- Już nie śpisz ? - zapytałam.
- Nie.. nie chcę mi się.. co
jest dziwne bo zawsze śpię najdłużej.. A ty dlaczego nie śpisz ?
- Też mi się nie chce. - odpowiedziałam. Po czym zainteresowałam się książką, która leżała na stole.
Nosiła tytuł „ Fobia łyżeczkowa. Jak ją zwalczyć ?”.
- Louis, do kogo należy ta
książka ? - dopytywałam się.
- Do Liama, a co ?
- A nic.. Gdzie tu jest sklep
z artykułami domowymi ? -zapytałam z chytrym uśmiechem.
- Meggie, zaczynam się ciebie
bać. Ale też intrygujesz mnie swoją pomysłowością. Daj mi 5 minut. Zaraz będę
gotowy i pokaże tobie ten sklep. - powiedział.
- Dobra.. czas start.. - zaczęłam mu odliczać. Ogarnęłam jeszcze włosy i pobiegłam do góry po torebkę.
Wzięłam ją i ponownie zeszłam na dół. Tam już czekał Louis i jadł
marchewkę.
- Co tak długo ? - zapytał.
- Wiesz.. Sądziłam, że
utopiłeś się w tej łazience.. Dawno temu minęło to pięć 5 minut. - rzuciłam. I dodałam : Gdzie jest ten sklep w końcu ?
- Hmm.. trudno wytłumaczyć.
Wsiadaj do auta, bo nie chce mi się iść pieszo. - uśmiechnął się, a ja to
odwzajemniłam. Przez pierwsze parę sekund była cisza. Po chwili Paskowaty odezwał się :
- Meg.. mogę Cię o coś
zapytać ?
- Eee.. Coś strasznego ? - zaśmiałam się.
- Nie. - odwzajemnił uśmiech.
- W takim razie o co ?
- Czy nie bolą cię nogi w
tych szpilkach ?
- Haha.. nie przyzwyczaiłam
się do nich. - powiedziałam i dziwnie zamachałam stopą.
- Hmm.. Liam zupełnie inaczej
cię opisał. Nie żeby coś.
- Serio ? W sumie to nie
dziwie mu się. Jeżeli nie widział mnie prawie przez 3 lata. Pewnie mówił, że
jestem słodka i niewinna ? - zapytałam.
- To też.. - uśmiechnął się
tajemniczo.
- To co jeszcze ?
- No, że jesteś.. hmm..
żartobliwa, zabawna, miła, wyluzowana, no i nie kłócisz się o byle co.. - stwierdził.
- Jestem wyluzowana, zabawna,
miła - dla tych co lubię, a kłócę się tylko wtedy gdy ktoś mnie wnerwi..
- Czyli na przykład Liam
?
- Tak, na przykład on.
- O co wczoraj poszło ?
- Czepiał się, że palę.. żal
mi go.. nie odzywa się przez parę lat, a później ma wielkie problemy - powiedziałam.
- Masz do niego o to żal ?
- O co znowu ? - zapytałam lekko poirytowana.
- O to, że się do ciebie nie
odzywał. Sądziłem, że wczoraj mu wybaczyłaś.
- Boo.. wybaczyłam.. z resztą
nie chce mi się o tym gadać.. gdzie jest ten cholerny sklep ?! - wkurzyłam się.
Nie na Louisa tylko na siebie. W sumie to sama nie wiem dlaczego, po prostu byłam zła.
Nie na Louisa tylko na siebie. W sumie to sama nie wiem dlaczego, po prostu byłam zła.
- Już dojeżdżamy..
spokojnie.. z Boo Bear nie zginiesz. -pojawił mu się banan na twarzy.
- Z Boo Bear ? - zapytałam po
czym wybuchłam śmiechem.
- Nom.. a co do sklepu zaraz
będzie. - odpowiedział.
Po 5 minutach byliśmy w sklepie. Weszliśmy do środka. Wiedziałam gdzie się kierować ( co było dla mnie zaskoczeniem ).
Po 5 minutach byliśmy w sklepie. Weszliśmy do środka. Wiedziałam gdzie się kierować ( co było dla mnie zaskoczeniem ).
- Tak właściwie, po co tu
przyjechaliśmy? Po to o czym myślę ? - zapytał Lou.
- Jeśli myślisz o tym samym o
czym ja myślę, odpowiedź brzmi tak. - zaśmiałam się, a on razem ze mną.
Po moich tajemniczych zakupach wróciliśmy do domu. W kuchni siedziała cała banda pasztetów i moje kochane przyjaciółki. Wręczyłam Louisowi jedną paczkę naszych zakupów, a drugą zostawiłam dla siebie.
Po moich tajemniczych zakupach wróciliśmy do domu. W kuchni siedziała cała banda pasztetów i moje kochane przyjaciółki. Wręczyłam Louisowi jedną paczkę naszych zakupów, a drugą zostawiłam dla siebie.
< Oczami Louisa >
Sądziłem, że to ja jestem
nienormalny.. nie no.. w sumie to jestem.. Ale to trzeba być Meggie Payn żeby o
7:00 rano jechać do sklepu po.. plastikowe łyżki.. hahaha.. Były one zapakowane w
dwie paczki. Meg dała mi jedną. Mieliśmy nimi obrzucić Liama. Hahaha.. zgodziłem
się bez żadnych problemów.
- Hej wam ! gdzie byliście ? - zapytał Zayn.
- W sklepie. - odpowiedziała
dumnie Meg.
- Po co ? - dopytywał się zaciekawiony Liam.
- Po to ! - krzyknęła i
zaczęliśmy rzucać w niego łyżkami.
Liam krzyczał i uciekał. Hahahaha.. goniliśmy go po całym domu. Zabawny widok. O niee.. Skończyła mi się amunicja, a na dodatek Liam zaczął rzucać moimi marchewkami.. Nieeeee to jest MÓJ skarb.
Liam krzyczał i uciekał. Hahahaha.. goniliśmy go po całym domu. Zabawny widok. O niee.. Skończyła mi się amunicja, a na dodatek Liam zaczął rzucać moimi marchewkami.. Nieeeee to jest MÓJ skarb.
- Dobra poddaje się.. Liam
oddaj marchewki. - powiedziałem.
- Oddam jak ona się podda. - chytrze się uśmiechnął w kierunku Meg.
- Hahaha.. że niby ja mam się
poddać ? Niedoczekanie twoje. - szyderczo się zaśmiała. A po chwili dodała : Osz kurwa.. łyżki mi się
skończyły.
- Ha.. czyli wygrałem. - powiedział Liam, a ja mu wyrwałem ostatnią marchewkę.
- Jest remis.. a teraz
pozbierajcie mi mój skarb ! -stwierdziłem głaszcząc to pomarańczowe cudo. Meg
spojrzała na mnie miną ‘WTF ?!’ - W sensie.. marchewki. - wytłumaczyłem jej.
- Jesteście dziwni.. - powiedziała Sam.
- Hah.. jestem pewien, że wy
też. - stwierdził Harold.
Nikogo nie mogłem się doprosić, żeby pozbierał moje marchewki. Sam musiałem to zrobić. W sumie nikt też nie zbierał tych łyżek. Ale to akurat mi pasowało. Widok przerażonego Liama siedzącego na stole z nogami podkulonymi pod samą brodę był bezcenny. Haha.. Pozbierałem wszystkie marchewki i odłożyłem je na swoje miejsce.
Nikogo nie mogłem się doprosić, żeby pozbierał moje marchewki. Sam musiałem to zrobić. W sumie nikt też nie zbierał tych łyżek. Ale to akurat mi pasowało. Widok przerażonego Liama siedzącego na stole z nogami podkulonymi pod samą brodę był bezcenny. Haha.. Pozbierałem wszystkie marchewki i odłożyłem je na swoje miejsce.
< Oczami Meggie >
Hahaha.. była fajna wojna.
Pozbierałam łyżki i trochę straszyłam nimi Liama. Jak można się ich bać ? W sensie.. łyżek. Żal.. Poszłam do swojego pokoju, aby odłożyć torbę. Usiadłam na
łóżku i doszłam do wniosku, że trzeba się wybrać na jakieś duże zakupy.
Zawołałam na całe gardło Sam i Lily. One przybiegły od razu.
- Jezu.. Sądziłyśmy, że coś ci
się stało. - zaczęła Sam.
- Haha.. i gdzie zgubiłyście
miotłę ? - zapytałam, bo przypomniała mi się wczorajsza akacja z Liamem. One się
zaśmiały.
- No dobra. To co chciałaś ? - spytała się Lily.
- To już z przyjaciółkami pogadać nie można ?!
Nie no.. idziemy na zakupy ? - zapytałam z miną smutnego szczeniaczka.
- Haha. Jasne tylko się
ubierzemy. Daj nam chwilkę. - powiedziała Sam.
- Okey.. czekam. - odparłam. Po chwili do mojego pokoju wparował.. Harry.
- Hej .. mam prośbę. - tłumaczył się.
- Jaką ?
- Ukryj mnie ! - wykrzyczał.
- Dobra, ale co się stało. ? - zapytałam.
- Dwie rzeczy.. pierwsza : przytuliłem Nialla i Lou chcę mnie za to zabić.. A druga : zepsułem Zaynowi
fryzurę. - stwierdził.
- Haha.. ale masz problemy.. - zaśmiałam się.
- Aha. I jeszcze coś - powiedział.
- Co ?
- Zjadłem ostatniego
naleśnika i Niall też mnie goni. - jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Do mojego pokoju wbiegła cała trójca. Hah.. Harry nie wiedział co robić.. Haha.. zdecydował się zrobić tak zwany „manewr Pancernika”, położył się na ziemi mówiąc ‘’proszę nie bij, proszę nie bij !’’ hahaha.. idioci.
Do mojego pokoju wbiegła cała trójca. Hah.. Harry nie wiedział co robić.. Haha.. zdecydował się zrobić tak zwany „manewr Pancernika”, położył się na ziemi mówiąc ‘’proszę nie bij, proszę nie bij !’’ hahaha.. idioci.
- Harry skarbie.. ja cię
chciałem przytulić a nie pobić. - powiedział Louis, po czym rzucił się na Hazze.
Reszta zrobiła to samo.
- Hahaha.. dobra dość tego.
Wynocha stąd. - powiedziałam i wyprosiłam ich.
Po chwili w drzwiach stanęły Sam i Lily.
Po chwili w drzwiach stanęły Sam i Lily.
- Coś nas ominęło ? - zapytała Sam zerkając na chłopaków.
- Nie.. ale powiem wam
jedno.. te dwa miesiące z tymi wariatami to będzie męka.. - stwierdziłam.
- Przynajmniej będzie zwała.. - odezwała się Lily.
- Idziemy ? - zapytałam.
- Jasnee.. - odpowiedziały entuzjastycznie chórem.
C.D.N..
________________________________________
Jest czwarty rozdział.. <3
przepraszam że taki krótki <3 Według mnie jest nudny.. może macie inne zdanie
? Komentujcie ! ; ** <33









