- Meg.. szukaliśmy cię ! - rzucił mi się na szyję mój kuzyn.
- No i znaleźliście.. - powiedziałam i odepchnęłam go od siebie.
- Wiesz co.. Tyle lat się nie
widzieliśmy. A ty mnie odpychasz ? - zapytał z oburzeniem.
- No widzisz.. jedźmy już. - powiedziałam.
- Nie ma mowy.. Jeżeli nie
przytulisz mojego Liama nigdzie nie pojedziemy - powiedział jakiś mulat. Łał..
więc mój kuzyn jest gejem.. Przytuliłam go.. on mnie przez dłuższą chwile nie
chciał puścić..
- Liam.. tak się chyba nie
zachowują geje. - powiedziałam. Tak moja szczerość nie zna granic. On spojrzał
na mnie jak na idiotkę. Po chwili wszyscy chłopacy wybuchli śmiechem.
- Co was tak bawi.. ? No
chyba Liam i ten jak mu tam są razem. - rzuciłam wskazując na Mulata.
- Hahaha.. to nie geje tylko
bardzo dobrzy przyjaciele - wyjaśnił mi jakiś blondyn - Dobra, jedziemy
zgłodniałem. - dodał. Moją walizkę wziął Liam, a walizkę Sam i Lily wzięli
blondyn i mulat. Wsiedliśmy do jakiegoś
Vana. Kierował Paskowany, czyli Louis. Cały Blondyn gapił mi się na torbę. W
końcu puściły mi nerwy.
- Ejj.. Blond pasztecie czemu
gapisz mi się na torbę ? - wszyscy zaczęli się śmiać.
- Czy ty tam masz gumy do
żucia ? - zapytał susząc zęby a po chwili dodał - Lubię pasztet.
- To nie gumy, tylko podpaski. –-wyciągnęłam i pokazałam mu. On się cały zaczerwienił. A wszyscy zaczęli się
jeszcze bardziej śmiać. Po chwili Liam ogarną się i powiedział :
- Więc.. przedstawię ci może
ich.. - przerwałam mu.
- Ale ja doskonale wiem kto
to jest. - uśmiechnęłam się.
- Serio ? - zapytał z niedowierzaniem.
- Jasne.. Ten co kieruje to Paskowany pasztet, ten co mi się gapi na podpaski to Blond pasztet, ten co cały
czas się przegląda w lusterku to Lalusiowaty pasztet i ten w lokach to Lokowany
pasztet. - wyszczerzyłam się.
- Haha. Może być.. Ale tak
na serio, to ten w lokach to Harry. Ten lalusiowaty to Zayn, ten od podpasek to
Niall, a Louisa już poznałaś. - powiedział mój kuzyn.
- Cieszę się.. A to jest Sam i Lily. - oznajmiłam wskazując na przyjaciółki.
- Jesteście wolne ? - zapytał
Harry.
- Za wysokie progi na twoje
nogi.. - powiedziałam z głupim uśmiechem.
- Nie no.. skromność jak u
Zayna. - stwierdził Lokowany pasztet.
- No co ? Przecież jestem
boski, prawda Liam ? - zapytał Laluś. I, że niby ja mam być z nimi przez 2
miesiące.. Mama mogła od razu mnie do psychiatryka wysłać..
- No oczywiście.. jesteś
piękny. - uśmiechnął się.
- Wiedziałem. - mulat wyszczerzył zęby. Dojechaliśmy do ich domu. Przyznam, że był naprawdę ładny.
Weszliśmy do środka. Tu było
jeszcze ładniej. Ponapalałam się chwilę. Do pomieszczenia wszedł Liam z moją
walizką.
- Gdzie ja mam sapć ? - zapytałam.
- Zaraz ci pokaże. - uśmiechnął się. Wkurzało mnie już to powoli. Poszliśmy na drugie piętro domu. Gdy
w końcu doszliśmy do „mojego” pokoju, zaparło mi dech w piersiach. To pomieszczenie było dokładnie tak urządzone, jak kiedyś chciałam. Liam pamiętał wszystko.
- Podoba się ? - zapytał. Ja
skinęłam głową.
- Meg.. pogadajmy ? - zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mamy o czym. Nie jestem
tu z własnej woli.. Gdyby moja mama do ciebie nie zadzwoniła, pewnie sam byś się
nie odezwał.. - powiedziałam mu wszystko, co mi leżało na sercu i usiadłam na
łóżku. On obok mnie.
- Serio tak sądzisz ? - zapytał.
- Tak.. odkąd jesteś sławny, olewasz mnie.. Byłeś dla mnie jak brat.
- Sądziłem, że jeśli ty nie
piszesz, nie dzwonisz, to nie chcesz się ze mną zadawać. - rzucił ze smutkiem.
- Jesteśmy rodziną.. To
raczej nie możliwe żebyśmy się nie zadawali. - lekko się uśmiechnęłam. I
dodałam już ze łzami w oczach. - Gdy moi rodzice się rozwiedli nie miałam nikogo obok
siebie.. - jedna łza spłynęła mi po policzku.
- Meggie.. Nie płacz..
Przepraszam za to. Będzie jak dawniej. ? - zapytał z nadzieją.
- Sama nie wiem.
- Proszę.. spróbujemy ? - te
słowa mnie rozśmieszyły. Zaczęłam panicznie śmiać się. - co cię tak bawi ?
- Hahahaa.. Bo ty mówisz jak
byśmy byli starym małżeństwem z kryzysem. - on zaczął się ze mną śmiać.
- Czyli jest okay ? - ponownie zapytał. Ja go tylko mocno przytuliłam.
- Awwww.. patrz Harry jak
słodko też tak chcę.. - do mojego pokoju ( BEZ PUKANIA ) wszedł Louis i Harry.
- Nie ma sprawy. - powiedział Loczek do Paskowanego, po czym go mocno przytulił.
- Hahaa .. wynocha z mojego
pokoju.. WSZYSCY - powiedziałam. Święta trójca wyszła. Z walizki wyciągałam moją
piżamkę (http://www.polyvore.com/cgi/collection?id=1449493&.locale=pl ) i chciałam skierować się do łazienki. Tylko był
jeden problem.. nie wiedziałam gdzie ona jest.
- Liaaaaaaaam ! - zawołałam
kuzyna. On po chwili był u mnie z miotłą.
- Hahahahahaha.. po co ci ta
miotła ? - zapytałam przez śmiech.
- Myślałem, że zobaczyłaś
pająka albo jakiegoś innego robaka - streścił. Ja tylko śmiałam się jak
idiotka. On po chwili dodał - Co w takim razie chciałaś?
- Hahahahaha.. dowiedzieć się
gdzie jest łazienka.. - odezwałam się.
- Aaa.. dzielisz ją z
dziewczynami.. trzecie drzwi po lewej..
- Dzięki.. i jeszcze jedno..
- Co ?
- Nie zabijaj tą miotłą
nikogo po drodze.. hahahahah.
- Ty będziesz pierwsza. - chytrze się uśmiechnął.. Ja mu pokazałam język. W łazience wzięłam prysznic i
ubrałam się w piżamkę. Włosy spięłam w niechlujnego koczka. Zeszłam na dół. Tam
słyszałam śmiech. Głównie Lily. Tak.. to jest, moja krew.. mamy śmiech jak
chomiki ( tak to określa Sam ).
- Cześć co robicie ? - zapytałam.
- A tak sobie gadamy.. - odpowiedział Lou.
- A o czym ? Jeśli waćpan
jest godzien powiedzieć ? - uśmiechnęłam się.
- O wszystkim.. głównie o was
i waszych odpałch.
- Aha.. idę na taras.. - powiadomiłam ich.
Jedynie cofnęłam się do góry po fajki. Wyciągnęłam z torby i ponownie zeszłam na dół. Tam było wyjście na taras. Usiadłam na leżaku.. Po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama.. cztery leżaki dalej siedział Zayn. Podeszłam do niego, gdyż zapomniałam zapalniczki, a on akurat chyba palił.
Jedynie cofnęłam się do góry po fajki. Wyciągnęłam z torby i ponownie zeszłam na dół. Tam było wyjście na taras. Usiadłam na leżaku.. Po chwili zorientowałam się, że nie jestem sama.. cztery leżaki dalej siedział Zayn. Podeszłam do niego, gdyż zapomniałam zapalniczki, a on akurat chyba palił.
- Hej.. masz zapalniczkę ? - zapytałam. On mi podał i wskazał, że mam obok niego usiąść.
- Liam nic nie mówił, że
palisz. - zaczął rozmowę.
- Bo on nie wie.. - lekko się
uśmiechnęłam.
- Aha.. Długo palisz ? - zapytał.
- Po rozwodzie rodziców
zaczęłam.. czyli gdzieś tak dwa lata.. A ty ?
- Ja od 16 roku życia. - uśmiechnął się.
- Aaa.. - odpowiedziałam. Po chwili
wparował Liam.
- Meg.. Palisz ? - dopytywał się ze zdziwieniem.
- Na to wygląda. - odpowiedziałam krótko.
- Wiesz jak to szkodzi zdrowiu
? Zayn siedzisz tu z nią i na to pozwalasz ? - ponowinie zapytał z oburzeniem.
- Nie będę jej zakazywał, bo wiem
że i tak będzie to robiła.. - Mulat uśmiechnął się i poszedł do środka.
- Meg.. - zaczął.
- Weź skończ.. przed chwilą się
godziliśmy. A ty znowu chcesz Się kłócić ? Serio ? - powiedziałam.
- Nie.. ale przestań palić - powiedział
wyrywając mi papierosa.
Wkurzyło mnie to. To moja sprawa co robię. Zmierzyłam go i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko. Po chwili obok mnie pojawiły Się Sam i Lily.
Wkurzyło mnie to. To moja sprawa co robię. Zmierzyłam go i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko. Po chwili obok mnie pojawiły Się Sam i Lily.
- O co znowu poszło ? Wydawało
mi się, że się pogodziliście. - stwierdziła Lily.
- Ma jakiś problem, że palę. Olać
go. - powiedziałam.
- Meggie. Dogadacie się. - przytuliła
mnie Sam.
- Nie wierzę w to.. o wszystko mi się czepia. Te
wakacje będą do bani.
- Nawet tak nie mów .. te wakacje
będą zajebiste ! - wykrzyknęła entuzjastycznie Lily.
- Dobra dziewczyny.. idźcie do
chłopaków.. głowa mnie boli. Pójdę spać. - oznajmiłam.
One wyszły. Szczerze mówiąc, nic mnie nie bolało.. chciałam po prostu zostać sama.. długo nie mogłam zasnąć.. Chyba około 3:00 nad ranem dopiero mi się udało..
One wyszły. Szczerze mówiąc, nic mnie nie bolało.. chciałam po prostu zostać sama.. długo nie mogłam zasnąć.. Chyba około 3:00 nad ranem dopiero mi się udało..
Kolejny rozdział jutro.. : ) Jak
wam się ten podoba ? Mi średnioo.. :D Swoje opinie i zażalenia piszcie w komentarzach
; ** <33


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz