ? - spytałam przyjaciółki, które stały w przetłoczonym autobusie.
- Jasne - odpowiedziały chórem i wyszły. Autobus odjechał, a my szłyśmy pieszo.
- Czemu chciałaś iść pieszo ? – zapytała Lily.
- Hmm.. jest ładna pogoda.. a po za tym wejdziemy na chwilkę na betony. - powiedziałam z chytrym uśmieszkiem. Na betony chodzili ludzie z mojej szkoły. Takie miejsce spotkań. Nigdy w okolicy nie było policji, więc spokojnie mogliśmy palić i pić. Gdy tam doszliśmy spotkałyśmy chłopaków z naszej klasy : Adama, Lucasa, Codyego i Justina.
- Hej dziewczyny.. Nie ładnie tak tu przychodzić przed szkołą - powiedział Jus.
- A więc co wy tu robicie ? - zapytałam zapalając papierosa.
- Wiesz.. tylko wyróżnieni mają takie prawo. - wtrącił się Adam.
- Nadal to nie jest odpowiedź na moje pytanie. - droczyłam się.
- Haha.. dobra skończcie.. Jakie macie plany na wakacje ?  - zapytał Lucas.
- Hmm.. nie wasz interes - powiedziała Sam.
- Oj no nie daj się prosić.. - naciskał Cody.
- Zapomnij.. - odpowiedziała mu Lily.
- No, więc my też wam nie powiemy - powiedział Justin i pokazał nam język.
- Pewnie zamierzacie tu siedzieć i pić całe lato - powiedziałam gasząc papierosa.
- Kurwa.. chłopaki.. ona nas przejrzała. - powiedział Adam. -gadaj skąd to wiesz ? - dodał.
- Za długo was znamy, by się nie zorientować.  - odpowiedziała za mnie Lily. Ja popsikałam się perfumom i wzięłam gumę do żucia.
- Dobra.. idziemy ? - zapytałam.
- Jasne.. idziecie z nami ? - spytała Sam. Chłopacy skinęli głową i poszli z nami. Podczas drogi było dużo śmiechu. W szkole jak zwykle długi monolog dyrektorki. Gdy w końcu skończyła gadać rozeszliśmy się do klas po świadectwa. A to była dla mnie idealna okazja żeby ostatni raz wkurwić wychowawczynię. W ławce usiadłam z Sam. Rozdała nam świadectwa.
- Dzieci życzę wam szczęśliwych i bezpiecznych wakacji. - zaczęła swój monolog.
- My pani również.. może wkońcu znajdzie pani męża.. w co wątpię. - powiedziałam a cała klasa zaczęła się śmiać.
- Panno Payn, ta uwaga była wysoce niestosowna.. - powiedziała wychowawczyni - polonistka.
- Oj tam.. Ja tylko wyrażam swoją opinie.. Tak jak pani nam kazała.. widzi pani.. ja pani słucham - zaczęłam się z nią droczyć.
- Ehh.. Możecie iść już do domu. - powiedziała. Ja podeszłam jeszcze do jej biurka.
- Wiem, że będzie pani za mną tęsknić dlatego mam dla pani prezent. - podałam jej ramkę ze zdjęciem moim, Sam i Lily na którym pokazujemy środkowy palec. - Do widzenia. - dodałam i wyszłam. Po chwili wybuchłam śmiechem. Sam i Lily zrobiły to samo.
- Idziemy na lody ? - podeszli i zapytali nas chłopcy.
- Nie możemy.. musimy iść do domu pakować się - odpowiedziałam.
- To gdzie jedziecie ? - zapytał Justin.
- Nie wasz interes.. - powiedziałam i udałam się wraz z przyjaciółkami do domu. Odprowadziłam każdą po kolei i poszłam do swojego domu. Tam przebrałam się w to - http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1417085&.locale=pl..
W domu nikogo nie było. Puściłam muzykę i zaczęłam pakowanie. Trochę mi to zajęło czasu. Około 18.00 przyszła mama z pizzą. Tata z nami nie mieszka. Rodzice wzięli rozwód kilka lat temu. Zeszłam na dół i jadłam posiłek. Gdy skończyłam ponownie spakowałam jeszcze kosmetyki i byłam gotowa do wyjazdu. Włączyłam laptopa i zaczęłam przeglądać różne strony. Znudziło mnie to, Wyłączyłam go i położyłam się, po paru minutach zasnęłam.

________________________________________
Jest pierwszy rozdział. Krótki.  Nie wiem czy fajny.. komentujcie ; ** <3333

BOHATEROWIE .

Maggie (Meg) Payn – 17 lat. Bliska kuzynka Liama. Wulgarna nastolatka. Buntowniczka. Pali. Lubi się bawić. Ma na wszystko wyjebane. Nie przepada za muzyką 1D.   Jej najlepsze przyjaciółki to Samanta i Lily. Mieszka w L.A..


Samanta (Sam) Rush – 17 lat. Nie brakuje jej pomysłów. Podobnie jak jej przyjaciółka lubi się bawić i nie przepada za One Direction. Jej przyjaciółki to Lily i Meg. Mieszka w L.A. 


 Lily Blue – 17 lat. Świetnie zna się na modzie. Zawsze służy dobrą radą. Także lubi się bawić. Przyjaźni się z Sam i Meggie. Mieszka w L.A.

Liam Payn – 19 lat. Nazywany także Daddy Direction. Członek zespołu One Direction oraz kuzyn Meg. Jest najbardziej spokojny z całej piątki. Razem z chłopakami mieszka w Londynie. 

 Louis Tomlinson – 20 lat. Najstarszy ( co nie znaczy że najdojrzalszy) członek 1D.  Jest zabawny. Ma bromance z Harrym.

 Zayn Malik – 19 lat. Członek 1D. Jest uważany za lalusia, choć wcale nim nie jest. Zawsze ma przy sobie lusterko. Pali.

Harry Styles – 18 lat. Najmłodszy z One Direction. Jest zabawny i romantyczny ale skryty w uczuciach. Ma mały bromance z Louisem. 

Niall Horan- 19 lat. Członek zespołu 1D. Wiecznie głodny. Ma zaraźliwy śmiech. Wygadany. Jego jedyna miłość to jedzenie. 
________________________________________
Oto mój drugi blog. Mam nadzieję że wam się spodoba. Pierwszy rozdział już niedługo. ;** <333