piątek, 26 października 2012

ROZDZIAŁ 25.

                                             *Dzień przed wyjazdem - Późne południe* 
              
                                                         < Oczami Lily > 
  To już jutro. Muszę się rozstać z Niallem. Razem ustaliliśmy że nie zrywamy . Spróbujemy być razem na odległość. Jutro samolot odlatuje o jedenastej trzydzieści  . 
      Jest coś po siedemnastej. Dziś Niall wziął mnie do kina, spacer i obiad. Było wspaniale. A teraz siedzimy ze wszystkimi w salonie i oglądamy film. Jest z nami również Bella która jest już z Zaynem, i Danielle dziewczyna Liama którą w końcu poznałyśmy. Cały film siedzę wtulona w Nialla i całuję się z nim. Będzie mi go brakowało... 
- Kocham Cię. - wyszeptał mi do ucha. 
- Ja ciebie też - pocałowałam go w policzek. Nagle blondyn dostał sms'a. Nie ciekawiło mnie od kogo więc wróciłam do oglądania telewizji. 
- Możecie przełączyć ? - zapytał nagle. 
- Dlaczego ? - dopytywał Liam. 
- Bo ktoś wrzucił do sieci nasz teledysk i Paul przesuną premierę na dziś. Będzie on puszczany w telewizji. - wytłumaczył . Hazza , który miał pilota, zrobił to o co go poprosił. Jakieś piętnaście minut czekaliśmy żeby go zobaczyć .
- Okej. Zaczyna się. - Jarał się Nialler. 
- Harry tu kurwo. Pizgasz takiego słodkiego tygryska. - oburzyła się Meggie. 
- życie. . - Dalej oglądaliśmy raczej w ciszy. Teledysk jest super. Zwłaszcza moment solówki Nialla. Tak tam zajebiście wygląda. Brałabym. Gdy się skończył loczek włączył z powrotem na film. Każdy siedział cicho.

*

Po seansie filmowym wróciłam do pokoju. Wzięłam piżamę której jeszcze nie spakowałam i udałam się do łazienki. Wzięłam tam prysznic. Mokre ciało wytarłam ręcznikiem i nabalsamowałam . Następnie ubrałam w piżamkę. Gdy weszłam do mojego pokoju zobaczyłam Nialla na moim łóżku. Podszedł do mnie i namiętnie pocałował. 
- Naprawdę cię mocno kocham. - powiedział patrząc mi w oczy i trzymał za policzki. 
- Wiem to. Ja ciebie też. - uśmiechnęłam się. Spojrzałam na zegarek było po drugiej w nocy. 
- chyba musisz już iść spać - pocałował mnie w czoło. 
- A ty ze mną ?  - zapytałam. 
- Jeśli chcesz. - razem położyliśmy się razem. i zasnęłam w jego objęciach..... 

                                                    * Następny dzień * 

                                                    < Oczami Meggie > 
 Obudziłam się o ósmej. Wstałam i wzięłam ubrania które wczoraj uszykowałam. Były nimi ; beżowe rurki, szarawy sweter z gwiazdą, czapka o tym samym kolorze co spodnie, i brązowe buty (Click). Poszłam z tym do łazienki. Tam wzięłam prysznic . Wytarłam mokre ciało. Włosy wysuszyłam i ułożyłam z nich fale. Pomalowałam się. Ubrałam się i na rękę założyłam jeszcze bransoletkę lilu z zawieszką w kształcie serca i napisem ''I Love You x''  od Louisa. Poszłam do mojego pokoju wzięłam walizkę i torbę podręczną i zeszłam na dół. Walizkę położyłam na korytarzu, a sama poszłam do kuchni. Uszykowałam sobie kanapki i je jadłam powoli.  Gdy skończyłam jeść akurat wszyscy weszli do kuchni.
 -Ty dopiero śniadanie jesz ? - zapytała zdziwiona Sam.
- Wy dopiero wstaliście.  odpowiedziałam. 
- oj , kochana, my już byliśmy w tesco. - pochwalił się Styles. Schowałam talerzyk do zmywarki. 
- Gdzie Louis ? - zapytałam . 
- Zaraz powinien przyjść. - uśmiechnął się Lias. Po jakiś dziesięciu minutach rzeczywiście Louis przyszedł i pocałował mnie w policzek. Wzięliśmy moją walizkę  i poszliśmy do van'a. Lou kierował. Ja siedziałam w aucie i patrzyłam się cały czas przez okno. Chciałam żeby ten dzień nigdy nie nadszedł . Niestety stało się... 

*
Weszliśmy do budynku. Wszędzie pełno ludzi z walizkami. 
- Gdzie mamy iść ? - zapytałam. 
- Tam . - wskazała palcem Sam. Poszliśmy do okienka i poprosiłam o nasze bilety. Pani dała mi je i powiedziała że lot się opóźni o czterdzieści minut. Następnie udałyśmy się tam gdzie oddaje się walizki. Chłopcy cały czas nam towarzyszyli. Odprawa zaczynała się dopiero za dwadzieścia minut. Usiedliśmy na ławeczce. 
- Bella kazała mi was pożegnać. I przeprasza że jej tu nie ma. - uśmiechnął się Zayn.
- Danielle to samo. - dodał Liam.
- '' Za dziesięć minut prosimy pasażerów z Londynu do Los Angeles do odprawy''. - powiedział głos kobiety dobiegający z głośników. 
- Chyba musimy się pożegnać. - zasmuciła się Lily patrząc na Nialla. 
- Kochanie, niedługo cię odwiedzę . Obiecuję - ucałował ją w czoło. Łza w oku mi się zakręciła. Wiedziałam co zaraz nadejdzie. 
- Louis możemy porozmawiać na stronie ? - zapytałam. Chłopak, dziś małomówny, przytaknął i poszliśmy kawałek dalej od naszej grupy. 
- Słuchaj. Ja naprawdę strasznie dużo o tym myślałam . O rozmowie z Paulem i w ogóle o tym wszystkim. - Głos mi się łamał.- Musimy zerwać . Ja sobie po prostu nie wyobrażam związku na odległość. Przepraszam. - powiedziałam spuszczając wzrok. 
- Nie. Nie mów  mi że to koniec. Meg, kocham cię. Nie rób   mi tego. - powiedział i łzy leciały mu na policzkach. 
- Louis , wakacje się skończyły. Bądźmy szczerzy ten związek nie będzie miał już sensu. Ty masz swoje sprawy, a ja szkołę. - również zaczęłam płakać.
- Czyli byłem twoją wakacyjną przygodą ? Tak ? - oburzył się i podniósł  głos.
- Nie. Oczywiście że nie. Kocham cię. Ale .. -przerwałam. - Lou , nie utrudniaj mi tego. - Podeszłam do Louisa i pocałowałam go po raz ostatni. - żegnaj. - wybuchnęłam płaczem. Louis gdzieś wybiegł. Poszłam do przyjaciół. Już był czas na odprawę. Najpierw podeszłam do Nialla 
- Pa żarłoku. Będę tęsknić. - przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Następnie do Harrego. 
- Za tobą też będę tęsknić. - zrobiłam to samo co przy Niallu. - Ale mam jeszcze prośbę. 
- Słucham ? 
- Przypilnuj Louisa żeby nie robił nic głupiego. - Kolejną osobą był Zayn. W niego od razu się wtuliłam .
- Nie płacz mała, będzie dobrze. Musi być. - pocałował mnie w czoło. 
- Jeszcze ja. - uśmiechnął się Liam. 
- Wiem . - wymusiłam się na uśmiech. Gdy się z nim żegnałam w oddali zobaczyłam Louisa. Przybiegł do mnie . 
- Meg, błagam cię. Nie rozstawajmy się - pocałował mnie namiętnie. 
- Louis. Żegnaj. - przytuliłam go. - kocham cię, ale nie możemy być razem. - w tym momencie odeszłam, bo odprawa się kończyła, Oczy mi się zaszkliły. Ostatni raz spojrzałam na Louisa który miał żal w oczach. Gdy już ''zostałam odprawiona'' doszłam do moich przyjaciółek, które mnie w ogóle nie zauważyły. Następnie weszłam na pokład samolotu. Tym razem miejsca były potrójne. Usiadłam przy oknie i patrzyłam na startujący samolot. Dziewczyny cały czas nawijały że cieszą się ze swoich decyzji na temat nie rozstawania się i marudziły że chcą już włączyć telefon , bo Harry i Niall czekają na sms'a. Gdy w końcu samolot był tak ustawiony że mogły włączyć telefony zaczęły sobie mówić sobie nawzajem co chłopacy do nich piszą . W końcu wybuchłam. 
- Czy wy kurwa nie rozumiecie że właśnie zerwałam z chłopakiem na którym serio mi zależało, a wy zamiast mi coś powiedzieć, olewacie mnie ? To teraz tylko we dwójkę będziecie się zadawać , bo ja nie mam chłopaka ? - wkurzyłam się  i poprosiłam jakąś panią która siedziała pięć rzędów dalej żeby się ze mną zamieniła. Z torby wyciągnęłam słuchawki i resztę lotu słuchałam smutnych piosenek o życiu, miłości i stracie .. 


Gdy wylądowałyśmy w ogóle nie odzywałam się do dziewczyn. Wyszłam z samolotu i takim jakby autobusem udaliśmy się na lotnisko. Czekałam jakieś piętnaście minut aż łaskawie znajdę swoją walizkę . Sam i Lily stały obok mnie ale żadna z nich się do mnie nie odezwała. Słyszałam tylko '' Zaraz napiszę Harremu / Niallowi że już jestem ''. Sweet w kit. Chwyciłam walizkę i udałam się na parking gdzie ma czkać za mną moja mama. Usiadłam na ławeczce na dworze i czekałam . Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Miałam trzy sms'y i jedno nieodebrane połączenie. Wszystkie wiadomości były od Zayna. Pierwsza brzmiała '' Cześć . ;D Jak tam Lot  i samopoczucie ? ;) x '' druga ; '' Meggie, wiem że jest Ci smutno z powodu zerwania, ale pamiętaj że jesteśmy z Tobą. xx ''   i  trzecia '' Wylądowaliście już ? Meg dlaczego nie odpisujesz ? ;( '' Napisałam mu ''Zayn , przepraszam że nie odpisywałam,  ale miałam wyłączony telefon. Już jestem od ponad 30 minut w Los Angeles  i czekam za mamą. A samopoczucie ?!.. Pomyśl.. Jakie może być jak właśnie kilka godzin temu zerwałam z chłopakiem na którym serio mi zależało . ;( Tęsknię za Wami głąby ;) xx '' Później spojrzałam na to nieodebrane połączenie. Od mamy. Zadzwoniłam do niej.

*Rozmowa Telefoniczna : * 
Mama : Cześć córeczko. Jak wakacje ? 
Meg : (Krzyk ) Jakie do cholery wakacje ? Już wróciłam i czekam na ciebie na lotnisku. 
Mama: Ale jestem nad jeziorem i wrócę dopiero za dwa dni. 
Meg : To dobrze w cyce. 

*
Odkąd znów jest z tym Joshem, zapomina o wszystkim i olewa mnie. Kiedyś nie przeszkadzałoby mi to ale teraz potrzebowałam jej wsparcia. Zamówiłam taksówkę która po dwudziestu minutach przyjechała. Jak na złość, zaczęło padać. Jadąc autem patrzałam przez okno i przypomniałam sobie mój pocałunek z Louisem koło fontanny. W tym czasie Zayn odpisał ''Wiem że jest Ci ciężko, ale się ułoży xx '' . Nie chcąc drążyć tematu poprosiłam go o numer do Paula. Gdy mi go przesłał od razu mu napisałam ''' Zerwałam z Louisem. Zadowolony jesteś ? Tylko nie wiem kogo to miało uszczęśliwić. Ciebie ? Bo jakoś ja jestem załamana,  Louis również. Dzięki i powodzenia w nagrywaniu płyty. '' 
  Gdy taksówka podjechała pod mój dom , zapłaciłam kierowcy i wysiadłam , wyciągając z bagażnika walizkę. Od kluczyłam dom i weszłam do środka. Panował tam masakryczny bałagan. Pełno butelek po piwach, niedopałki papierosów , kartony po pizzy. Postanowiłam to olać i poszłam do siebie . To co tam ujrzałam było ciosem poniżej pasa. W moim pokoju, na moim łóżku miziali się jakiś chłopak i dziewczyna. 
- Co to kurwa jest  ? - krzyknęłam . Dziewczyna skrępowana wybiegła z domu. 
- Kim ty jesteś ? - zapytałam . 
- Cześć Meg. Nie pamiętasz mnie ? - zapytał brunet. 
- No nie za bardzo. Kim jesteś ? 
- Jejku.. Jestem Lucas. - przywitał. Nagle sobie przypomniałam że Josh ma syna. o trzy lata starszego ode mnie. 
- Okej. Już pamiętam. - wysiliłam się na uśmiech. - A dlaczego jesteś  w moim pokoju i czemu na dole jest taki syf? 
- Już idę tam sprzątać. A co do pokoju to była najbliższa sypialnia. - uśmiechnął się i poszedł sprzątać. Usiadłam na łóżku i z walizki wyciągnęłam laptopa. Na Twitterze i Facebooku wszyscy już wiedzieli że nie jestem z Louisem. Cały czas przed oczami miałam jego twarz na lotnisku gdy szłam do odprawy. Wyłączyłam stronę internetową i spojrzałam na tapetę. Nadal byłam tam ja i Louis całujący się. To zdjęcie było jak cios nożem w plecy. Odłożyłam laptopa i zaczęłam płakać. Cały czas to robiłam ale nie ogarniam czemu. Przecież nie wieżę w związki na odległość i wiedziałam o tym że z nim zerwę, łudząc się że może zmienię zdanie.Nie wiedziałam najwyraźniej że to zerwanie będzie aż takie ciężkie. Trudno jest opuścić osobę którą się naprawdę kocha. Może i ludzie pomyślą że jestem jakaś pojebana, bo mówię o miłości do chłopaka którego znam dwa miesiące i z którym jestem.. to znaczy byłam dwa tygodnie. Ale jeżeli istnieje  miłość od pierwszego wejrzenia to taka jak moja też musi istnieć. Nagle do mojego pokoju wszedł Lucas. 
- Posprzątałem z lekka. - uśmiechnął się - Czemu płaczesz  ?- zapytał i usiadł obok mnie.
- Nie płaczę. Tylko po prostu coś mi do oka wpadło. Chyba kurz, bo dawno tu sprzątane nie było. - powiedziałam mając nadzieję że uwierzy. 
- aha. Co porobimy ? - zapytał. 
- Nie wiem . Wymyśl coś . - odpowiedziałam. 
- No skoro mamy wolną chatę, siedzimy na łóżku a ja mam w kieszeni kondomy to się zabawimy ? - poruszył brwiami. 
- No chyba nie. - oddaliłam się od niego . 
- Oj no daj spokój . Tylko żartowałem. Przecież wiem że masz chłopaka. 
- Tonie było śmieszne. - powiedziałam. - Wyjdź. 
- Co ? - chyba mnie nie zrozumiał. 
- Wypierdalaj , jasne ? - krzyknęłam. Na moją prośbę wyszedł. Znów płakałam . Tak długo płakałam że aż w końcu zasnęłam.. 

____________
 Kolejny dla was bijacz <3 Meggie i Louis zerwali. Co o tym sądzicie ? Meg pokłóciła się z przyjaciółkami. I jeszcze Lucas.. Ta postać powiem wam że trochę namiesza ale nie będzie zbyt długo na tym blogu. Ale ciii.. to sekret. Pomóżcie mi co mam pisać dalej. Jeśli macie jakieś pomysły piszcie w komentarzach . :D Do kolejnego xx 

wtorek, 23 października 2012

Rozdział 24.

                                                           <Oczami Meggie >
          Po wczorajszej i nie w pełni przespanej nocy obudziłam się naga. Cóż... byłam zbyt zmęczona na ubranie się , a z Louisem musieliśmy wykorzystać okazję. Obróciłam się na prawy bok zobaczyć czy Lou nadal śpi. Go nie było ani w łóżku , ani w pokoju . Usiadłam na łóżku przykryta kołdrą i szukałam wzrokiem swoich ubrań. Zauważyłam stanik. Brawa dla mnie. Chciałam go sięgnąć ale ktoś wszedł do pokoju . 
- Meggie co robisz w pokoju Lou ? Bez ubrania ?  - zapytał zdenerwowany Liam . 
- Szukam właśnie ich - uśmiechnęłam się. Po chwili wszedł Niall z Zaynem. Horan gdy mnie zobaczył zadławił się kanapką. 
- Zostawić was na jedną noc.. - Zayn  puścił mi oczko. 
- Co to kurwa za zbiorowisko ? - zapytał Loui gdy wszedł do pokoju. - wypierdalać . Tylko ja mogę mieć takie widoki. - powiedział i zrobił to samo co Malik wcześniej . - I powiem wam że macie mi czego zazdrościć. - cwaniacko się uśmiechnął. 
- Louis, zdajesz sobie sprawę z tego że ona jest niepełnoletnia ? - powiedział Liam którego Lou wyśmiał i wypchnął z pokoju. 
- Czemu tak wcześnie sobie poszedłeś ? - powiedziałam gdy do mnie podszedł i mnie musnął swoimi wargami po szyi. 
- Przyszedł listonosz z paczką. - powiedział. 
- Mhym. - pocałowałam go namiętnie w usta i wstałam. Ubrałam majtki i wyciągnęłam jakąś koszulkę z szafy Lou. Poszłam na śniadanie. Każdy już siedział i zajadał się naleśnikami. Dosiadłam się i nałożyłam sobie jednego. Posiłek przebiegł całkiem normalnie. Horan zjadł wszystkie naleśniki, my śmialiśmy się z jego łakomstwa. 
- Dziś nie idziecie na plan ? - zapytałam Liama gdy każdy już opuścił kuchnie. 
- Idziemy . Ale Louis się kąpie i czekamy na niego. - powiedział zmywając naczynia. 
- Aha. - powiedziałam i nalałam sobie soku. 
- Meg, ty go naprawdę kochasz ? - zapytał po chwil patrząc mi w oczy. 
- No jasne że tak. - uśmiechnęłam się pod nosem. 
- Ale on jest od ciebie starszy o cztery lata. Nie chcę żebyś później czegoś żałowała. Ja znam dobrze Louisa i wiem że on jest świetnym i godnym zaufania człowiekiem, ale czasami jest nierozgarnięty i zachowuje się jak dziecko.- powiedział. 
- No i co z tego że jest starszy ? Co z tego że zachowuje się jak dziecko ? To własnie w nim uwielbiam. Że jest sobą. I Liam proszę cię, nie wtrącaj się w to. Ciebie też uwielbiam. - przytuliłam się do kuzyna. Wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Nie miałam żadnej wiadomości więc go odłożyłam. Obok niego leżała paczka papierosów. Wyciągnęłam jednego i usiadłam z nim na parapecie , wcześniej otwierając okno. Zapaliłam go wydmuchując dym przez okno. Cały czas miałam w głowie jedną myśl. Co będzie po moim wyjeździe ? . Niby próbuję o tym w ogóle nie myśleć ale tak się po prostu nie da. Kocham go i nie chcę go tracić ,ale też nie mogę tu zostać. Wyjeżdżam już za dziesięć dni, bo muszę jeszcze przygotować się do szkoły. 
- Mówiłem ci żebyś z tym skończyła. - powiedział Louis gdy wszedł do mojego pokoju. 
- Wiem, przepraszam. Ale to mnie uspokaja i lepiej mi się rozmyśla.. - powiedziałam gasząc papierosa. 
- A o czym myślisz ? - zapytał kucając tak by mógł mi spojrzeć w oczy. 
- O wszystkim. Głównie o tym co będzie po moim wyjeździe. - próbowałam nie patrzeć na niego , bo wiem że moje słowa go zaraz zranią. - Nie wiem co mam zrobić. Louis, wiem że to głupio zabrzmi ale chyba będziemy musieli niedługo zerwać. Lotty miała rację, związki na odległość się nie sprawdzają. - powiedziałam nadal na niego nie patrząc. 
- Nie mów tak. To jest nie fair. Meg, kocham cię. Nasz związek przetrwa rozłąkę chociaż że dzielą nas tysiące kilometrów. Ja będę do cię odwiedzać jak będę miał wolne. Są przecież telefony, internet, chociażby nawet listy. Damy rade, słyszysz ? - powiedział z łamiącym się głosem. Nie miałam ochoty drążyć tego tematu.
 - Chodź na dół, bo chłopcy czekają. - powiedziałam i poszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie. Lou szedł tuż za mną. 
- Możemy już iść ? - zapytał Harry . 
- A gdzie ci się tak spieszy  ? - dopytywała Sam siedząca wtulona w niego. 
- Wiesz.. na planie czekają na nas gorące modelki - zaśmiał się wkurzając przy tym Sami. 
- Styles, a po mordzie dawno nie dostałeś ? - uderzyła go poduszką. Oglądałam tę ''komedie'' graną przez moich przyjaciół, ale Louis pociągnął mnie za rękę do kuchni. Namiętnie mnie pocałował.
- Przepraszam. - powiedziałam. 
- Nie masz za co. Wiem że się boisz ale damy radę. - pocałował mnie w czoło.
- Wiem to . - wtuliłam się w jego tors. Przy nim czułam się bezpiecznie. - Dobra, leć już . Do zobaczenia. - pocałowałam go w policzek i udałam się z powrotem do salonu . Usiadłam na sofę gdy chłopcy już wyszli. 
- Laski, co dziś robimy ? - zapytałam.
- Nie wiem.. - powiedziała Lily.
- Może na początek idź się ubierz a później coś się ogarnie. - uśmiechnęła się Sam. 
- Ok. Ja idę się ogarnąć, a wy coś wymyślcie. - powiedziałam i pobiegłam  do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam ; poszarpane szorty, koszulę, granatowe vans'y, i zestaw biżuterii (). Poszłam z tym do łazienki. Tam wzięłam półtora godzinną kąpiel , pomalowałam paznokcie na czarno, włosy spięłam w koczka. Gdy byłam już ogarnięta poszłam do swojego pokoju i wzięłam z niego telefon. Miałam sms'a od Louisa o treści ''Kocham Cię <3 xxx '' . Odpisałam mu pospolite '' Ja Ciebie też <33 xx '' . Zbiegłam do dziewczyn. 
- To wiecie już co dziś robimy ? - zapytałam. 
- Hmmm nie . - odpowiedziały. - która godzina ? - zapytała Lily. 
- Czternasta trzydzieści . - powiedziałam. A następnie wpadłam na genialny pomysł. - Może wpierdolimy się chłopakom na plan tego teledysku ? - zaproponowałam. 
- Okej. A wiesz może gdzie oni go kręcą ? - Od razu po pytaniu Sam weszłam na Facebook'a na telefonie . Na stronie poświęconej One Direction był napisany dokładny adres kręcenia teledysku do utworu pod tytułem '' Live While're Young '' . 
- Okej . Mamy adres, ale wpuszczą nas tam ? - zapytała Lily. 
- Wystarczy że pokażę im mój paszport. Nazwisko wszystko załatwi. - uśmiechnęłam się. Poszłam na korytarz i z szuflady wyciągnęłam kluczyki do vana chłopaków. 
- To jedziemy ? - zapytałam . 
- Ty chcesz kierować ? 
- No mam prawko , więc dlaczego nie ? - uśmiechnęłam się. 
- Bo te kurwa samochody mają kierownicę po prawej stronie. I w ogóle wszystko jest na odwrót. - nakrzyczała na mnie Sam. 
- Chuj w to. Jedziecie czy nie ? Kiedyś takim jeździłam. Jak miałam czternaście lat. Jak ojciec sprowadził samochód z Anglii dla mojej mamy. - uśmiechnęłam się. Weszłyśmy do garażu. Wsiadłyśmy do samochodu. Na początku było trudno się połapać ale jakoś dałam rade. Podczas drogi śmiałyśmy się, gadałyśmy, śpiewałyśmy. Ta godzinna podróż zleciała nam bardzo szybko. 


- To co idziemy ? - zapytałam. 
- Jasne. - wyszłyśmy z pojazdu który zaparkowałam na jakimś trawniku. Widziałam duże namioty, więc wiedziałam gdzie mam się kierować. Podeszłam do Bob'a ( Tego z koncertu ) 
- No hej. Pamiętasz nas ? - uśmiechnęłam się do niego . 
- Pamiętam. Ale  Paul nie kazał nikogo wpuszczać. Po za modelkami, zespołem i tym podobnym. - powiedział zaplatając ręce na krzyż. 
- No proszę cię. Wpuść nas. Lou powiedział że o piętnastej mamy przyjechać i będziemy też występować. - Powiedziałam. Ochroniarz uległ i zaprowadził nas do namiotu chłopaków. Rzucił szybkie ''macie gości'' Po czym nas puścił do środka. 
- Dziewczyny, co wy tu robicie ? - zapytał Zayn. 
- Nudziło nam się w domu. - uśmiechnęła się Lily. 
- A jak tu przyjechałyście ? - Dopytywał Lias. 
- Mam prawo jazdy. W sumie to wszystkie je mamy ale tylko ja byłam taka odważna żeby kierować tym waszym dziwnym van'em. - pokazałam język w stronę dziewczyn. Usiadłam na kolana Louisowi i próbowałam odwrócić jego uwagę od gry na Playstation. Dawałam mu buziaki w policzki i usta. Uśmiechał się ale nie wyłączył telewizora. W końcu zdenerwowana wyrwałam mu dżojstik z ręki i schowałam go za siebie. 
- Oddaj , proszę. Już nie będę grać. - zmieniłam pozycję siedzenia i usiadłam na niego okrakiem. 
- Nie oddam. Przyjechałam tu specjalnie dla ciebie a ty mnie olewasz. - powiedziałam z wyrzutem. - Jeżeli gra jest dla ciebie ważniejsza to proszę masz i graj sobie dalej. - oddałam mu ten gówniany dżojstik i wyszłam z namiotu. 
- Meggie, przepraszam. - powiedział wybiegając za mną. Chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. - Przepraszam. Jak już na dziś skończymy kręcić ten teledysk resztę dnia będę miał tylko dla ciebie. Dziewczyny wrócą do domu z chłopakami a ja cię gdzieś wezmę van'em. - położyłam swoje dłonie na jego klace piersiowej a on swoje oplótł wokół moich bioder. Pocałowałam go namiętnie jako moją odpowiedź. 
-Ehem.. Louis idź bo chłopaków . Teraz kręcimy scenę w basenie. - powiedział Paul przerywając nam pocałunek. Lou cmoknął mnie jeszcze w  polik i pobiegł po chłopaków. 
- Możemy iść popatrzeć jak będą nagrywać ? - zapytałam ich managera który nadal stał i patrzył na mnie. 
- Sądzę że to będzie ich rozpraszało . Po za tym muszę porozmawiać z tobą i twoimi przyjaciółkami. Idź do namiotu chłopaków i czekaj na mnie z dziewczynami. - powiedział i odszedł. Zrobiłam to o co poprosił i weszłam z powrotem do namiotu. 
- Pokłóciłaś się z Lou  ? - zapytała Sam gdy usiadłam na sofie. W sumie ten wielki namiot był urządzony jak taki salon. 
- Nie. Po prostu zdenerwował mnie tym że cały czas grał i mnie olewał. 
- Widziałam spojrzenie Liama jak usiadłaś na niego okrakiem. Bezcenne . - zaśmiała się Lily. 
- Idziemy zobaczyć jak kręcą ? - ponownie zapytała Sam . 
- Nie możemy. Paul chce z nami o czymś porozmawiać. - gdy akurat to powiedziałam on wszedł. W ręce miał kilka gazet. Rzucił je na stolik obok Sofy na której ja i Sam siedziałyśmy a Lily obok nas na fotelu. 
- Proszę poczytajcie sobie. - powiedział Paul. Wzięłam jedną z gazet. Na kolorowej okładce było zdjęcie Sam i Harrego.  Widać było że Sami zdejmuje z niego koszulkę a sama jest bez niej . Na kolejnej pocałunek Nialla i Lily na koncercie Justina Biebera . No i na ostatniej byłam i Louis całujący się w deszczu. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nawet nie chciało mi się czytać artykułów o tym.. - Dziewczyny, chcę być z wami szczery. Psujecie ich wizerunek i przez was mają większą liczbę anty-fanów. Na początku to zlekceważyłem , ale teraz to jest skandal. I nie myślcie że te zdjęcia są w tych gazetach czy w ogóle w UK. Są wszędzie . W internecie, na całym świecie ludzie widzieli zdjęcie Harrego Stylesa w czynnościach seksualnych. Sam, co twoi rodzice powiedzą na to gdy to zobaczą o ile jeszcze tego nie zobaczyli ? Proszę was,ukrywajcie się z swoimi uczuciami. Albo najlepiej rozstańcie się z chłopakami. Chyba nie chcecie żeby w szkole was wytykali palcami. Albo coś zróbcie do dla waszego i ich dobra. - powiedział Paul. Nie chciałam psuć ich kariery ani nic. 
- Nie zerwę z Harrym . - powiedziała Sam. - Ludzie sobie niech myślą co chcą . Dobrze, nie będę tak już robić. Ale nie każ mi z nim zrywać. Kocham go i chcę być z nim. Pismaki jebane niech se piszą co chcą. Ja mam to gdzieś. W szkole niech wytykają mnie palcami , bo spałam z Harrym Stylesem i każdy o tym wie. I tak wiem że połowa mi będzie zazdrościć. I w sumie nie wiem o co ta afera.. Stało się . Jeju.. nie odwrócę już tego . Sorry , nie mam takiej mocy. - Brunetka podarła gazetę i wyrzuciła ją do śmietnika. 
- Ale powiedz szczerze... i tak za dziesięć dni wyjeżdżasz. I co będziesz musiała z nim zerwać. Wierzysz z związki na odległość  ? Myślisz że wam się uda ? Harry może mieć każdą. Dlaczego masz być to akurat ty ? - powiedział mężczyzna. Popierałam go w jednym '' Związki na odległość nie udają się... '' 
- Paul, nie przekonasz mnie . I owszem chcę spróbować być z Harrym na odległość. Nie zabronisz mi tego. I przykro mi że twój jak widać związek na odległość się nie udał, ale teraz są różnego rodzaju komunikatory. Sądzę że damy radę. - kłóciła się z nim Sam . 
- Popieram ją. A ty Meg ? - krzyknęła Lily. W tym momencie chciało mi się płakać. Nie wiedząc co robić wybiegłam z namiotu zapłakana. Chciałam gdzieś sobie sama posiedzieć. Nie znając terenu na którym obecnie jestem wbiegłam na plan . Stanęłam obok kamerzysty i patrzyłam na Louisa który bawił się w basenie śpiewając jednocześnie . Ocierałam łzy których z każdą chwilą było więcej . Zayn mnie chyba zauważył bo szepnął coś Liamowi. Nie chciałam żeby reszta mnie zobaczyli , więc biegłam dalej. Zza namiotami była taka skała. Usiadłam na nią i patrzyłam na polanę przed sobą. Myślałam nad sobą. Stwierdziłam że przez te dwa miesiące bardzo się zmieniłam. Mniej palę i piję, i w ogóle nie robię już takich przypałów jak kiedyś. Siedziałam tam sama ponad jaką godzinę.
  

Nadal tam siedziałam i myślałam. Po chwili usłyszałam śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam Lux z mamą. Mała przybiegła do mnie i dała mi kwiatka. 
- Lux. Chodź tu . - Lou chwyciła ją na ręce . - oo.. cześć. To ty nigdzie nie pojechałaś ? - zapytała siadając '' po turecku '' na trawie. Dosiadłam się do niej . 
 - Nie , a gdzie miałam jechać ? Kto tak powiedział ? - zapytałam .
-Zayn powiedział to Louisowi jak mu poprawiałam fryzurę a on wypytywał wszystkich gdzie jesteś. - Teraz zrozumiałam że Zayn wiedział dlaczego płaczę. Nie chciał żeby Louis się zasmucał więc powiedział mu że gdzieś pojechałam.
- Aha. A oni już skończyli ? - zapytałam zmieniając temat. 
- Chcieliby. Ale Paul stwierdził że muszą to powtórzyć. - uśmiechnęła się. - Widziałam wasze zdjęcia w gazetach. - powróciła do tematu. - Paul przesadza. Też kiedyś ponoć był młody i popełniał błędy. Nie powinien was za to opieprzać. - zaśmiała się. 
- Skąd o tym wiesz ?  
- Uwierz mi że wiem więcej niż wam się wydaje. - powiedziała tajemniczo. - Ty i Louis macie jakiś kryzys  ? Widzę że płakałaś . 
- Nie nazwałabym tego kryzysem. Nie długo wyjeżdżam i nie wyobrażam sobie z nim rozstania. Gdybym mieszkała w Europie byłoby łatwiej. A tak to dzielą nas tysiące kilometrów. - wyżaliłam jej się. 
- Prawdziwej miłości nawet ocean nie rozdzieli . - powiedziała i wstała. - Wybacz ale muszę wracać.  - wzięła dziecko na ręce  i poszła na plan. Gdy nie widziałam już Lou i Lux krzyknęłam 
- Kurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.  - Usiadłam na skale i znów rozmyślałam. 

*
Kolejne godziny mijały a ja nadal siedzę bezczynnie. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu . Na wyświetlaczu pokazało mi się zdjęcie Zayna. 

  //Rozmowa Telefoniczna // 
Meggie : Hallo ? 
Zayn : Meg, kryłem cię ale minęły już ponad trzy godziny. Louis cały chodzi i się denerwuje zwłaszcza że nie odpisujesz na jego sms'y. 
Meggie : dobrze. Dziękuję że mu nic nie powiedziałeś. Jesteś kochany.  Już idę. 
Zayn : Nie ma za co. Zawszę Ci pomogę. Okej. Jesteśmy w namiocie. 


Pobiegłam do namiotu gdzie siedzieli wszyscy.  Zajęło mi to z chyba dziesięć minut. Gdy weszłam Louis mnie przytulił. 
- Martwiłem się o ciebie. - wyszeptał mi do ucha. 
- Nie było mnie tylko kilka godzin. - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy. 
- Skończyliście na dziś ? - zapytałam. 
- Tak. Teraz możemy jechać na obiecaną przejażdżkę. - chwycił mnie za dłoń. 
- Wracamy już  ? - wtrącił się Niall . 
- Wy tak a my bierzemy vana i jedziemy się gdzieś przejechać. - Loui pocałował mnie w policzek. Wyszliśmy i weszliśmy do vana. Ruszyliśmy. 
- I jak się podobało na planie ? - uśmiechnął się Louis. 
- Nawet.  - Odpowiedziałam patrząc się przez okno. - Gdzie jedziemy ? - zapytałam.
- Nie wiem . Ale chyba wiem - powiedział ale nie zrozumiałam ani jednego słowa. Postanowiłam się nie odzywać już więcej.. 
 * 
 Louis zaparkował na jakimś totalnym odludziu. 
- Gdzie jesteśmy ? - zapytałam. 
- Na obrzeżach Londynu. -wytłumaczył mi. - Chcę ci pokazać moje ulubione miejsce. - powiedział i chwycił mnie za rękę. Weszliśmy na jakąś górkę na której było jedno drzewo i ławeczka. Usiadłam a Louis tuż obok mnie. 
- Kocham cię wiesz ? - wtuliłam się w jego tors.
- Wiem. Ja ciebie też kocham. - pocałował mnie w czoło. 
- Louis.. nie chcę stąd wyjeżdżać. I jeszcze mieszkać z tym debilem.. 
- Jakim debilem ? - zapytał. 
- Moim przyszłym ojczymem. Nienawidzę go. Ale nie chcę mi się o tym rozmawiać. - uśmiechnęłam się. Zmieniłam temat na temat ich płyty. Rozmawialiśmy do wieczora. 
- Louis zimno mi . Wracajmy. - pocałowałam go w policzek.  Chłopak zdjął bluzę i mi ją dał. 
- Czekaj. - z kieszeni od spodni wyciągnął scyzoryk . Chwycił mnie za rękę i na drzewie wyrył ''Louis i Meggie <333 21.08.2012.  xx ''. Następnie mnie namiętnie pocałował. Weszliśmy do vana. 
- Meg. Ty nawet nie wiesz jak ja się cieszę że cię spotkałem . - ponownie mnie pocałował. 
- Też się cieszę - uśmiechnęłam się. Podczas drogi powrotnej zasnęłam. 

___________________________
No czee ;** Jak wam się podoba  ? ;* Nie wiem kiedy kolejny xx Do zobaaa ;**

piątek, 19 października 2012

ROZDZIAŁ 23.

                                                   * Tydzień później *   
                                                       
                                                   < Oczami Meggie >
s     Ten tydzień minął szybko. Chłopacy codziennie chodzili na plan teledysku i wracali wieczorami. Mimo wszystko próbowałam jak najwięcej czasu spędzać z  Louisem. Czasem zarywaliśmy nocki , żeby być ze sobą jak najdłużej. Ale już za dwa tygodnie muszę się z nimi rozstać.. z nim.. kocham go ale też nie wieżę w związki na odległość. Na razie cieszę się chwilą. Właśnie siedzę na łóżku i odpaliłam laptopa który leżał na szafce ponad kilka tygodni. Sprawdziłam Twittera. Nic ciekawego, może po za tym że przybyła liczba obserwujących mnie osób. Następnie weszłam na Facebooka. Wiele powiadomień, wiadomości i zaproszeń do znajomych. Ja zawsze zaczynam od powiadomień. Ten polubił to zdjęcie , ta skomentowała to i tak w kółko.. zaraz. '' ..... zachęca cię do polubienia "I love Meggie Payne, Samanta Rush and Lily Blue '' Nie no spoko.. i kolejne powiadomienie tego samego typu. Później były powiadomienia które mnie wkurwiły'' I Hate Samanta Rush, Lily Blue and Meggie Payne'' i ''I'm Bitch ? No. Meggie Payne is bitch '' . Przejrzałam albumy ze zdjęciami wszystkich stron o  mnie i moich przyjaciółkach. Połowa była strasznie kompromitująca, a inne były naprawdę słodkie. Ściągnęłam sobie zdjęcie na którym ja i Lou całujemy się przy fontannie w Doncaster i ustawiłam jako tapetę. Dodałam krótki wpis zarówno jak i na Fb i na TT, który brzmiał '' Ludzie kurwa, ogar ! Odpierdolcie się ode mnie. Te wasze strony mnie w ogóle nie ruszają, więc nie marnujcie czasu. ;) '' . Wyłączyłam urządzenie i odłożyłam je z powrotem na miejsce. Wstałam i udałam się do szafy. Wyciągnęłam z niej ; Czarny sweter z krzyżem, poszarpane szorty, moje ulubione czarne ''oficerki'', i komplet biżuterii o tym samym kolorze co sweter i buty (Click) . Poszłam do łazienki gdzie wykonałam poranne czynności. Po prysznicu ubrałam się i pomalowałam. Włosy spięłam w kucyka. Wyszłam z łazienki. Wzięłam telefon i zbiegłam na dół. Spojrzałam na zegarek. Trzynasta trzydzieści. Chłopaków już nie było a dziewczyny siedziały w salonie i jadły pizze. 
- Siemka - powiedziałam i poszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam wodę. Wróciłam się do salonu i dosiadłam do nich. 
- Hej. A ty co tak długo spałaś ? - zapytała Lily z pełną buzią . 
- Nie spałam tylko siedziałam. - poprawiłam ją. - nie chciało mi się schodzić na dół. A wy od której siedzicie ? 
- Ja od ósmej a Lily od dziesiątej. 
- To o której wychodzili chłopacy ? - zapytałam kradnąc im jeden kawałek pizzy z pudełka. 
- O dziewiątej. - odpowiedziała Sam. - A wiecie co dziś za dzień ? 
- Wtorek. Czternasty sierpień. - odpowiedziałam. 
- Dziś również jest dzień kiedy Harry zapytał mi się o chodzenie. 
- To najlepszego. - powiedziałam odkładając nie zjedzoną do końca pizze, bo było mi od niej niedobrze. - Macie jakieś plany ? 
- Nie. Hazza pewnie wróci wieczorem i będzie zmęczony. 
- Co to jest ? - zapytała Lily podnosząc kartkę z podłogi i zaczęła czytać ; 

     '' Kochane, dziś mija miesiąc odkąd jesteśmy razem. I mimo tej przerwy i próby naszego                                                    związku nadal Cię kocham najbardziej na świecie. Z tej okazji przygotowałem dla Ciebie niespodziankę. Bądź gotowa na 20
                                                                                 Twój Harry xx ''
                                                                      

- Oj nie ważne. Ale pamiętał. - zaczęła piszczeć. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Pobiegłam je otworzyć. 
- Bella Cześć. - powiedziałam. 
- Hej. Mogę wejść ? - zapytała. 
- Jasne. - uśmiechnęłam się i pokierowałam ją do salonu. Przywitała się z dziewczynami i usiadła obok Sam. 
- Nie ma chłopaków ? 
- Nie będą wieczorem, a co ? 
- Muszę z wami pogadać. - oświadczyła.
- O czym ? - zapytałam. 
- Bo przez ostatnie dni zbliżyłam się do Zayna. Codziennie się widujemy, piszemy sms'y i dzwonimy do siebie. Naprawdę go polubiłam. - zwierzyła się. 
- To chyba dobrze. - powiedziała Lily. 
- No tak ale ja nie wiem czy on mnie lubi jako koleżankę czy coś więcej. Bo ja czuję do niego coś więcej.. - zasmuciła się. Ja siedziałam cicho, bo nie wiedziałam czy mogę jej powiedzieć prawdę. 
- Zapytaj mu się. - uśmiechnęła się do niej Sam. 
- Gdyby to było takie proste.. 
- Mi się wydaje że on się w tobie zakochał. - powiedziała Lily. 
- Wątpię w to. Zachowuje się jak kolega. Nawet mnie nie pocałował, a miał tyle okazji. - Do cholery. A chuj najwyżej Zayn mnie zabije.
- On cię kocha. - wypaliłam po chwili. 
- Skąd o tym wiesz ? 
- Zwierzył mi się niedawno. A konkretnie trzy dni temu. Bał się twojego odrzucenia i nic nie mówił. - dokończyłam. 
- Naprawdę ? Kocha mnie ? - zaczęła się jarać. - Tylko kiedy mi o tym powie... 
- Może zacznij ty ten temat. On lubi gdy dziewczyna robi pierwszy krok. - tajemniczo się do niej uśmiechnęłam , bo przypomniał mi się nasz pocałunek. Najpierw ja zaczęłam a on dokończył. To minęło. Teraz mam Louisa którego naprawdę kocham. Gadałyśmy tak przez jakieś trzy godziny. O wszystkim. No dobra. o chłopakach. Tylko o nich. 

*
- Dziewczyny , ja was zostawiam bo idę się szykować. - powiedziała Sam.
- Czekaj pomożemy ci . - uśmiechnęłam się
- Właśnie. Mam praktyki w salonie fryzjerskim więc mogę cię uczesać.- uśmiechnęła się Isabella. Wszystkie poszłyśmy do pokoju Sami. 
- To ty idź się umyj a my uszykujemy ci ubrania.- Brunetka zrobiła to o co ją poprosiłyśmy. Z jej szafy wyciągnęłyśmy niebieską sukienkę z kołnierzykiem i czarnym paskiem, szpilki, zestaw perełkowej biżuterii i małą, czarną torebkę do której włożyłyśmy lusterko , chusteczki, telefon i perfumy (Click).  Podałyśmy jej to do łazienki. Miałyśmy nadzieję że zaraz wyjdzie ubrana w to. Ta jednak wyszła w bieliźnie i szlafroku. 
- Czemu się jeszcze nie ubrałaś ? - zapytała Lily. 
- Bo muszę jeszcze zrobić paznokcie i Makijaż, a nie chcę pobrudzić sukienki. - odpowiedziała. 
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła siedemnasta trzydzieści. 
- Jest mało czasu więc ja jej robię makijaż, Lily paznokcie, a Bella fryzurę. - wyznaczyłam. Poprosiłam Lily żeby pomalowała jej paznokcie na czerwono. Ja pomalowałam ją podkładem, pudrem, różem, oczy zrobiłam jasnym cieniem, leciutkie kreski eyelinerem i rzęsy tuszem. Natomiast usta pomalowałam czerwoną szminką (Click). Równo o osiemnastej czterdzieści pięć skończyłyśmy. Bella zrobiła jej ślicznego koka (Click) . Efekt jest genialny. Sam ślicznie wygląda. Zeszłyśmy na dół. 
- Nie wiem jak wy to zrobiłyście, ale jest genialnie. - wykrzyczała Samanta. - dziękuję . 
- Nie no spoko. - równo o dziewiętnastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je. W nich staną Harry w garniturze i z bukietem czerwonych róż. 
- Mmmmm.. Styles, jaki elegancki. - zaśmiałam się. 
Za nim wszedł Louis który mnie namiętnie pocałował a następnie przytulił w pasie. Patrzeliśmy na Harrego  i Sam.

                                                          < Oczami Samanty. > 
Ten wieczór zapowiada się idealnie. Nie mogę się doczekać kiedy wyjdziemy. 
- To dla ciebie. - Hazza wręczył mi bukiet czerwonych róż. 
- Dziękuję są śliczne. - przytuliłam się do niego odkładając kwiaty na półkę. Loczek chwycił mnie za rękę i prowadził ku drzwiom przy których stali Louis i Meggie.
- Spróbuj tylko mi ryczeć i zepsujesz moje dzieło, a pożałujesz. - zagroziła.
- I nie zepsuj mojego koczka. - dodała Bella. Nie wiem czy o to jej chodziło, ale miałam dziwne skojarzenie.. Dobra.. jestem zboczona.. 
- Dobra. Idziemy . - uśmiechnął się Harry chwycił mnie za rękę i wyszliśmy. Pod domem stała taksówka. Weszliśmy do niej i odjechaliśmy . 
- Harry gdzie jedziemy ? - zapytałam chłopaka. 
- Zobaczysz - zatkał mi usta pocałunkiem. Dalszą drogę odbyliśmy w ciszy. Jechaliśmy jakieś trzydzieści minut. Gdy auto zatrzymało się , Hazz pomógł mi wyjść z niego i zasłonił oczy czarną opaską. Nic nie widziałam . Wiedziałam jednak że po wejściu do pomieszczenia, jechaliśmy windą. Gdy usłyszałam dźwięk oznaczający że winda się zatrzymała, Hazza prowadził mnie dalej za rękę. Po chwili szliśmy po schodach. Gdy doszliśmy poczułam chłód. 
- Mogę już to ściągnąć ? -  zapytałam .
- Teraz już tak. - powiedział i pomógł mi odwiązać opaskę. Po ściągnięciu jej zobaczyłam że znajduję się na dachu budynku. Wokół mnie było pełno kwiatów, świec. Przy krawędzi dachu stał stolik dla dwóch osób przykryty białym obrusem. Wokół krawężników na dachu, był szklany płot sięgający do pasa, więc były małe prawdopodobieństwo że spadniemy . 
- Podoba ci się ? - zapytał. 
- No jasne. - uśmiechnęłam się. - Ja też mam dla ciebie prezent. - powiedziałam i z torebki wyciągnęłam pudełeczko. W środku niego był srebrny łańcuszek, to znaczy bardziej nieśmiertelnik. Na jednej zawieszce była jedna data poznania się i druga kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić. Natomiast na drugiej zawieszce było nasze wspólne zdjęcie. 
- Dziękuję. - powiedział i natychmiast ubrał  go na szyję. Następnie usiedliśmy przy stoliku. Po jakiś piętnastu minutach kelner przyniósł jedzenie. Podczas jedzenia wspominaliśmy wszystkie nasze wspólne dni. Po tym jak skończyliśmy jeść Hazza dostał sms'a. Siedziałam spokojnie i patrzyłam jak śmieje się do telefonu. 
- Ja pierdolę co za debil. - wymamrotał przez śmiech. 
- Kto jest debilem ? - zapytałam. Loczek podał mi telefon do ręki. ~ '' Sorka że przerywam wam miśki. Sprawa jest taka. Nie wracacie dziś do domu. Liam jest u Dan, Niall i Lily poszli do Justina na nockę, a Zayn zostaje u Belli. Stwierdziłem z Meggie że chcemy trochę prywatności. Miłej nocy. I Hazz, w kieszeni od marynarki włożyłem Ci gumki. Malinowe. ;)) xx'' Louis
- O kurwa. - ja również zaczęłam się śmiać. Gdy się uspokoiłam ( zajęło mi to jakieś dziesięć minut ) - To gdize będziemy spać ? - zapytałam 
- Jesteśmy na dachu jednego z najlepszych hoteli w Londynie. Zaraz zarezerwuję pokój .- uśmiechnął się.Wziął telefon i zadzwonił do recepcji.  
- Powiedzieli że jeżeli chcemy pokój musimy już do niego iść , bo chcą zamknąć wejście na dach- powiedział. 
- okej. Dziękuję za ten wieczór. Był krótki, ale cudowny. - pocałowałam go w policzek gdy wstałam z krzesła. 
- Ale on jeszcze się nie skończył  - cwaniacko się uśmiechnął i objął mnie w talii. Zeszliśmy z dachu i udaliśmy się do recepcji. Tam nam dali klucze do pokoju. Ponownie pojechaliśmy windą na górę. Nasz pokój miał numer '3452' i znajdował się na trzecim piętrze budynku. Gdy   na końcu długiego korytarza odnaleźliśmy nasz pokój Hazz otworzył go . Od razu rzuciłam się na łóżko i ściągnęłam buty. 
- Mmm.. jak mi wygodnie. - zamruczałam gdy na podwójnym łóżku leżałam sama.
- Jak ty sobie tak leżysz to może ja sam wypiję tego szampana i zjem te truskawki . - powiedział Harry i wyszedł na balkon. Od razu wstałam i pobiegłam za nim. 
- Nawet nie ma takiej opcji żebyś to zam zjadł i wypił. - powiedziałam i chwyciłam kieliszek. On zaśmiał się i nalał mi . Nawzajem karmiliśmy się truskawkami i opowiadaliśmy różne historie . Nawet nie wiem kiedy zrobiła się druga w nocy. Weszłam do pokoju i ponownie położyłam się na łóżku. Hazza wszedł od razu po mnie i oparł się o drzwi od balkonu. 
- Eeeee.. masz okres ? - zapytał po chwil. 
- Nie. A po co ci ta informacja ? - powiedziałam lekko zdziwiona. 
- Po pierwsze coś mi obiecałaś tydzień temu, a po drugie nie chcę żeby prezent od Louisa się zmarnował. - powiedział z chytrym uśmiechem. Podszedł do mnie i zaczął obdarowywać mnie pocałunkami na szyi , obojczyku  i zjeżdżał coraz niżej. I cóż ... Harry jest tak przekonujący że zrobiliśmy to. I przyznam że jest cudowny. 

_______________________________
Nie podoba mi się ten rozdział, ale nie wiedziałam co mam napisać więc daje wam jakieś krótkie gówno do czytania ;D Miłej lektury ;** 

piątek, 21 września 2012

Rozdział 22.

                                                               < Oczami Lily > 
     Dziś wstałam coś po dwunastej. Wczoraj z Niallem , Justinem i Sel, byliśmy na kręglach. Chyba wróciliśmy z nich dopiero po północy. Selena i Justin to bardzo fajni ludzie. Jak na takie sławy zachowują się normalnie. Dziś o czternastej mają do nas przyjść na film. Leniwie wstałam z łóżka i doczołgałam się do szafy. Wyciągnęłam z niej; czerwone rurki, czarną bluzkę  z nadrukiem, jeansową koszulę, białe martensy i biżuterię (Click). Poszłam z tym do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel. Po godzinie wyszłam z wanny. Osuszyłam ciało oraz włosy. Ubrałam się we wcześniej przygotowany zestaw. Włosy wyprostowałam. Zrobiłam tradycyjny makijaż. Zeszłam na dół. Przy stole w kuchni siedzieli już ; Niall, Sam, Harry i Zayn. Jedli obiad. 
- Smacznego. -powiedziałam. 
- Dziękujemy. - odpowiedzieli chórem. Z szafki wiszącej nad zlewem , wyciągnęłam talerz i z piekarnika lazanie. Nałożyłam sobie i usiadłam obok Sam. 
- Długo spałaś. -skomentował się Zayn. 
- Bo w nocy nie mogłam zasnąć. - odpowiedziałam. 
- Wiesz co Niall, powinieneś dać się wyspać dziewczynie. - powiedział Harry.
- Spierdalajcie. - zaśmiał się Nialler. Nagle Hazzie zaczął dzwonić telefon. Odszedł od stołu. 
- Jakie macie plany na dziś ? - zapytałam. 
- Idę z Bellą do fryzjera. - uśmiechnął się Zayn. 
- A ja wychodzę z Edem. - powiedziała Samanta. Z jakim do cholery Edem ? Może z tym rudym co tu kiedyś był.. Do stołu wrócił Harold. 
- Coś się stało ? - zapytałam. 
- To dzwonił nasz menadżer. Jutro mamy zacząć kręcić teledysk do nowej piosenki. A dziś razem z Lou  ( stylistką chłopaków ) przyjdą omówić szczegóły. 
- Ale przecież nie ma Louisa i Liama. 
- Liam ma dziś przyjechać, bo z nim gadałem W NOCY - Niall podkreślił słowa 'w nocy' i spojrzał na Harrego i Zayna. - i powiedział że dziś wraca i będzie około szesnastej w domu. A do Louisa może zadzwońcie. 
- Dzwoniłem do niego ale nie odbiera. 
- To ja zadzwonię do Meggie. - powiedziała Sam i odeszła od stołu. Gdy skończyłam posiłek pozbierałam brudne talerze ze stołu i włożyłam do zmywarki. 
- Załatwione. Za pół godziny będą wyjeżdżać. - uśmiechnęła się Sami. 
- Ty to umiesz wszystko nam załatwić.  - Harry puścił do niej oczko. Następnie do niej podszedł , szybko pocałował ją w policzek i spierdolił na górę. 
- To ja może już pójdę, bo się jeszcze spóźnię. - dodała zarumieniona. 
- Czekaj. Podwiozę cię, bo też już wychodzę. - powiedział Zayn. Gdy Sam i Zayn wyszli podeszłam do Nialla i czule go pocałowałam. 
- Nareszcie sami. - skomentował blondyn. 
- No nie zupełnie. - usłyszałam śmiechy za plecami. Odwróciłam się. Na korytarzu stał Justin i Selena. 
- Umiesz zepsuć nastrój. - powiedziałam. A następnie przywitałam się z nimi. Wszyscy poszliśmy do salonu i usiedliśmy; ja z Niallem na jednej dwuosobowej sofie, a Sel i Just na drugiej.
- Co dziś oglądamy  ? - zapytała brunetka. 
- Mam ochotę na jakiś horror. - powiedziałam. 
- Załatwione. - Niall z szafki z płytami wyciągnął film pod tytułem ''Koszmar z ulicy wiązów''.  Zasłonił zewnętrze rolety i przyniósł chpisy oraz cole z kuchni. Gdy w końcu usiadł wtuliłam się w niego. On objął mnie ramieniem i bawił się moimi włosami. Film się zaczął i zapadła cisza. Można jedynie usłyszeć chrupanie chipsów i odgłosy całowania się. Do salonu wszedł Harry. 
- Cześć wam. - powiedział z uśmiechem. 
- Hej. - odpowiedzieli Justin i Selena. 
- Co robisz ? - zapytał Niall. 
- Nudzę się. - odpowiedział. 
-To oglądaj z nami. - zaproponowałam. Harry skorzystał z propozycji i usiadł samotnie na fotelu.   Film nie był straszny, ale lubiłam udawać że się boję, bo wtedy Niall mocniej mnie przytulał albo dawał buziaki. Selena wykorzystywała ten sam patent co ja. Nie wiedziałam zbyt o co chodzi w tym filmie, bo cały czas lizałam się z Niallem,  więc może dlatego się nie bałam. 
- Widzę że nie interesuje was ten film. Mogę włączyć inny ? - zapytał Hazz. 
- Jasne. - uśmiechnęła się Sel. Harry włączył jakąś komedie. Chwilę oglądałam , a później wróciłam do całowania się. Słyszałam śmiech Hazzy, chrupanie chipsów i całowanie się Sel i Justina. Zrobiło mi się żal loczka. Był samotny. Ja cały wczorajszy dzień spędziłam na kręglach, Zayn był z Bellą, a Sam zapewne unikała Harrego, więc on spędził cały dzień samotnie. Jeszcze siedział i patrzył na nas. Poczułam wibrowanie telefonu w kieszeni blondyna. 
- Co jest ? - szepnęłam mu do ucha. 
- Nic. Liam za pół godziny będzie z domu, bo właśnie wyjeżdża z lotniska. - uśmiechnął się. 
- Aha okej. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. 
- Harry, o której tak właściwie ma być Paul ? - zapytał Nialler. 
- Mówił że coś po dwudziestej trzydzieści. - odpowiedział loczek.
- To luz. - Niall ponownie mnie przytulił i namiętnie pocałował. 

                                                   < Oczami Harrego>
   Dziwnie się czułem ''oglądając'' z nimi film. Oni ciągle się lizali i nawet nie patrzeli na ekran telewizora. Zapewne gdybym miał dziewczynę robił. Niestety już jej nie mam.. Wpierdoliłem im wszystkie chipsy. Nagle usłyszałem trzask drzwi. 
- Jestem. - usłyszałem głos Sam a po chwili zobaczyłem ją stojącą w salonie. Wyglądała ślicznie. Z resztą jak zawsze. 
- Cześć.- powiedziała. 
- Hej. Jestem Justin a to Selena. - chłopak przedstawił się brunetce. 
- Sam. - uśmiechnęła się szeroko. Poszła do kuchni. 
- Stary, to jest ta twoja była ? Ładna jest. - powiedział Just, za co Selena go walnęła w ramie , a po chwili znów się lizali. Postanowiłem z nią pogadać. Chociaż tak normalnie. Również udałem się do kuchni. Sami stała oparta o szafkę i piła sok. 
- Jak tam ? - zapytałem udając że czegoś szukam w szafce wiszącej nad nią. 
- Nijak. - odpowiedziała. Szklankę z resztką napoju chciała odłożyć do zlewu, jednak niechcący  wylała ją na mnie. Moja biała koszulka miała wielką, pomarańczową plamę na jej środku. 
- Jejku, Harry przepraszam. - zaczęła się jąkać. 
- Spokojnie. Pójdę ją szybko przebrać i będzie okej. - uśmiechnąłem się i poszedłem do swojego pokoju na piętrze żeby się przebrać. Gdy wszedłem brudną koszulkę rzuciłem w kąt i podszedłem do szafy wybrać inną. Tyle ich mam , a nie umiem się na żadną się zdecydować. 
- Harry, ja cię naprawdę przepraszam. Daj mi tą koszulkę to ją wypiorę. - do mojego pokoju weszła Sami. 
- Daj spokój to tylko koszulka. - podszedłem do niej bliżej. Jej policzki zalały się całe rumieńcami. 
- Uwielbiam kiedy się rumienisz. - wymruczałem jej do ucha. Z szafy wyciągnąłem jakąś granatową koszulkę i ubrałem ją na siebie. 
- Pogadamy ? - zapytałem. 
- Dobrze. - jej odpowiedź zaskoczyła mnie. Pozytywnie. Pociągnąłem ją na balkon. Usiadłem obok niej na zimnych kafelkach opierając się o ścianę. 
- Gdzie dziś byłaś ? - zapytałem. 
- Mówiłam przy obiedzie gdzie idę. 
- Ale mnie wtedy nie było. - uśmiechnąłem się. 
- rzeczywiście.. Byłam z Edem w kawiarni. - Z Edem ? Z tym Edem ? Mój przyjaciel próbuje mi odbić dziewczynę ? Bo kurwa nie wyrobię. Yhhhhhhhhhh !! 
- Czy między wami coś.. no wiesz. Czy między wami coś jest ? - zapytałem. 
- Między mną a Edem ? - pokiwałem twierdząco głową. - Nie, coś ty. 
- To dlaczego się z nim spotkałaś ? 
- Pamiętasz, dwa dni temu przyszedł Ed. Miał mi coś powiedzieć , jednak dostał telefon i musiał iść. Postanowiłam się z nim spotkać i porozmawiać, o tym , co miał mi wcześniej powiedzieć. - uśmiechnęła się do mnie. Chyba po raz pierwszy od tygodnia. 
- I co tobie powiedział ? - odwzajemniłem gest. 
- Że nie zdradziłeś mnie. Że całą noc spędziłeś z nim w barze i mówiłeś cały czas o mnie. Pokazywałeś moje zdjęcia. A później szukaliście boiska na randkę. 
- Uwierzyłaś mu ?  
- Początkowo nie. Później weszłam na Twittera i Facebooka w telefonie i zobaczyłam zdjęcia Caroline z tamtego dnia. Szła za rękę z jakimś łysolem. - zmierzwiła mi włosy. - później stwierdziłam że  nadal cię kocham i chcę być z tobą, bo już wiem że mnie nie zdradziłeś. A ja jak ostatnia suka nie chciałam ci uwierzyć, obrażałam cię.. Przepraszam. - zaczęła płakać. Przytuliłem ją do siebie. I głaskałem po głowie. 
- Należało mi się. A ty siebie nie nazywaj 'suką', bo nią nie jesteś . - spojrzałem jej w oczy i pocałowałem. Jak ja za nią tęskniłem... Gdy skończyliśmy Sam wstała i podeszła do barierki balkonu. 
- Co jest ? - objąłem ją od tyłu i całowałem po szyi. 
- Nadal się zastanawiam, czy ty serio wolisz starsze ? - powiedziała odwracając się i oplotła dłonie wokół mojego karku. 
- Teraz wolę młodsze. - zadziornie się uśmiechnąłem .  
- To sorry, ale jestem tylko młodsza o kilka miesięcy. - przyciągnęła mnie do siebie. 
- Trudno. - pocałowałem ją w końcu. Ona mnie dziś kusiła. Po prostu stęskniłem się za nią, i chciałem jej całej. Postanowiłem zaryzykować. Wsunąłem rękę pod jej koszulkę. Po chwili ją ściągnąłem i rzuciłem.. Cóż.. koszulka wylądowała obok basenu.. Sam się chyba to spodobało , popchnęła mnie na ścianę  i pozbyła się mojej koszulki. Chciałem rozpiąć jej stanik ale w ostatniej chwili przypomniało mi się że jesteśmy na balkonie. Szybkim ruchem wciągnąłem ją do pokoju. Chciałem dokończyć czynność którą zacząłem na balkonie jednak Sam odepchnęła mnie. 
- Nie mogę. - wyszeptała. Co kurwa ?! Teraz nagle nie może ? Ja pierdole... 
- Czemu ? - zapytałem i usiadłem na łóżku ocierając czoło. 
- Jakby ci to powiedzieć. - zaczęła - Kobiece sprawy - uśmiechnęła się.
- To znaczy ? - dopytywałem dalej. 
- Mam miesiączkę. -  Dlaczego akurat dziś musi mieć jebany okres ? Nie mogło to poczekać. ? 
- Dokończymy to kiedy indziej. - pocałowała mnie w policzek. 
- Trzymam cię za słowo. - przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem całować. 
- Harry. Mówiłam ci coś. 
- To że masz okres, nie zabrania nam się całować. - uśmiechnąłem się. 
- Ale czuję się niekomfortowo bez bluzki. - oświadczyła. Wstałem i z szafy wyciągnąłem moją białą bluzkę z dekoltem w serek . Dałem jej ją. Gdy ją ubrała ją nie mogłem opanować śmiechu. Koszulka była jej za duża. Przykrywała szorty i praktycznie pokazywała biust. Wyglądała jak dziecko nieszczęścia.
- Nie śmiej się. Bo pożałujesz. - zagroziła. 
- a co mi zrobisz ? - zapytałem dalej się śmiejąc. 
- Pójdę sobie. - powiedziała i wyszła. Zgasiło mnie. Wybiegłem za nią i pokierowałem się do jej pokoju. Sam stała przy szafie i przebrała koszulkę na czarny sweter z 3/4 rękawem. 
- A jeszcze wczoraj chciałam wyjeżdżać. - powiedziała przytulając się do mnie. 
- Teraz mi nie uciekniesz. 
- Nie mam takiego zamiaru. 

                                                      < Oczami Meggie. > 
   Z Louisem musieliśmy wrócić wcześniej niż to planowaliśmy. Przynajmniej spędziliśmy jedną cudowną noc. Co prawda jego mama przy śniadaniu stwierdziła że w nocy było trochę .. głośno. Gdy wjechaliśmy do garażu , od razu pocałowałam Louisa, nie wychodząc jeszcze z auta. 
- Za co to ? - uśmiechnął się. 
- Za nic. Z nudów. - odpowiedziałam i wyszłam z auta. Wzięłam walizkę  z bagażnika i pobiegłam do domu. Nie widziałam ich jeden dzień a już się stęskniłam . 
- Jesteśmy. - krzyknęłam. Weszłam do salonu i ujrzałam pustkę . Nikogo nie było. Poszłam więc do kuchni. 
- Liam. - krzyknęłam i rzuciłam się kuzynowi na szyję. - Stęskniłam się. 
- Haha. Ja też. - przytulił mnie. Uwolniłam się z jego uścisku. 
- No nie wierze. Zmieniłeś fryzurę. - powiedziałam dokładnie oglądając jego głowę. 
- Wiesz.. Pomyślałem że czas na zmiany. - uśmiechnął się. 
- I dobrze. W tej ci lepiej. - Następnie podeszłam do Nialla i Lily. Przytuliłam ich . 
- I jak tam Lowelasy ? - zapytałam. 
- A dobrze. A jak tam u was ? - zapytała Lily. Ciekawiło mnie skąd wiedzą że ja i Louis jesteśmy parą, ale nie dałam nic po sobie poznać. 
- A bardzo dobrze. 
- Ha ! Mówiłam ci że jak wrócą tą będą już razem . Wisisz mi dychę. - Lily wykrzyknęła w twarz Niallerowi. Blondyn wyciągnął portfel i dał blondynce dziesięć funtów. 
- Przepraszam, bo jestem nie w temacie. Z kim jesteś ? - zapytał się mój nadopiekuńczy kuzynek. 
- Witajcie wierni poddani. Wrócił wasz król. -wykrzyczał Louis wchodząc do kuchni. 
- Jakby ci to powiedzieć.. Może tak. - uśmiechnęłam się. - pokłoń się przed królową. - powiedziałam. Lou podszedł i pocałował mnie w policzek. 
- A nie było mnie tylko dwa tygodnie.. - wymruczał Liam. 
-  Nie marudź. - zmierzwiłam mu włosy. Z walizką powędrowałam na górę. Sam miała uchylone drzwi. Chciałam do niej wejść , ale przez szparę ujrzałam że całuje się z Harrym. Czyli już się pogodzili ? Nareszcie. Poszłam do swojego pokoju. Wypakowałam rzeczy i kosmetyki  w niecałą godzinę. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy; białe spodnie z różnymi wzorkami, bluzkę sięgającą do pępka, granatowe vansy i biżuterię (Click). Włosy spięłam w wysokiego 'kucyka'. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła dziewiętnasta. Postanowiłam pójść do Sam. Weszłam bez pukania. Brunetka siedziała razem z Lily na łóżku. 
- Meggie ! Cześć ! - wykrzyczała. Usiadłam obok nich. - Muszę ci coś powiedzieć. 
- Nie wysilaj się. widziałam już. - zaśmiałam się. - Fajnie że się pogodziliście. 
- Wiem. Ale dziś Harry.. - nie dokończyła. 
- Co znów zrobił ? - zapytała Lily. 
- W sumie to nic. Chciał się ruchać ale mam okres i powiedziałam ''sorry ale innym razem '' - powiedziała Sam. Jak ja kocham jej szczerość. Powala mnie. 
- Ja pierdole. hahahahahhaahha. - zaczęłam się śmiać. 
- No co ? Nie będę się ruchać jak kurwa okres mam. No sorry. Niech poczeka trochę - oburzyła się. 
- Aaaaa.. to twoja koszulka spadła. A ja zastanawiałam się kogo to. - zaśmiała się Lily. 
- Widzę że kurwa ostro było. - skomentowałam. 
- Ale do niczego nie doszło bo.. - mówiła jak najebana.
- Tak wiemy. Masz okres. - powiedziałam równo z Lily.  
- A jak tam było u rodziny Louisa ? - zmieniła temat. 
- Fajnie. Ma bardzo miłą mamę i siostry. Znajomych też. - uśmiechnęłam się. 
- A jak to się stało że jesteście parą ? - zapytała Lily. 
- Wieczorem Lou pokazywał mi miasto. Opowiedział mi o sobie. Poszliśmy na kolację. Później z jego znajomymi do baru, Jak tańczyliśmy zaczęliśmy gadać, a później wypalił czy chcę z nim być. A jak wracaliśmy stanęliśmy przy fontannie, do której wcześniej wrzuciliśmy monety, i powiedział mi że jego marzeniem było żebym z nim była. - opowiedziałam im. 
- Awwwwwwww.. I co było dalej ? - dopytywała Sam. 
- Wróciliśmy do domu zaczęliśmy się całować i ..- nie dokończyłam. 
- I co ? Zrobiliście to ? - zapytały. Ja tylko pokiwałam twierdząco głową. 
- Ale zabezpieczyliście się ? 
- Nie. To był impuls. Żadne z nas nie miało gumek przy sobie. Ale wypłukałam wszystko rano. - powiedziałam. 
- Chociaż coś. - skomentowała Lily. 
- Idziemy do chłopaków ? - zapytałam. 
- Okej. - Lily pobiegła już, zapewne do Nialla. 
- A ty idziesz ?  
- Zaraz przyjdę - zaśmiałam się i wyszłam z pokoju Sam. Poszłam do pokoju Louisa. Uchyliłam drzwi. Lou nie był sam w pokoju. Stanęłam pod drzwiami i słuchałam o czym gadają. 
- Louis jesteś moim przyjacielem, ale jak zranisz Meg, to pożałujesz. - powiedział Liam. 
- Wiem o tym. Ale nie zamierzam jej ranić. - odpowiedział Louis. Postanowiłam przerwać im te pogawędkę. 
- Liam nie groź mu , bo to karalne jest. - uśmiechnęłam się do kuzyna. 
- Młoda nie podsłuchuj. - puścił mi oczko i wyszedł. Przytuliłam się do Louisai zaczęłam się z nim całować . 
- Co robimy ? - zapytałam. 
- Zaraz muszę zejść do salonu, bo Paul ma przyjść. Chcesz to też choć. - uśmiechnął się. Razem zeszliśmy na dół. Już wszyscy siedzieli w salonie. No może oprócz Sam i Lily które gdzieś zniknęły. Był tam też Paul i jakaś kobieta z dzieckiem . 
- Dzień dobry. - powiedziałam i usiadłam Lou na kolanach. Zauważyłam że Zayn ma bląd pasemka na grzywce .  Słuchałam o czym gadali. To znaczy przez początek, bo później bawiłam się z tą małą dziewczynką, która ma na imię Lux , i siedziała z mamą obok nas. 
- Może ja ją wezmę na górę żeby nie przeszkadzać ? - zapytałam się jej mamie. 
- Mogłabyś naprawdę ? - pokiwałam głową . Wzięłam małą na ręce i poszłam z nią do swojego pokoju. Mała była tak słodka. Siedziałam z nią na łóżku i robiłam głupie miny żeby ją rozśmieszyć. Do mojego pokoju wszedł Louis. 
- A ty nie powinieneś być w salonie ? - zapytałam gdy usiadł obok mnie. 
- Mała przerwa. - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. 
- co jest mała ? Co mi powiesz ? - Lou zaczął bawić się z Lux i zadawał jej pytania na które mała odpowiadała uśmiechem . 
- Louis chodź już. - usłyszeliśmy głos dobiegający z dołu i wołający Louisa. Przez około godzinę bawiłam się jeszcze z dzieckiem. Później mała zasnęła a ja razem z nią. 

________________________________________
Rampararam ! Jest kolejny rozdział. ;D Byłam chora więc miałam trochę czasu na pisane i jest xd No ale teraz już do szkoły i nie wiem kiedy będzie NEXT <3 a jak ten ? ;*

wtorek, 18 września 2012

Rozdział 21.

                                                                     < Oczami Meggie >
        Dziś musiałam wstać o ósmej, bo z Louisem mamy zamiar wyjechać coś koło dziesiątej. Niechętnie udałam się do szafy i wyciągnęłam z niej komplet ubrań na dzisiejsze spotkanie. Wybrałam koszule bez rękawów o kolorze kremowym z lekkim akcentem łososiowego oraz czarnego, miętowe szorty z wysokim stanem, brązowe sandały na obcasie i złotą biżuterię. Z tym zestawem udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, ogoliłam nogi, mokre ciało wytarłam ręcznikiem, posmarowałam się balsamem i ubrałam się (Cick). Jeszcze tylko makijaż. Pomalowałam się cieniem do powiek dobranym do mojego koloru skóry, namalowałam sobie eyelinerem kreski na powiece, podkreśliłam oczy czarną kredką, pomalowałam rzęsy jeszcze tuszem, na koniec użyłam pudru żeby przykryć niedoskonałości i się nie świecić. Włosy porządnie rozczesałam i wyprostowałam. Wsuwkami upięłam je z tyłu głowy, żeby opadały tylko i wyłącznie na lewe ramie. Moje włosy były długie, ale bez przesady. Jeszcze żeby fryzura się utrzymała popsikałam je lakierem (Cick). Gdy byłam już gotowa wzięłam torebkę z mojego pokoju i pobiegłam na dół. Louis siedział już i pałaszował śniadanie. 
- Cześć. - uśmiechnęłam się. 
- Wow.. - powiedział gdy spojrzał na mnie. - Witam ślicznotkę. - zrobił to samo co ja . Zarumieniłam się. Gdy wstał by włożyć talerz do zmywarki zobaczyłam jak on jest ubrany. Jeansy , Biała koszulka z 1/4 rękawem o kolorze granatowym i o tym samym kolorze niskie all star'y (Click ) . 
- Co chcesz na śniadanie ? - zapytał po chwili. 
- Hmm.. Kanapkę z szynką i serem .- powiedziałam z uśmiechem . Po chwili usłyszałam jak ktoś trzaska drzwiami. 
- Ja pierdolę kurwa mać. - do kuchni weszła zdenerwowana, ba nawet bardzo wściekła Sam. W ręce trzymała walizkę. 
- Coś się stało ? - zapytał Louis, bo ja się do niej nie odzywam. 
- Tak kurwa. Dziś miałam wracać do Los Angeles, ale mi budzik nie zadzwonił i zaspałam, a gdy chciałam przełożyć lot, ta suka z lotniska powiedziała że przez najbliższy tydzień nie ma już wolnych miejsc w samolocie. - powiedziała oburzona. Już chciałam coś powiedzieć ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. 
- Może to przeznaczenie. - uśmiechnął się do niej Louis podają mi kanapki. 
- Nie wieżę w to gówno. - powiedziała i wzięła mi jedną z moich kanapek. 
- Ejj. - powiedziałam.
- Kochanie przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie. Wiem że chciałaś dobrze. A na zgodę wzięłam sobie kanapkę. - uśmiechnęła się. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. - Smeggie forever? 
- A no tak . -uśmiechnęłam się. 
- Awwwwww.. - zaśmiał się  Lou- gdzie masz walizkę bo zaraz jedziemy ? 
- u mnie w pokoju. - powiedziałam. Boo Bear poszedł. 
- Coś mnie ominęło ? Gdzie jedziecie ? - zapytała przyjaciółka. 
- Haha. No dużo cię ominęło. Ja jadę z Louisem do jego rodzinnego miasta na kilka dni. - uśmiechnęłam się. 
- Aaaa. Coś jeszcze mnie ominęło ? - zaśmiała się. W tym momencie weszli Lily i Niall trzymając się za ręce. Sam spojrzała na nich z dziwną miną. 
- Hmmm.. Po za tym to chyba nic.- powiedziałam kończąc kanapki. 
- Cześć wam - uśmiechnął się Nialler. 
- No witam cię blondasku. - powiedziałam mierzwiąc mu włosy i wychodząc z kuchni. Po schodach właśnie schodził Hazza. 
- Meg. Udało się ? - zapytał podchodząc do mnie. 
- Co się miało udać ? - zrobiłam dziwną minę
- No bo.. Gdy Sami poszła wziąć prysznic to ja wtedy wszedłem do jej pokoju i wyłączyłem jej budzik. - powiedział uradowany. 
- Ja pierdole Harry.. - zrobiłam minę typu 'faceplam' - Wiesz co będzie jak ona się o tym dowie ? 
- już się dowiedziała. - Powiedziała Sam, wychodząc z kuchni. - jak mogłeś ? Nie umiesz tego zrozumieć że nie chcę cierpieć ? 
- Może byś nie cierpiała gdybyś dała mi się wytłumaczyć. - powiedział również zły, Harry.
- Wiesz co ? - zaczęła ale jednak nie dokończyła tego. - już nie ważne. Muszę sobie wszystko znów przemyśleć - powiedziała. - Pa Pa Meggie - uśmiechnęła się do mnie i przytuliła mnie. Pobiegła do góry taranując Louisa z walizką. 
- To co jedziemy  ?  - zapytał. Podeszłam do Harrego. 
- Harry ? Ja mogę z wami zostać jeżeli chcecie. - zapytałam go . Wiem że on zarówno jak i ona, cierpiał. 
- Nie Meggie, jedź baw się dobrze. Dziękuję za pomoc. A z resztą to tylko trzy dni - powiedział i mnie mocno przytulił. Okropnie się czułam zostawiając moich przyjaciół w tak trudnym okresie. Lily pewnie będzie zajęta Niallem. 
- Jak coś to dzwoń. - uśmiechnęłam się do niego . 
- Papaśśśśki zakochańce- krzyknęłam do Nialla i Lily siedzących na sofie i przytulających się.  
- No papa - powiedzieli równo . Ja tylko zaśmiałam się pod nosem i wyszłam z domu. Louis już stał opart o drzwi auta, od strony pasażera, łobuzersko się uśmiechając. Podeszłam do niego. On otworzył mi drzwi. Gdy wsiadłam zamknął je za mną, a po chwili sam zajął miejsce obok mnie. 
- To jedziemy - powiedział z uśmiechem.
- Dajesz. ! Na wstecznym - krzyknęłam. 
- Hahah. A przed nami jeszcze cztery godziny jazdy * - powiedział wyjeżdżając z podjazdu. 
- no to sobie pogadamy - zaśmiałam się zapinając pas. Do radia włożyłam płytę z piosenkami, i przekręciłam na cały regulator. Pierwszą piosenką było 'Imma Be' Stary hit, ale za to zajebisty. Zaczęłam sobie podśpiewywać to pod nosem. Niestety znałam tylko początek. Gdy piosenka się skończyła ściszyłam nieco radio. 
- Opowiedz mi o swojej rodzinie. - poprosiłam Louisa. 
- No dobrze. - uśmiechnął się lekko. - Więc moi rodzice się rozwiedli gdy miałem dwa lata. Mam cztery siostry. Najstarsza z nich to Lotty, ma dwanaście lat, Fizzy dziesięć, i bliźniaczki , Daisy i Phoebe , mają dziesięć lat. - powiedział. 
- dużo was tam. - zaśmiałam się. 
- No trochę. - powiedział z uśmiechem. - mimo to kocham je. - dodał. Ja się do niego uśmiechnęłam i po chwili ziewnęłam . - hehe. Widzę że jesteś śpiąca. 
-  No może trochę. - powiedziałam. 
- To zdrzemnij się teraz, bo jak zajedziemy nie będziesz miała chwili wytchnienia. Miłych snów. - powiedział i pogłaskał mnie po policzku.Położyłam głowę na szybie i zamknęłam oczy. Po chwili odpłynęłam . 

                                             ******* cztery Godziny Później ******* 
Poczułam lekkie wstrząsy. I usłyszałam miły głos. 
- Meggie, wstawaj. - lekko otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechającego się Louisa. Odpięłam pas bezpieczeństwa i wyszłam z auta. Stanęłam na podjeździe obok jednorodzinnego domu. Z zewnątrz i wydaje mi się że w środku też. Stałam i się patrzyłam . Nagle ogarnął mnie strach. Czy uda nam się ich nabrać. I czy w ogóle jego rodzina mnie zaakceptuje. Głośno przełknęłam ślinę po czym spojrzałam na Louisa, który podszedł do mnie. 
- co jest ? Nie chcesz wejść  ?  - zapytał . 
- Nie, nie, jest okej. - powiedziałam, kłamiąc go. 
- To idziemy ? - podał mi rękę. W końcu mieliśmy udawać parę. Gdy nasze dłonie się splotły udaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Lou zadzwonił dzwonkiem. 
- Nie stresuj się. - szepnął mi do ucha przygryzając je. Drzwi otworzyła nam kobieta w średnim wieku o brązowych włosach i uśmiechem na twarzy. Od razu rzuciła się Louisowi na szyję. Gdy oderwała się od niego podeszła do mnie. 
- Dzień dobry, jestem Meggie. - powiedziałam . 
- Miło mi. Jai. - powiedziała. uśmiechnęła się i przytuliła mnie. - wchodźcie do środka. Gdy weszliśmy poczułam zapach domowego obiadu. - dziewczynki, chodźcie już są. - krzyknęła. Z salonu wyszły cztery dziewczyny. Wszystkie przytuliły natychmiast Louisa. Jedna z nich zaczęła płakać. Nie dziwie się jej. Jeśli to ja bym miała brata z którym mam świetny kontakt, ale niestety rzadko widywałabym go, też bym się poryczała.  Gdy skończyli się już przytulać, wszystkie podeszły do mnie i zaczęły się na mnie patrzeć. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jedna z bliźniaczek podeszła do mnie i mnie przytuliła. Teraz to już w ogóle nie miałam pojęcia co zrobić. Louis się słodko uśmiechnął i wziął drugą z bliźniaczek na 'barana'. 
- Meggie, ta co cię przytula to Daisy, tą co mam na plecach ro Phoebe, a te dwie co stoją i nie wiedzą co mają zrobić to właśnie Lotty i Fizzy. - powiedział uśmiechnięty Louis i zaczął wkurzać siostry.
- Louis. ! weź ich nie denerwuj. - powiedziałam do niego. - Cześć miło mi . - wzięłam Daisy na ręce i podeszłam do najstarszych sióstr. 
- Emmm.. cześć. - niepewnie Fizzy podała mi rękę. Odłożyłam na podłogę Daisy która chciała iść do siostry bliźniaczki, i uścisnęłam dłoń. Najstarsza z sióstr zrobiła to samo i podała mi rękę. 
- Spokojnie. Meg nie gryzie. - powiedział Lou podchodząc do mnie i przytulając się od tyłu. 
- Hah. Ich nie. Ale ciebie zaraz mogę. - uśmiechnęłam się w stronę jego głowy która spoczywała na moim ramieniu a jego ręce na mojej talii. Dziewczyny zaczęły się śmiać. Z kuchni wyszła mama Louisa.
- Louis, idź po walizki a ciebie Meggie zapraszam do salonu. - powiedziała nadal z uśmiechem. Zrobiłam to o co mnie poprosiła. Usiadłam na sofie obok kobiety. Bliźniaczki oglądały bajki, a Fizzy i Lotty poszły zapewne na górę. 
- To jak ci się u nas podoba ?Nie przejmuj się zachowaniem dziewczyn, one już tak mają.- powiedziała.
- Nie przejęłam się, tylko byłam skołowana. - odpowiedziałam. 
- To dobrze. A powiesz mi jak ci się tutaj podoba ? 
- Wie pani. Tutaj jest naprawdę ładnie. A jutro chyba poproszę Louisa żeby pokazał miasto. 
- Widzę że bardzo dobrze się dogadujecie. Świetna z was para.I nie mów do mnie pani tylko Jai - uśmiechnęła się. Tak.. Tak świetna ,że aż nie prawdziwa. -pomyślałam. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć więc również się uśmiechnęłam. Do salonu wszedł Lou z walizkami. 
- Louis, weź te bagaże na górę. - powiedziała pani Jai. Lou posłusznie wziął po raz kolejny wziął bagaże i poszedł z nimi na górę. Za nim jego mama, i ja . Na korytarzu skręciliśmy w lewo, i na końcu korytarzu były drzwi zrobione z ciemnego drewna. Loui otworzył drzwi. Pokój nie był zbyt duży. Prosto urządzony. Ściany były w odcieniu beżu, drewniana podłoga, z jaśniejszego drewna zaś było duże łóżko i meble. Na komodzie płaski telewizor. Na jeden ze ścian było duże okno a pod nim dwuosobowa sofa a obok ciemnobrązowy fotel. 
- I jak wam się podoba  ? Postanowiłam żebyście mieli razem pokój, bo i tak pewnie u siebie śpicie razem.-uśmiechnęła się kobieta. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. -To co dzieciaki, zostawiam was samych ,rozpakujcie się czy coś i za chwilkę jemy obiad. - Jai wyszła. Spojrzałam na to łóżko i byłam z lekka zawstydzona. 
- Hmmmm.. No głupia sytuacja. Może ja po prostu będę spał na podłodze.- powiedział po chwili Lou. 
- Nie musisz. - uśmiechnęłam się, bo stwierdziłam że to nic złego spać z przyjacielem w jednym łóżku . - Ale ja śpię po prawej. 
- Jakie wymagania. - zaśmiał się. - I dziękuję ci za to co dla mnie robisz. 
-Weź przestać. Nie masz za co.
-A właśnie że mam. D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę - zaczął literować i mnie przytulił. Louis patrzył się w moje oczy, a ja w jego. 
- Serio nie masz za co.- powtórzyłam szepnęłam. Lou zaczął zbliżać się do moich ust, ktoś zakaszlał. Natychmiast odsunęliśmy się od siebie. 
-Przepraszam że przeszkadzam ale mama woła was na obiad.  - powiedziała Lotty. 
- jasne, już idziemy. - odpowiedział Lou. Gdy tylko dziewczyna wyszła , oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nie wiem czemu, ale nie przejęłam się tym, że właśnie miałam się całować z Tommo. W sumie to nawet tego chciałam. 
-Chodź na ten obiad. - zaśmiał się i pociągnął mnie za dłoń. Przy schodach przycisnął mnie do ściany. Słodko się uśmiechnął i cmoknął mnie w usta. 
- Za co to ? - zarumieniłam się. 
- Tak sobie. I za to że po prostu jesteś . - powiedział i zbiegł na dół. Z wielkim uśmiechem zrobiłam to samo co on. Wchodząc do kuchni poczułam aromat domowego obiadu. Z apetytem dosiadłam się do stołu gdzie siedzieli już wszyscy. 
- Meg, kochanie dziś jemy spaghetti . Mam nadzieję że lubisz. - uśmiechnęła się Jai. 
- Lubię. - powiedziałam. 
- No to smacznego. - zaczęliśmy jeść. Na początku w ciszy, ale po chwili mama Louisa zaczęła rozmowę. Znów na mój temat... 
-Meggie, słyszałam że nie mieszkasz w Anglii. Skąd dziecko pochodzisz ? 
- Mieszkam w Los Angeles. - powiedziałam. 
- To daleko. - wtrąciła się Lotty. - Kiedy zamierzacie zerwać ? 
- Zerwać ? Dlaczego ? - Zapytał oburzony Lou. 
- No sorry ale macie zamiar utrzymać swój związek przez internet czy inne środki komunikacji ? To jest chore. - krzyknęła i odeszła do stołu. 
- Charlotte ! - jej mama również podniosła głos. Później milszym tonem odniosła się do mnie - przepraszam za jej zachowanie. 
- Nic nie szkodzi. - wydusiłam uśmiech, bo niezbyt ogarniałam co się wokół mnie dzieje. 
- Pójdę z nią pogadać. - Louis szepnął mi do ucha i pocałował w czoło. Ja uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do jedzenia.  Resztę posiłku, tak jak i początek spędziliśmy raczej w ciszy. Gdy skończyliśmy jeść, chciałam pomóc Jai sprzątać, jednak ona nie pozwoliła mi na to twierdząc że jestem gościem. Poszłam do góry i napisałam do Sam i Lily sms'a że już jesteśmy na miejscu i że nie mogę się tu odnaleźć. Odłożyłam mój nowy telefon na półkę i położyłam się na łóżko. Myśląc o... Louisie. Przez dwa dni patrzę na niego jakoś tak inaczej. Widzę w nim nie tylko błazna ale również wartościowego człowieka, którym warto się zainteresować. Nagle ktoś zapukał do pokoju. 
- Proszę. - powiedziałam i usiadłam po ''turecku''. 
- Możemy pogadać ? - zapytała mnie Lotty wchodząc i zamykając za sobą drzwi. 
- Jasne. Siadaj. - dziewczyna zrobiła to o co ją poprosiłam i nie pewnie usiadła na skraju łóżka patrząc się w podłogę. - to o czym chcesz porozmawiać ? 
- Chciałam cię przeprosić za moje zachowanie. Porozmawiałam z Louisem i on powiedział mi kilka ważnych rzeczy. 
- Na przykład jakich. ? - zapytałam przysuwając się do niej. 
- Dał mi do zrozumienia że on naprawdę cię kocha. Jeszcze chyba nigdy nie był aż tak zakochany . - uśmiechnęła się lekko i mówiła dalej. - a ja bałam się że swoim wyjazdem zranisz go. I jeszcze na dodatek pokłóciłam się ze swoim chłopakiem i chyba całą winę próbowałam zgonić na ciebie. Przepraszam. - przytuliła się do mnie. Ja pogłaskałam ją po głowie. 
- Spokojnie nie gniewam się. - powiedziałam. - A w sumie to dlaczego pokłóciłaś się ze swoim chłopakiem ? 
- Sama nie wiem . Jakoś tak wyszło. - odpowiedziała. 
- Może i samo wyszło, ale samo się nie naprawi. Bądź mądrzejsza od niego i idź z nim pogadaj. - Ale..- Do pokoju wszedł Lou. 
- żadnego ''ale''. Albo ty z nim pogadasz, albo ja. - powiedział stanowczo. 
- Okej.. już idę. Dziękuję Meg. I Louis, trener kazał ci przekazać że jak będziesz w Doncaster masz do niego wpaść . - powiedziała i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi.  Boo Bear spojrzał się w kierunku drzwi, a następnie w moją stronę. 
- Chyba coś zaczęliśmy i nie dokończyliśmy. - powiedział z cwaniackim uśmiechem. 
- Naprawdę ? Nie przypominam sobie. - odpowiedziałam i spojrzałam na godzinę. - jest osiemnasta. Robimy coś dziś, bo z lekka nudno. - uśmiechnęłam się. 
- Możemy. Ale spójrz przez okno. - powiedział. Zrobiłam to o co poprosił. Całe niebo było zasłonięte przez szare chmury.
- Zaryzykuję. - zbliżyłam się do niego i pocałowałam w policzek. 
- okej. Ale idź się przebierz w coś cieplejszego. - poszłam do walizki i wyciągnęłam z niej; czarne legginsy, beżowy sweterek, szary płaszczyk w kropki, czarne sznurowane buty na obcasie, kilka bransoletek i wiszące kolczyki (Click). Płaszcz zostawiłam na łóżku. Z ubraniami poszłam do łazienki. Przebrałam się w ten zestaw. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i podpięłam grzywkę, podnosząc ją. Gdy wyszłam z łazienki czekał Louis i w ręce trzymał mój płaszczyk. Wzięłam mu go i ubrałam. 
- Idziemy ? - zapytałam . 
- Hm.. Możemy tu zostać i pogadać z moją mamą. - zaśmiał się. 
- W sumie to możemy. -powiedziałam i zamierzałam ściągnąć nakrycie. 
- Okej, ale rozmowa będzie o tobie. 
- idziemy. - krzyknęłam. Loui wiedział że nienawidzę rozmawiać o sobie. wykorzystywał to przeciwko mnie. Szatyn głośno się zaśmiał i pociągnął mnie w stronę drzwi. Gdy zbiegliśmy ze schodów Louis krzyknął że wychodziły. Po wyjściu z domu skręciliśmy w lewo. 1/5 one direction pokazał mi miejsca w których jako dziecko przesiadywał. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie i o tym mieście.... 

                                                **** półtorej godzinę później****

 Chodzimy po tym mieście już godzinę i coś. Nie jestem pewna ile bo zostawiłam telefon w domu. Teraz zatrzymaliśmy się przy jakiejś fontannie. Na ulicach jest pusto. Może dlatego że ludzie chowają się przed deszczem. 
- Dlaczego tu stoimy ? - zapytałam. Louis w ramach odpowiedzi dał mi monetę. 
- Pomyśl życzenie i wrzuć ją do fontanny. - powiedział z uśmiechem . 
- Bezsensu. - prychnęłam. - to i tak się nie spełni. 
- Mi się kiedyś spełniło. 
- Ta ? Niby jakie ? - zapytałam. 
- żebym dostał się do x-factor i być sławnym. - powiedział. Postanowiłam zaryzykować. Pomyślałam życzenie i rzuciłam monetę do wody. 
- A ty już nie masz życzeń ? - zapytałam. 
- Mam. - uśmiechnął się. Zamknął oczy i rzucił pieniążek. 
- Spełni się to marzenie ? 
- Mam wielką nadzieję że tak . - powiedział . - zgłodniałem. Wezmę cię do jednej z moich ulubionych restauracji w tym mieście. - Szliśmy jakieś dziesięć minut. Gdy doszliśmy Loui otworzył mi drzwi. Płaszczyk powiesiłam na wieszaku. Zajęliśmy miejsca przy oknie.  Kelnerka przyszła i dała nam menu. Postanowiłam zamówić sałatkę cezara. Louis wybrał to samo co ja plus frytki. Do picia wybraliśmy Cole. Za posiłkiem czekaliśmy około piętnastu minut. Tym razem kelner przyniósł danie. Sałatka była pyszna. Przy posiłku rozmawialiśmy tak ogólnie. O szkole, jego karierze, no i co mam zamiar robić po zakończeniu liceum. Bo już we wrześniu będę w klasie maturalnej. Mama zawsze chciała żebym poszła na studia prawnicze, no ale błagam . Ja i prawo ? Ja je łamie a nie pilnuję. Postanowiłam że pójdę albo na medycynę albo na architekturę. Po skończonym posiłku Louis zapłacił rachunek, chociaż upierałam się że ja zapłacę za siebie. Założyłam na siebie płaszcz. I wyszliśmy . Na dworze już było ciemno.
- Co robimy ? - zapytałam. 
- Louis , cześć. - usłyszałam krzyki. Oboje z Lou odwróciliśmy się. Za nami stało trzech chłopaków i dwie dziewczyny. 
- Cześć. - powiedział Marchewkojad i przytulił każdego z osobna, następnie stanął obok mnie i chwycił za rękę. 
- Ta piękność obok ciebie to zapewne ta słynna dziewczyna. - powiedział jeden z nich. - Witam panią. - ukłonił się. Widziałam że był pod wpływem alkoholu. 
- Meg. To są moi przyjaciele. Poznajcie się; Olivia- niska brunetka, - Jessie - wysoka , ruda, - Robert- ten co się kłaniał, - Mick - wysoki blondyn, - Jacob - Wysoki brunet. A to jest Meggie. - przedstawił nas sobie, Louis. 
- Hej. - powiedziałam. 
- No to co, idziemy właśnie do baru, wybierzecie się z nami ? - zapytał Robert . Louis spojrzał na mnie z uśmiechem, co odwzajemniłam. 
- jasne . - odpowiedział. Całą ekipą udaliśmy się do najbliższego baru. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy piwa. Loui ma bardzo fajnych znajomych. Świetnie się z nimi dogadywałam. Siedziałam pomiędzy Louisem a Jessie. Więcej właśnie gadałam z dziewczynami bo chłopacy byli zajęci sobą. Piłyśmy piwo, drinki. Później w trójkę poszłyśmy potańczyć. Szalałyśmy na parkiecie. Wokół mnie zaczął się kręcić jakiś koleś. Poprosił mnie do tańca, a przez grzeczność nie odmówiłam.  Bawiłam się z nim przez długi czas. Tańczyliśmy, on mi coś mówił na ucho, ale przez muzykę nie słyszałam więc odpowiadałam uśmiechem.Koleś był miły. 
- Odbijamy. - ktoś mi krzyknął i pociągnął na drugi koniec parkietu. Zobaczyłam że to nie był nikt inny, jak  Boo Bear. Akurat puścili wolną piosenkę. Louis oplótł ręce wokół mojej talii a ja swoje wokół jego karku. Było miło ale Loui zaczął gadać. 
- Co to był za koleś ? - zapytał. 
- Nie wiem, a co zazdrosny ? - zaśmiałam się. 
- Może. - uśmiechnął się. - przecież jesteś moją dziewczyną. 
- udawaną. - poprawiłam go. 
- A nie chciałabyś być tak na serio ? - zapytał i się zbliżył. 
- Może..- odpowiedziałam. - w sumie to dlaczego nie. ?! - pocałowałam go. Tańczyliśmy i całowaliśmy się równocześnie. Po skończonym tańcu wróciliśmy do stolika.  Wypiliśmy po jeszcze jednym piwie. Robert cały czas doprowadzał mnie do śmiechu. Był tak najebany że ledwo mówił, i tańczył na stole macarenę. Lou spojrzał na wyświetlacz telefonu. Ja razem z nim, bo siedziałam mu na kolanach. Cztery nieodebrane połączenia od mamy. 
- Chyba musimy wracać. - powiedział. Ja tylko przytaknąłem. Wstaliśmy. Wzięłam płaszcz i założyłam go na siebie. Pożegnałam się ze wszystkimi. Najgorzej było z Robem. 
- Robert musimy już iść. Jest już po drugiej w nocy. - powiedział Louis. 
- Nie, nie, nie. To nie tak. Nie. Wy nie musicie jeszcze wracać. Nie. - zaczął coś pierdzielić pod nosem. Nie zważając na niego poszliśmy w stronę domu. Wracając ponownie zatrzymaliśmy się przy fontannie. 
- Mówiłem że ona spełnia życzenia. - powiedział przytulając mnie. 
- Teraz to już wiem . Bo moim marzeniem było żebyś mnie pokochał. - zbliżyłam się do niego. 
- Miałem dokładnie takie samo życzenie. - Namiętne mnie pocałował. Jednak po chwili poczułam coś mokrego. Zaczęło lać. Olaliśmy to i całowaliśmy się w deszczu. Jak w filmie.. Gdy oderwaliśmy się od siebie Louis chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę domu. Gdy byliśmy już pod nim. Lou pocałował mnie przypierając do ściany i jednocześnie otwierał dom. To się nazywa funkcjonalność. Gdy przekroczyliśmy próg domu. Boo Bear wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Położył na łóżko i ściągnął mi buty. 
- Idź spać bo jesteś zmęczona. - uśmiechnął się. 
- Nie chcę spać. - oburzyłam się. 
- to co chcesz ?  - zapytał. 
- Buzi. - odpowiedziałam przygryzając dolną wargę. Louis tylko się uśmiechnął . Położył się na mnie i zaczął całować. Miałam ochotę na coś więcej więc ściągnęłam mu koszulkę. On mi nie pozostał dłużny. Po chwili zostaliśmy bez ubrań. Lou całował mnie wszędzie. Bawił się moimi piersiami. Ja cicho jęczałam.  Po chwili przestał. Głupio się na niego spojrzałam. 
- Na pewno chcesz tego ? - zapytał. 
- Tak. - szepnęłam. Zrobiliśmy TO.

_________________________________________
Cześć ;* jak rok szkolny ? ;D Szkoła się zaczęła więc będę dodawać rzadziej ;/ może w to nie uwierzycie, ale postanowiłam przyłożyć się do nauki xdd jak rozdział ? <3