poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozdział 18.

                                                                      < Oczami Samanty >
Dziś totalnie nie miałam ochoty na nic. Jednak dziewczyny wyciągnęły mnie na ten "babski dzień" . Nawet mi to poprawiło humor. Ta Isabella to serio fajna dziewczyna. Rozrywkowa tak jak my. Weszliśmy do centrum handlowego. W wielu sklepach kupiłam naprawdę mnóstwo ubrań, kosmetyków, butów , dodatków. Trochę dużej zatrzymałyśmy się w sklepie o nazwie 'Zara' . Dużo fajnych ciuchów. Naprawdę. Jednak mój wzrok przykuła sukienka wisząca na manekinie. Kremowa, koronkowa. Naprawdę świetna. 

- Sami, idziemy ? - zapytała Meg.
- Tak chwila.- chciałam ostatni raz na nią spojrzeć.
- idź ją przymierzyć. - powiedziała Lily.
- i gdzie taką ubiorę ? 
- No na przykład na randkę. - zaśmiała się Bella. 
- Bezsensu. 
- z sensem. Już do przymierzalni. - rozkazała Meg. 
- Tsa.. i może jeszcze mam ściągnąć ją z manekina. To pewnie nawet nie mój rozmiar. - powiedziałam. 
- Tej.. ty to masz problemy. Proszę tu masz tą sukienkę i ten rozmiar. - powiedziała Lily i podała mi kreację. Niechętnie udałam się do przymierzalni. Ubrałam się w nią. Sięgała mi do połowy ud, dekolt nie był zbyt duży, a rękaw był 3/4.  Sukienka śliczna ale do mnie nie pasowała, a zwłaszcza że jestem pasztetem. 
- Wychodź już z tej przymierzalni. - krzyknęła Bella. Niechętnie ale wyszłam. 
- Wow.. wyglądasz zajebiście. - krzyknęła Lily. 
- Czuję ten sarkazm. - powiedziałam. 
- Ej.. po pierwsze, to mój tekst. Po drugie, łooo.. dobra dupa z ciebie. I po trzecie, kochanie nie pierdol. - powiedziała Meg. 
- No już dobra, idę się przebrać.- powiedziałam. 
- ok, a później do kasy cioto. - powiedziała Lily.
- No nie. 
- Tak. Zajebiście wyglądasz. Do kasy i wracamy do was. - powiedziała Bella, chowając telefon do kieszeni rurek. Chyba wcześniej odpisywała na sms'a. 
- Już ? przecież jesteśmy tu dopiero jakieś dwie- trzy godziny. - oburzyła się Meg.
- Tak, ale patrz. - Isabella ponownie wyciągnęła telefon, coś w nim pogrzebała i pokazała wyświetlacz Meg i Lily. Ja tylko prychnęłam i weszłam do kabiny aby się przebrać. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, aby zobaczyć siebie jeszcze raz w tej sukience. 
- pasztet z ciebie, ale sukienka zajebista, biorę ją. - powiedziałam sama do siebie.
- Nie jesteś pasztetem, ale popieram decyzje. - usłyszałam głos zza drzwi. 
-Nie podsłuchuj cioto - krzyknęłam.
- To nie moja wina że tak głośno gadasz. - powiedziała i prawdopodobnie odeszła. Ja spokojnie się w ubrania które miałam przedtem. Czyli szare rurki, bluzkę z żabką, skejty o kolorze zielonym, na szyje założyłam słuchawki o tym samym kolorze co buty i zarzuciłam przez ramie białą torbę (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=43179159&.locale=pl). Wychodząc zauważyłam że nigdzie nie ma moich przyjaciółek. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do Belli która jako jedyna została i przeglądała ubrania wiszące na wieszakach. 
- gdzie dziewczyny ? 
- musiały pilnie wracać. Jak zapłacisz też mamy już iść. -powiedziała z uśmiechem. 
- no dobra to ja już idę zapłacić. - powiedziałam i podeszłam do kasy.Stała przede mną jakaś kobieta. Szybko zapłaciła i wyszła. Podeszłam bliżej i podałam kasjerowi sukienkę , aby mógł ją skasować. 
- Hej. - usłyszałam z jego ust. Podniosłam głowę i ujrzałam Erica. Tego mi jeszcze brakowało. 
-Cze. - odpowiedziałam bez żadnych uczuć. 
- jak tam po domówce ? - zapytał z uśmiechem na twarzy. 
- Normalnie. 
- A między tobą i Davidem jest już miłość ? 
- Weź mi o nim nie mów bo mam odruch wymiotny. Kasuj to i nara. - powiedziałam. On wykonał moje polecenie. Podałam mu banknoty i wzięłam torbę z zakupem. 
- To pa. I powiedz Meggie że w piątek się spotykamy i nie ma "nie" - uśmiechnął się. 
- ehe.. jasne.. nara. - powiedziałam i podeszłam do Belli która stała koło wyjścia ze sklepu. 
- Czy to był Erick ? - zapytała dziewczyna. 
-Tak. Kazał przekazać Meg że w piątek wychodzą. - powiedziałam kierując się do ruchomych schodów. To centrum było czteropiętrowe. Nie miałam zamiaru schodzić po normalnych schodach, lub cisnąć się w malutkiej widzie. Byłyśmy akurat na drugim piętrze, więc zejście na parter nie sprawiło nam wielkiego kłopotu. Wyszłyśmy z centrum i udałyśmy się w stronę domu.
- A tak właściwie, czemu musimy już wracać ? - zapytałam po chwili ciszy.
- W sumie to sama nie wiem. Dostałam sms'a od Harrego że mamy natychmiast wracać. Później on zadzwonił do Meg i kazał im wrócić teraz, zaraz, natychmiast. Lily poprosiła żebym za tobą poczekała. - powiedziała. Zrobiło mi się tak trochę dziwnie. czemu Hazza do mnie nie zadzwonił, tylko do dziewczyn. byłam smutna, a jednocześnie zmieszana.
- Nad czym tak myślisz ? - wyrwała mnie z mojego "transu " , Bella. 
- Nad niczym. 
- Jasne, jasne. - powiedziała. Nagle zadzwonił jej telefon. - poczekaj chwilkę. - poprosiła i odbiegła na bok. Usiadłam na krawężniku chodnika, głowę oparłam o ręce i czekałam. Myślałam o Harrym. Dlaczego on do mnie nie zadzwonił ? Wiem że Meg i Lily to moje przyjaciółki, ale w tym momencie czułam się zazdrosna. 
- Jestem. - krzyknęła Bella podchodząc do mnie. 
- Widzę. - posłałam jej uśmiech. 
- Sam, strasznie cię przepraszam ale nie mogę iść dalej z tobą. - powiedziała.
- Dobrze, ale dlaczego ? - zapytałam. 
- Dzwonił mój chłopak. Mówi że to pilne. Muszę do niego iść. - powiedziała. - Wieczorem może wpadnę. Pa. - przytuliła się do mnie i poszła w innym kierunku niż ja. Akurat byłam na ulicy, na której znajdował się dom w którym mieszkam przez kolejne dwa miesiące. A właściwie to miesiąc i dwa tygodnie. Jak ten czas leci.. Weszłam do domu i otworzyłam drzwi. Rzuciłam krótkie "jestem" i udałam się do swojego pokoju. Sukienkę wyciągnęłam z torby i powiesiłam na wieszak w szafie. Wyciągnęłam z niej jeszcze jakieś ciuchy i poszłam z nimi do łazienki. Przebrałam się tam w mój ukochany dres (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=51509467&.locale=pl) , włosy spięłam w niezgrabnego koczka i zmyłam makijaż. Ciuchy które miałam na sobie podczas zakupów wrzuciłam do kosza na pranie. Wróciłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżko. Już miałam zacząć słuchać muzyki, ale ktoś mi to przerwał pukaniem do drzwi. 
- mogę ? - usłyszałam głos od którego aż miło mi się zrobiło.
- Tak, jasne wchodź. - powiedziałam. Harry usiadł na łóżku tuż obok mnie. 
- Dziewczyny mówiły że dziś masz zły humor. Poprosiły żebym cię pocieszył - powiedział i posłał mi uśmiech, którego nie odwzajemniłam. Serio dziewczyny musiały go prosić żeby do mnie przyszedł. - Ale ja to wiedziałem wcześniej i mam dla ciebie niespodziankę. - uśmiechnął się. 
- Serio ? jaką ? - zapytałam. 
- niespodzianka misiek. - powiedział i cmoknął mnie w nos. - Przebierz się i zejdź na dół - powiedział i ponownie dał mi buziaka , ale tym razem w usta. Wyszedł z pokoju. Po raz kolejny dziś podeszłam do szafy i wyciągnęłam to (http://www.polyvore.com/oczojemnie/set?.locale=pl&id=49183370). Udałam się z tym kompletem ubrań do łazienki. Ubrałam się, pomalowałam i uczesałam włosy w wysokiego kucyka. Zbiegłam na dół. Meg i Lily zaczęły gwizdać. 
- Zabiję was kiedyś. - przytuliłam się do nich. 
- Wiem. Też ciebie kochamy. - powiedziała Lily. 
- Awwwwww.. Rzygam tęczą. - powiedziałam. - Kocham was moje 'sexy bitch* - szybko podbiegłam do Harrego który czekał już na mnie obok drzwi wyjściowych. 
- ślicznie wyglądasz. - wyszeptał mi do ucha. Objął w pasie. Harry, jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi do samochodu. Wsiadłam. 
- To gdzie właściwie jedziemy ? 
- mówiłem ci już że to niespodzianka. - cwaniacko się uśmiechnął. 
- Nie dasz za wygraną ? 
- Nigdy.  


                                                            **kilka godzin później**


                                                             <Oczami Meggie > 
- Gdzie są wszyscy ? - zapytałam Zayna który akurat oglądał coś w telewizji. 
- Louis śpi, A Niall i Lily poszli na zakupy. Wiesz, jutro jest ten koncert Justina Biebera. Niall na pewno nie będzie dziś spał. - zaśmiał się. 
- Lily to samo. - powiedziałam i dosiadłam się do niego-  Tej, Mam ochotę na drinka. Zrobisz mi ? 
- Jasne. - powiedział i poszedł do kuchni przygotować napój.  Ja wzięłam pilota do ręki i zaczęłam po kolei przełączać kanały. Zostawiłam na 'x factor' . Zayn przyszedł z dwoma szklankami, butelką wódki i coli. Usiadł obok mnie. Rzeczy które przyniósł postawił na stoliku do kawy. Zaczął robić drinki. 
- w kuchni łatwiej by nie było ? - zapytałam.
- Może. Ale znając ciebie na jednym się nie skończy. - uśmiechnął się szeroko. 
- Cóż. Prawda. - uczyniłam ten sam gest co mulat. Zayn podał mi drinka do ręki. Wzięłam go i zaczęłam pić. 
- Tej. Znamy się już ponad dwa tygodnie, a ja nadal niezbyt dużo o tobie wiem. - powiedział. - opowiedz coś o sobie. 
- Dobrze.  A co chcesz wiedzieć ? 
- Najlepiej wszystko. 
- No więc. Jak wiesz mam na imię Meggie, jestem kuzynką Liama i mam siedemnaście lat. Moi rodzice rozwiedli się gdy miałam piętnaście lat. Mieszkam z mamą w Los Angeles , a tata mieszka w Irlandii. Wiem że ma nową żonę. Wiem też że mam przyrodniego braciszka , który będzie miał niedługo pół roku , a widziałam go tylko na zdjęciach. Zawsze gdy chcę go zobaczyć to albo mój tatuś nie ma czasu żeby z nim przyjechać, albo ja nie mogę bo jego zołza mu nie każe mnie przywozić, twierdząc że będę miała zły wpływ na dziecko. - łza spłynęła mi po policzku. A za nią kolejne. - czy ja serio jestem aż taka rozjebana, nienormalna, żebym nie mogła się spotkać z własnym ojcem i jego dzieckiem ? - zapytałam i mocno wtuliłam się w jego tors. 
- no coś ty . Ty jesteś cudowna , a ona jakaś psychiczna. jak twój ojciec mógł się ożenić z taką kobietą ? Gdzie poznaje się takie kobiety ? - zapytał odgarniając pasmo moich włosów , z mojego policzka. 
- To była nasza sąsiadka, a za razem najlepsza przyjaciółka mojej mamy. Przespała się z moim ojcem. Gdy moja mama się o tym dowiedziała, w ramach zemsty przespała się z jej mężem. Moi rodzice wzięli rozwód.  i Josh również. Ojciec wyprowadził się z tą lafiryndą. Mama była z tym kolesiem jeszcze przez trzy miesiące. Przez ten czas mieszkał u nas, bo jego żona pozbawiła go domu. później się rozstali się. - w tym momencie wszystkie wspomnienia powróciły. Ból i cierpienie powrócił. Przy znajomych, rodzinie udawałam że mam wszystko w dupie i że jest okej, a gdy zostawałam sama płakałam jak dziecko. 
- Zayn, możesz zostawić mnie samą ? - poprosiłam oddalając się od niego. 
- Oczywiście. Jak coś będę u siebie - powiedział i ucałował mnie w policzek. Gdy był już na schodach uśmiechną się przyjaźnie, po czym zniknął mi z oczu.  Tęsknię za tym co było kiedyś. Za wspólnymi wakacjami, za wycieczkami, zakupami, siedzeniem przed telewizorem, a nawet za kutniami które zawsze kończyły się zgodą. Z ławy wzięłam mój telefon i wybrałam numer do taty. "telefon jest wyłączony, lub jest po za zasięgiem. Spróbuj ponownie później" 
- Jak zawsze.. - pomyślałam. Wybrałam numer do mojej mamy. Po dwóch sygnałach odebrała. 
- chociaż ona. - to była moja kolejna myśl. 

                                                                   //ROZMOWA// 
Meggie : Hej mamuś ! 
Mama : O cześć, kochanie ! 
Meggie : Dawno nie dzwoniłaś. 
Mama : Wiem, wiem. Przepraszam. Powiedz, co tam u ciebie ? Dogadujesz się z chłopakami ? 
Meggie : U mnie wszystko okej. Z chłopakami się dogaduję, a nawet przyjaźnię. A jak u ciebie w Australii ? I w ogóle jak życie ? 
Mama : A jak może być w pracy ?! nudno ! A co słychać w moim życiu ? hmm.. no trochę się pozmieniało. 
Meggie : A możesz konkretnie ? 
Mama : A nie będziesz zła ? 
Meggie : nie obiecuję. Ale mów ! 
Mama : Wychodzę za mąż ! ( krzyk ) 
Meggie : Serio ?! To super . A za kogo ? 
Mama : Za Josha. Pamiętasz go ? 
Meggie : ...
Mama : Meg, Meggie, kochanie. Jesteś tam jeszcze ? 
Meggie : Mamo, muszę już kończyć. Pa 
Mama : Dobrze. Pa pa , kocham cię ! 
Meggie : ja ciebie też. pa. 
              
Jezu. Ta to mnie potrafi załamać. Josh to właśnie jej były, przez którego rodzice się rozwiedli. Nienawidziłam go wręcz. te trzy miesiące, gdy mieszkał z nami, były koszmarne. Moją mamę traktował jak popychadło, cały czas pił piwo i wódkę ze swoimi kolegami, od mojej mamy cały czas chciał pieniądze, a mi wchodził do łazienki gdy się myłam. Nie mogłam się zakluczyć, bo zabrał klucz. Mojej mamie to nie przeszkadzało. Rozpierdolę się kiedyś. Rzuciłam moim telefonem o ścianę. Rozwalił się. 
- no po prostu Super, kurwa ! - krzyknęłam. Muszę się komuś wyżalić. Poszłam do pokoju Zayna. Zapukałam i weszłam. Mulat leżał na łóżku i bawił się tabletem. Gdy mnie zobaczył odłożył go i gestem ręki pokazał że mam położyć się obok niego. Położyłam się. 
- Coś się stało ? - zapytał z troską. 
- Moja mama wychodzi za mąż. 
- Do chyba dobrze  ? - zapytał i pogłaskał mnie po policzku.
- No niby tak. Ale wychodzi za Josha.
- To kiepsko.. 
- Wiem.. - posmutniałam.
- Hej mała, nie przejmuj się tym. Jeżeli coś będzie nie tak to zadzwonisz. Wystarczy jeden telefon i będziemy po ciebie  i przeprowadzisz się do nas. - przytulił mnie. 
- Dziękuję. Wiesz jak mnie pocieszyć. - cmoknęłam go w usta. Chwilę potem zatonęłam w jego  przecudownych, piwnych oczach. - przepraszam. - wymamrotałam. 
- Nie masz za co . - powiedział i mnie pocałował. Znacznie namiętniej niż ja go przedtem. Jednak ktoś nam to przerwał. 
- Hej stary, wiesz gdzie jest Meggie ? Znalazłem jej rozwalony telefon w salonie. - powiedział Louis. Spojrzał się na nas. Moje ręce spoczywały na karku mulata, a jego na moich biodrach. - A sorry. - powiedział i wyszedł. 
- Teraz to ja przepraszam . - uśmiechnął się cwaniacko. 
- Nie masz za co. - powiedziałam. - Idę po ten telefon. - powiedziałam i wyszłam.

                                                      < Oczami Nialla > 
Po powrocie dziewczyn do domu, wyciągnąłem Lily na spacer. Na początku nie chciała iść, jednak namówiłem ją. Ma się ten swój urok. Byliśmy na lodach, a teraz idziemy na 'London Eye' . Lily sama wybrała gdzie idziemy. Powiedziała że od zawsze chciała na to iść. Gdy tak na nią patrzę, aż nie chce mi się wierzyć, że taka dziewczyna jak ona kręci z Mattem. Nie znam go zbyt dobrze, widać że jest zdrowo pojebany. Nie mam pojęcia co ona w nim widzi. No ja nie mówię że jestem jakiś super, ale na pewno to ja  bym lepiej ją traktował. Tak jak należy traktować tak cudowną dziewczynę jak ona . 
- Niall, pomóż mi ! - wyrwała mnie z przemyśleń , Lily.
- Co jest ? - zapytałem z przejęciem. 
- Co mam zrobić z Mattem  ? - zapytała ze smutkiem w oczach, którego po prostu nie dało się nie zauważyć. 
- Mówiłem ci żebyś z nim pogadała, że to koniec waszej znajomości. No chyba że  ty coś do niego czujesz .
- Muszę tak zrobić, ale gdy tylko z nim rozmawiam to on nie daje mi dojść do słowa.
- To ty tym razem nie pozwól mu dojść do słowa. Tym razem to ty musisz mówić. Jasne ? - zapytałem i ją objąłem "przez ramię " 
-Ale ja nie wiem czy tego chcę .. - powiedziała.
- Jak to ? on nie traktuję cię tak jak powinien. Gdybyś swoją uwagę poświęciła mi , a nie Mattowi, wiedziałabyś jak należy cię traktować. Jesteś cudowną dziewczyną i znajdź sobie chłopaka który traktowałby cię jak księżniczkę. - powiedziałem.
- Takich chłopaków już nie ma.- powiedziała. 
- Ja jestem. - powiedziałem. Ona przystanęła. Zrobiłem to samo. Spojrzałem w te jej piękne , zielono-szare oczy. Zatopiłem się w nich na chwilę. Zacząłem się do niej zbliżać. Jednak ona odchyliła głowę i zrobiła krok do tyłu.
- Niall, jesteś moim przyjacielem i nie chcę tego zmieniać. Przepraszam jeśli dałam tobie jakąkolwiek nadzieję, ale.. - nie dałem jej dokończyć. 
- Mniejsza o to. Wiedziałem że nie mam szans u takiej zajebistej dziewczyny.Zrobiłem sobie zbędną nadzieję. - powiedziałem i poszedłem dalej. 
- Niall, nie bądź zły. Proszę cię. - powiedziała.Głos jej się łamał, ale wtedy nie byłem wstanie normalnie z nią rozmawiać. 
- Wiesz co, nie marnuj śliny. Choć na ten jebany "London Eye" , w ciszy. - powiedziałem i przyśpieszyłem tępo . Zrobiła to o co ją poprosiłem. Gdy doszliśmy powiedziałem tylko "czekaj tu" , czyli w kolejce. Sam poszedłem po bilety. Szybko je kupiłem, bo spora liczba ludzi przepuściła mnie w kolejce, w zamian za autograf i zdjęcie. Tak samo szybko przedostaliśmy się z kolejki na 'karuzelę' . Zajęliśmy naszą kapsułę. Gdy diabelski młyn ruszył każdy z nas patrzył w innym kierunku. Słyszałem jej cudny głos , zachwycała się widokiem. Gdy klimatyzacja mocniej zawiała poczułem jej zapach. Pachniała czekoladą. Mój ulubiony zapach. Małymi kroczkami podchodziłem coraz bliżej niej. Gdy stałem już za nią, przytuliłem ją od tyłu. 
- Przepraszam.- wyszeptałem jej do ucha , przygryzając je lekko. Widziałem jak się uśmiecha.  Obróciła się twarzą do mojej. Dzieliło nas kilka centymetrów. Oparłem swoje czoło o jej.  Poczułem jej oddech. Zamknąłem oczy i chciałem ją pocałować, gdy nagle zadzwonił jej telefon. 
- Halo ? O, cześć Matt. A nic ciekawego. Jasne a o której. Za trzydzieści minut ? - w tym momencie spojrzała się na mnie. London eye, kręci się zazwyczaj czterdzieści minut, a byliśmy tu zaledwie  dwadzieścia. Wyrwałem jej telefon. 


                                               // Rozmowa Telefoniczna // 
Niall : Sorry, ale Lily się z tobą nie spotka ani dziś, ani nigdy więcej.
Matt : A to czemu niby ? Ty jej zabronisz spotkań ze mną ? Kim ty dla niej do chuja jesteś żeby jej zakazywać ?  
Niall : Jej przyjacielem. I weź skończ już jej zawracać dupę. Ona ma już tego serdecznie dosyć. Jasne  ? 
Matt : Phiii.. Przestanę jeśli ona mi to powie, a nie jakiś pojeb.. 
( Lily wzięła telefon i rozłączyła ) 
                                           // Koniec rozmowy //


- Lily, co ty robisz ? Myślałem że tego właśnie chcesz. - powiedziałem i przybliżyłem się do niej. 
- Niall, ja sama nie wiem czego chcę.. - powiedziała. Po jej wyrazie twarzy , widziałem że była bliska płaczu. Znowu.. 
- Za to ja wiem czego chcę. - powiedziałem i przytuliłem się do niej. Spojrzałem po raz kolejny dziś, w jej oczy. Nasze twarze się do siebie zbliżyły. 
- " Niall, teraz albo nigdy " - mówił pewien głos w mojej głowie. Po chwili poczułem jej miękkie , kuszące usta na swoich. Podczas pocałunku czułem jak się uśmiecha. 
- Lily. - powiedziałem odrywając się od niej. Chwyciłem ją za dłoń i spojrzałem w jej oczy.
- Tak ? 
- Kocham Cię. Zakochałem się w tobie odkąd cię poznałem. - Blondynka rozszerzyła usta jakby chciała coś powiedzieć . Jednak diabelski młyn zatrzymał się. Gdy drzwi się otworzyły dziewczyna wyrwała dłoń z mojego uścisku  i uciekła.
- Lily, Lilyyyyyyy ! - zacząłem krzyczeć. Chciałem za nią biegnąć, jednak po dłuższej chwili namyśleń, doszedłem do wniosku, że dała mi w ten sposób kosza.
- Głupek, idiota..co ty myślałeś ? że taka laska jak ona, będzie Cię chciała ? - mówiłem sam do siebie idąc w kierunku domu, mając nadzieję że tam właśnie poszła..


                                                       < Oczami Zayna >  
 Nie wiem co we mnie wstąpiło. Pocałowałem moją najlepszą przyjaciółkę. Spodobało mi się to,  Ale jeśli mam być szczery, dla mnie ten pocałunek nic nie znaczył. Traktuję ją nadal tak samo jak przedtem, i nic tego nie zmieni. Wyszedłem z mojej "komnaty" i kierowałem się w stronę schodów, które prowadzą na dół. Zamyślony wpadłem na wściekłą Meggie. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. 
- Coś się stało , księżniczko ? - zaśmiałem się. 
- Grrrr. nie wkurwiaj mnie. - powiedziała i spojrzała na mnie wzrokiem jakby chciała mnie zabić. 
- No już, już. Ale serio, coś się stało ? 
- Tak. Ten debil Louis nie chce ze mną gadać. Pytałam się co chciał to tylko głupio się spojrzał. I Patrz co zrobił mi z telefonem.  Czymś tam ostrym i metalowym wyrył mi coś na telefonie, a później to zamazał , robiąc więcej rys. - pokazała mi swój telefon. Rzeczywiście nie dało się już z niego korzystać.  
- Okej, ja z nim teraz pójdę pogadać, a później pójdziemy po nowy telefon. - powiedziałem i odruchowo cmoknąłem ją w policzek. 
- Oszczędź sobie.. - powiedział Lou, który najwyraźniej słyszał to że chcę z nim pogadać. No i widział że daję buziaka Meg.. 
- Kurwa, Louis co ci dzisiaj odpierdala ? - powiedziała jeszcze mocniej wkurwiona, Meg. 
- Nic.. - powiedział - odpierdolcie się wszyscy ode mnie. - powiedział, wszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami. 
- Ja pierdolę. Weź z nim pogadaj, bo jak nie to przypierdolę mu dziś. - powiedziała , i poszła do siebie. Zapukałem do pokoju marchewkojada. Nic nie usłyszałem, więc postanowiłem że sam wejdę. 
- Czego tu? - zapytał chamsko. Ten człowiek nie zachowywał się jak Louis Tomlinson. Ten człowiek był oschły i bez jakichkolwiek uczuć. A nasz kochany Loui jest pełen energii i chęci do życia. 
- Co z tobą stary ? - zapytałem siadając na łóżku na którym leżał. 
- Nic.. - odpowiedział gapiąc się w sufit. Po chwili dodał - idź do swojej nowej dziewczyny. 
- A więc o to chodzi. - lekko się uśmiechnąłem. - Słuchaj, Meg to moja przyjaciółka. Tylko przyjaciółka.
- Jasne.. jakoś z innymi "przyjaciółkami " się nie całujesz. 
- To był impuls. Oboje potrzebowaliśmy bliskości . To dla mnie nic nie znaczyło, i dla niej zapewne też. 
- Masz pewność że dla niej nic to nie znaczyło ? 
- Nie, ale.. - nie dokończyłem, bo Louis mi przerwał. 
- Właśnie ''ale '' .. Nie jesteś pewny jej uczuć. A może ona się w tobie zakochała. Późnej zostawisz ją tak ? Zranisz i co dalej ? 
- Szczerze to wątpię w to żeby ona się we mnie zakochała. Wie że podoba mi się inna dziewczyna. - powiedziałem. - A z resztą czemu ciągle o niej mówisz ? O jej szczęściu ? - zapytałem, bo zauważyłem że Louis cały czas o niej nawija.
- Bo.. bo .. bo się o nią troszczę i tyle. A teraz wypierdalaj z mojego pokoju. - powiedział i rzucił we mnie poduszką. Zaśmiałem się i wyszedłem. Wyciągnąłem  mojego ipoda z kieszeni beżowych rurek, gdyż usłyszałem dźwięk sms'a. ~'' Zayn, możemy się spotkać ? Błagam przyjdź do mnie . Nie mam komu się wyżalić. Wszyscy odwrócili się ode mnie. A Meggie nie ma czasu. Będę wdzięczna jeśli będziesz. xx Bella ~ Zdziwiłem się że to akurat do mnie napisała a nie do swojego chłopaka. Stałem obok pokoju paskowanego, a pokój naprzeciwko ma Meg. Wszedłem do niej bez pukania. 
- Dobra, co to za bajka że nie masz czasu dla Belli ? - zapytałem. 
- żadna bajka. Muszę pogadać z Tomlinsonem. A to dla ciebie idealna okazja żeby spędzić trochę czasu z nią. Więc już zapierdalaj do niej.  - powiedziała i wypchnęła mnie ze swojego pokoju. 
- Dzięki, jesteś najlepsza - krzyknąłem jeszcze. Pobiegłem do garażu gdzie był mój czarny bentley. Szybko do niego wsiadłem, zapiąłem pasy, przejrzałem się w lusterku , bo przez ten pośpiech nie poprawiłem fryzury. I byłem ubrany w to co przedtem . Czyli beżowe rurki, białą bluzkę , granatową bejsbolówkę, i do tego szare  buty nike sb blazer. Kocham buty z tej firmy. Odpaliłem auto i ruszyłem. Do jej domu było trzydzieści minut jazdy. Ale z moim tempem było to zaledwie piętnaście minut. Gdy stanąłem już na podjeździe , wybiegłem z auta i kierowałem się ku drzwiom do jej domu. Zadzwoniłem. Otworzył mi jej brat. 
- Cze stary, gdzie jest Bella  ? - zapytałem i przybiłem z nim żółwika. 
- Siema, u siebie, a coś się stało ? - zapytał. 
- Tego właśnie chcę się dowiedzieć. - powiedziałem i pobiegłem schodami do jej pokoju. Dobrze wiedziałem gdzie się znajduję , bo w tym domu byłem już nie raz.  Wszedłem bez pukania. Na łóżku leżała dziewczyna, cała zapłakana. Gdy mnie zobaczyła usiadła. 
- Isabella, co ci jest ? - zapytałem z troską i usiadłem obok niej. 
- Bo.. dziś miałam spotkać się z moim chłopakiem w parku. Byłam przed czasem. Widziałam go i jakąś inną laskę, całujących się. - rozpłakała się i wtuliła we mnie.   - Nie mogłam na to patrzeć więc uciekłam. 
- Ciiii.. Wszystko będzie dobrze. - próbowałem ją uspokoić. 


                                              < Oczami Samanty > 
    Harry jest taaaaaaaaki kochany. On chyba zapisuje sobie wszystko co mu mówię. Wie jakie mam hobby, co lubię jeść , kogo nienawidzę, jakiej muzyki słucham. Cudownego mam chłopaka. Na randkę wziął mnie na boisko do koszykówki. Zapamiętał że to jest mój ulubiony sport. Do tego uszykował jedzenie. Kanapki z serem i pomidorem, napój to tymbark malinowo- jabłkowy , a na deser ŻELKI . Mniam..  
- Co teraz porobimy ? - zapytał Styles przytulając mnie od tyłu. 
- Może zagramy w 'piędziesionę * ' ? - zapytałam. 
- Piędziesionę ? - zapytał. 
- To taka gra w którą zawsze gram z Meg i Lily. Polega ona na tym że musisz rzucać do kosza i uzbierać pięćdziesiąt punktów. A gdy masz już czterdzieści osiem rzucasz za trzy punkty. - wyjaśniłam. 
- Ta gra powinna się nazywać '' pięćdziesiąt jeden '' bo jeżeli ostatni rzut jest za 'trzy' to razem masz pięćdziesiąt jeden punktów- powiedział.  
 - Nie filozofuj. Gramy, dalej . - powiedziałam. 
- chwila. - wykrzyknął. 
- Co jest. ? - zapytałam.
- Co robi przegrany ? 
- Hmmm.. do końca dnia służy wygranemu. - powiedziałam. Gra się zaczęła. Na początku ja wygrywałam, później on, następnie znowu ja, i tak na zmianę. Było przy tym dużo zabawy. Śmiałam się z Hazzy który gdy przegrywał strzelał focha. Gdy ja miałam czterdzieści osiem punktów, on czterdzieści sześć. Nadeszła kolej na mój rzut. Poszłam na linię rzutu za trzy. W jednej ręce trzymałam piłkę,  drugą zaś wymierzałam w kosz. Rzuciłam. Niestety nie trafiłam.
- Kurwa. ! - krzyknęłam. 
- hahahhahhah.Nie złość się, bo złość piękności szkodzi. - zaśmiał się loczek. rzucił piłkę do kosza. Kurde trafił. Miał już tyle samo punktów co ja. Grrrrrr.. Przygotowywał się do rzutu za ''trzy''
- Patrz jak to się robi, i ucz się od mistrza. - powiedział i rzucił. Obserwowałam piłkę.. leciała, leciała, leciała aż w końcu trafiła do tego jebanego kosza. - hahahaha. Mówiłem że wygram. - powiedział i objął mnie w tali. 
- Nie mówiłeś. - poprawiłam go.
- Ale pomyślałem. - zaśmiał się. 
- Co teraz robimy ? - zapytałam. 
- Meczyk jeden na jednego ? - zabawnie poruszył brwiami. 
- okej. - powiedziałam . Rozpoczęła się gra. 


                                                                 ****** 3 godziny później *****
- Mówiłam ci że ja wygram. - powiedziałam wchodząc do domu. Było już grubo po pierwszej  w nocy, bo Harremu się spodobała koszykówka, a zwłaszcza przerwy w grze, czyli namiętne pocałunki. 
- Dałem ci tę satysfakcję. - powiedział . 
- jasneeeeeeee.. - zaśmiałam się i złożyłam mu pocałunek na ustach. Loczek objął mnie w tali i zaczął mnie namiętnie całować. Jego ręka wsunęła się pod moją bluzkę i wędrowała coraz wyżej. Robiło się coraz ciekawiej , ale przerwał nam to dzwonek do drzwi. Wkurwiony Harry poszedł do łazienki, ja otworzyłam. Ujrzałam w nich ostro wymalowaną i ubraną jak ostatnia szmata, Caroline Flack. Słyszałam o rzekomym romansie jej i mojego skarba.  
- ołłłłł.. Jest może Harry ? - zapytała mierząc mnie. 
- Jest. A po co pani przyszła ? - powiedziałam i wykonałam to samo co ona. 
- Zabieram go na imprezę a później samo się potoczy - głupio się uśmiechnęła. 
- Przykro mi , ale Hazza nigdzie nie idzie - powiedziałam normalnym tonem, choć we mnie się aż gotowało. 
- A przepraszam, kim ty jesteś żeby mówić mi co on robi a czego nie. 
- Jego dziewczyną. I z łaski niech pani weźmie swoją dupę z cellulitem i ryj ze zmarszczkami, z tego domu. 
- Ohh.. Harry zeszłej nocy, gdy do mnie przyszedł nie wspominał że ma dziewczynę. - powiedziała z chytrym uśmieszkiem. 
- Zeszłej nocy? 
- Widocznie skarbie ty go nie zadowalasz i przyszedł do mnie. Do prawdziwej kobiety. - powiedziała.
- Dosyć tego. Wynocha- wypchnęłam ją. 
- Przekaż mu że wczoraj był cudowny - krzyknęła jeszcze. Widać było że coś piła, ale nie była upita. Harry ponownie przyszedł na korytarz. 
- I kto nam zepsuł ten cudowny moment ? - zapytał i podszedł do mnie bliżej. W ramach odpowiedzi uderzyłam go z otwartej ręki w policzek. 
- Ty świnio. Z nami koniec. - krzyknęłam i szybko pobiegłam do swojego pokoju. Zakluczyłam  go. Cała zapłakana rzuciłam się na łóżko. Jak on mógł mi to zrobić ? Jeszcze z taką starą krową ? No jak ? Słyszałam że pukał do mych drzwi. Zignorowałam to . Nałożyłam sobie słuchawki  na uszy. Puściłam jakąś zamulającą piosenkę i zasnęłam. 




_____________________________
 Przepraszam, przepraszam, przepraszam . ! Że tak długo nie dodawałam . Ale wakacje.. Nie miałam weny, codziennie wychodzę i wracam wieczorami + Byłam w Egipcie. Nie wiem kiedy kolejny. Ten mi się w miarę podoba. A wam ? <333 ;**