niedziela, 13 października 2013

ZAWIESZAM !

                                               ZAWIESZAM ! 

Kochani, zawieszam tego bloga ponieważ skończyła mi się na niego wena, pomysły. Nie wiem kiedy tutaj wrócę. Ale kiedyś na pewno. Mam nadzieję że zrozumiecie. xoxo Przepraszam ;*

 A tym czasem zapraszam was na mojego nowego bloga : onelife-onewin.blogspot.com 

                                                    KOCHAM WAS <3 

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 30.

      Po nieprzespanej nocy obudziło mnie pukanie w drzwi. Wstałam pośpiesznie żeby ten ktoś nie obudził dziecka. Przechodząc koło lustra spojrzałam w nie. Włosy wyglądały jak ptasie gniazdo, oczy podkrążone od niewyspania się. Zza drzwiami stał Lucas z torbą z zakupami. 
- Cześć. Obudziłem cię ? - musnął mój policzek i wszedł do środka. 
- Nie.. Przecież mam w zwyczaju wstawać o 7 rano. - powiedziałam z sarkazmem i weszłam do kuchni w której on już był. 
- Kupiłem ci świeże bułki i na śniadanie. 
- Dzięki, nie musiałeś. - powiedziałam ziewając. 
- Idź się ogarnij a ja ci uszykuję pyszne śniadanko. - Jak rozkazał tak zrobiłam. Poszłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy czystą bieliznę, czarne legginsy, bluzkę z Drake a z szafki obok wzięłam czarno-złotą bransoletkę. Poszłam z tym do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic, mokre ciało wytarłam ręcznikiem i posmarowałam je balsamem. Następnie na twarz nałożyłam podkład a na powiekach zrobiłam kreski eyelinerem i pomalowałam rzęsy tuszem. Włosy spięłam w wysokiego kucyka. Wychodząc z łazienki usłyszałam płacz dobiegający z pokoju Rose. Weszłam do jej pokoju, wzięłam ją na ręce, nakarmiłam i poszłam z nią do kuchni gdzie czekał Lucas. Siedział na krześle robiąc coś  w .. Moim telefonie ?
- Co ty robisz ? - zapytałam wkładając dziecko do kojca stojącego w salonie. Podeszłam do niego i wyrwałam mu urządzenie z ręki. - Czemu grzebiesz mi w moim telefonie ? Wiesz że tego nienawidzę.
- Dostałaś sms'a i chciałem zobaczyć od kogo. - powiedział masując się po karku. Weszłam w skrzynkę odbiorczą i nie było tam żadnej wiadomości. 
- Usunąłeś ją ? Od kogo ona była ? 
- Od operatora, proponował żebyś ściągnęła jakiś dzwonek czy coś. - uśmiechnął się. 
- Okej, ale następnym razem nie dotykaj go. - powiedziałam. Usiadłam obok niego i zaczęłam jeść uszykowany, przez niego,  posiłek.  
- Masz na dziś jakieś plany ? - zapytał. 
- Tak. Siedzę w domu z Rose. - uśmiechnęłam się. 
- Może dotrzymać ci towarzystwa ? 
- Jasne - przytuliłam się do niego. Cieszyłam się że nie będę cały czas sama siedzieć. Poszliśmy do salonu gdzie leżała Rosemarie wzięłam ją na ręce i usiadłam z nią obok Lucka. 
- Podobna jest do ciebie. - uśmiechnął się patrząc raz na mnie a raz na moje dziecko. 

                                                                 *Oczami Louisa* 

  Siedzimy w studiu nagraniowym od 8. Miałem już tego dosyć. Czasem mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę, ale nie chciałem zawieść moich fanów. Za dwa dni będziemy mieli wolny cały tydzień. Próbowałem namówić Paula żeby dał teraz nam wolne , bo tak w sumie to tylko śpiewamy tutaj te same piosenki, ponieważ nasz manager twierdzi że nie dajemy  z siebie 200 %. Ale jak ja mogę teraz myśleć o śpiewaniu jeżeli ciągle myślę o Meggie, Rose i Lucasie. Nie wiem co to za jeden, nie wiem skąd się znają i nie wiem czy coś między nimi jest.. Wiem jedno.. Meg i Rosemarie są moje i nie pozwolę nikomu mi ich odebrać. 
 No tak jeszcze muszę Meg przekonać do siebie. 
- Louis ! - Usłyszałem krzyk. 
- Co ? 
- W ogóle nie skupiasz się na piosence. Co jest ? - zapytał manager 
- Nie wiem. Możemy na dzisiaj już skończyć ? - zapytałem patrząc na zegarek który wskazywał 12;30. 
- Nie ma mowy. Dziś siedzimy tutaj do 15 a o 19 macie wywiad. - powiedział. 
- Paul... Proszę , to dla mnie ważne. - zrobiłem minę kota ze Shreka.
- Nie ma mowy. Wracaj do reszty. - jak powiedział  tak zrobiłem. 
- Tatusiek wrócił - wykrzyczał Niall. Lekko uśmiechnąłem się pod nosem przypominając sobie o moich dziewczynkach .
- Jedziesz dziś ze mną do Meggie ? - zapytał Liam. 
- Jasne. - odpowiedziałem.
- O czym tak gadacie ? - Paul wszedł do 'sali nagrań'. 
- O niczym. - powiedzieliśmy wszyscy na raz. Paul nic nie wiedział że widzieliśmy się z dziewczynami, no i oczywiście o tym że jestem ojcem. 
- Do roboty panowie - krzyknął. My zaczęliśmy śpiewać.. 

                                                          * Oczami Meggie * 


- Co chcesz na kolacje ? - zapytał Lucas. Dziś dzień minął mi strasznie szybko i głównie na zajmowaniu się Rosemarie. 
- Obojętnie. - odpowiedziałam w miarę cicho żeby nie obudzić dziecka. Rozłożyłam się wygodnie na sofie w salonie. Po chwili przyszedł Luck z tacą na której był talerz z kanapkami oraz 2 kubki z kakaem. Chłopak usiadł obok mnie i wziął pilota ze stolika i włączył telewizor. 
- ''Uwaga przed państwem długo oczekiwani chłopcy z zespołu One Direction' - powiedziała kobieta w telewizji, miała około 27 lat, zgrabna ubrana w czarną spódniczkę do połowy uda oraz białą koszulę. Lucas chciał przełączyć jednak mu na to nie pozwoliłam. 

*Wywiad*
- Harry, Niall, Liam, Zayn i Louis witam was ponownie. - powiedziała prezenterka
- Cześć - odpowiedzieli wszyscy. 
- Przylecieliście do USA , ale po co ? 
- Nagrać płytę, jednak nie możemy ujawnić szczegółów. - odpowiedział Liam. 
-  Tylko nagrać płytę ? 
- Jeszcze koncerty, podpisywanie płyt, książek, ogólnie spotkanie z fanami. - uśmiechnął się Zayn.
- Ohh.. Chodziło mi bardziej o wasze sprawy... Hmm.. Miłosne ? Harry, Niall to właśnie w Los Angeles mieszkają wasze dziewczyny. Spotkaliście się z nimi ? 
- Tak. Staramy się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. - Harry lekko się zarumienił. 
- A ty Louis.. Widziałeś się ze swoją byłą ? 
- Tak. Przyjaźnimy się.. - westchnął. 
- To musi być trudne przyjaźnić się z osobą która cię tak zraniła.
- To nie tak. Mam już tego dosyć że wszyscy robią z nią tą najgorszą. Wcale tak nie jest. Meggie to miła, uprzejma, trochę narwana.. Ale to dziewczyna o wielkim sercu więc odwalcie się wszyscy od niej - powiedział,  a tak właściwie to kilka ostatnich słów wykrzyczał. 
- Nadal coś do niej czujesz ? 
- I co ja mam ci odpowiedzieć ? Tak nadal coś do niej czuję. Codziennie myślę co robi, jak się czuje, czy myśli o mnie.. Proszę bardzo chciałaś prawdy to ją masz. - Powiedział i wyszedł. 
- Dobra tu już chyba koniec wywiadu. Przepraszamy - odpowiedział Niall i wszyscy chłopcy poszli za nim. 


Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co myśleć. Łzy spływały po moim policzku. 
- to jednak stać go na kilka głębokich słów. - powiedział Luck. 
- Lucas, daj spokój.. Nie znasz go. - odpowiedziałam. 
- Może i nie znam, ale jak cię traktował przez ostatnie miesiące. No jak ? jak powietrze. Nie odzywał się, nie pisał, nie dzwonił Nic. - otarł łzę z mojego  polika. - Nigdy go nie było gdy go potrzebowałaś. - wyszeptał i przytulił mnie. 
- Ja już nic nie wiem Lucas. Nie mam pojęcia co robić. - wtuliłam się w niego. 

                                                             * Oczami Louisa* 

  Gdy dojechaliśmy do hotelu do razu poszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Podłączyłem do swojego telefonu słuchawki i wybrałem pierwszą piosenkę z playlisty. Mogłem chwilę odetchnąć. Chłopcy w aucie dali powiedzieli mi że mam się starać za wszelką cenę o Meg, ale przecież ja to wiem, tylko nie wiem czy ona chce tego samego. Kurde jaki ten świat jest popieprzony. Po chwili ktoś zaczął mnie szturchać. 5 minut, nawet 5 minut nie mogę odpocząć, poleżeć, pomyśleć. 
- Co ? - warknąłem. 
- Przyszedł Paul, chce z tobą gadać - odpowiedział Liam. Ruszyłem w stronę salonu gdzie siedział rozzłoszczony Manager. Zająłem miejsce naprzeciwko niego.
- Louis co to miało znaczyć ? - wykrzyczał
- Powiedziałem prawdę. - odpowiedziałem.
- Czy ta dziewucha chce doprowadzić wasz zespół do ruiny. Co ona sobie wyobraża. Masz dać sobie z nią spokój, zero kontaktu, jasne ? 
- Paul.. - powiedziałem spokojnie.
- tak ? - zapytał. 
- Czy ty kurwa jesteś pojebany?! Nie masz prawa zabronić mi się z nią spotykać. Kocham ją. - Krzyknąłem.
- Louis co jest dla ciebie ważniejsze ona czy One Direction ? 
- co to jest za pytanie ? Nic nie jest dla mnie ważniejsze, Ona i wy jesteście dla mnie równo ważni. 
- Dobra Lou, rób co ci się podoba.. Nie niszcz zespołu. - powiedział i wyszedł z apartamentu. Po chwili ja wziąłem kluczyki od auta które wynajęliśmy na czas naszego pobytu i wybiegłem na parking. Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon.  po jakiejś godzinnej drodze zaparkowałem pod blokiem Meg. Wbiegłem po schodach na 5 piętro, bo stwierdziłem że nie mam zamiaru czekać na windę. Zapukałem w drzwi. Po chwili oczekiwań zza nich wyszedł Luck. 
- Jest Meggie ? - powiedziałem przez zaciśnięte zęby. 
- Jest, wejdź. - powiedział przepuszczając mnie. Wszedłem na korytarz, ściągnąłem buty i poszedłem do salonu, gdzie leżała skulona Meg. 
- Louis.. Pozwól na chwilę. - poprosił Lucas. Nie wiedziałem o co mu chodzi jednak skierowałem się do kuchni. 
- Louis, nie znam cię, nie obchodzi mnie kim jesteś, czym się zajmujesz ale jeżeli zranisz Meg popamiętasz mnie na długo. - powiedział opierając się o szafkę. 
-Nie zranię jej. O to się nie martw. ale jak już tak gadamy, kim ty jesteś ? chłopakiem ? Byłym ? - zapytałem. 
- Jestem jej przyrodnim bratem. Nie masz się o co martwić, nie stanę wam na drodze do waszego szczęścia. A teraz idź do niej. - Uśmiechnął się i po krótkiej chwili opuścił mieszkanie. Ponownie skierowałem się do salonu. Meg leżała w tej samej pozycji. 
- Hej Meggie, śpisz ?-zapytałem niepewnie.
-Co ? nie nie śpię - powiedziała i usiadła po 'turecku'. Spojrzałem na jej twarz. Była opuchnięta, oczy podkrążone. Widać było że płakała. 
- Co jest ? - zapytałem siadając obok niej.
- Już mam tego dosyć. Tego wszystkiego co się wokół mnie. Kurde Louis ja mam 18 lat, mam dziecko i pełno pytań na które nie znam odpowiedzi. - powiedziała bawiąc się bransoletką na ręce. 
- To może razem na nie odpowiemy. - uśmiechnąłem się do niej. 
- Tyle że wszystkie dotyczą ciebie. - zarumieniła się. - Widziałam dziś wasz wywiad. Dziękuję że powiedziałeś o mnie tyle miłych słów. 
- Powiedziałem całą prawdę. I... - nie dokończyłem gdyż mi przerwała.
-Louis zacznijmy wszystko od nowa. Spędźmy se sobą czas, zajmiemy się Rose,  i wtedy może wszystko się samo wyjaśni - powiedziała podnosząc wzrok. 
- Dla ciebie wszystko skarbie. - zaśmiałem się i po chwili złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach. Tak za tym tęskniłem. - Czyli jesteśmy znowu razem ? 
- Lou.. Nie, źle to zrozumiałeś. Chcę zacząć WSZYSTKO od nowa. Zapominając o tamtych wakacjach.  Jakbyśmy się dopiero poznali. W sumie to będzie trudne , bo mamy już dziecko ale damy radę. - lekko się uśmiechnęła. Cóż nie takiej odpowiedzi się spodziewałem ale lepiej coś niż nic.
 - Cześć jestem Louis. - podałem jej dłoń. 
- Meggie.. - Pierwsze koty za płoty... 

___________
Cześć ;3 kurde całe wakacje nie wiedziałam co pisać, jak pisać, a po za tym to były WAKACJE i nie miałam na nic czasu ;c ale rok szkolny, pewnie będę starała coś pisać;) Niedługo podam adres mojego nowego bloga ;3 <3

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 29.

                                                      *Oczami Meggie* 

Obudził mnie płacz dziecka.. no tak teraz muszę się do tego przyzwyczaić. Leniwie otworzyłam oczy. 
- Dzień dobry . Pora karmienia. - powiedziała pielęgniarka. 
- Dobry. - powiedziałam. Kobieta podała mi dziecko. Po raz 2 trzymam swoją córkę. Nakarmiłam dziecko. 
- Mogę ją jeszcze mieć ? - zapytałam. 
- Tak tylko przyniosę łóżeczko . - powiedziała. - Wezmę ją na chwilę a w tym czasie zje pani śniadanie . - Podała mi talerzyk a sama ponownie wzięła... Moje dziecko, które jeszcze nie ma imienia, na ręce. Na śniadanie miałam tosty z szynką. Zjadłam a talerzyk odłożyłam na szafkę obok łóżka. 
- Cześć - Do sali wszedł Lucas z torbą. - przyniosłem ci kilka potrzebnych rzeczy. 
- Dzięki. Siadaj. - chłopak dosunął sobie krzesło. 
- Jak się czujesz ? 
- Wspaniale . Właśnie nakarmiłam swoją córeczkę. - uśmiechnęłam się. 
- Wielkie przeżycie. - zaśmiał się. - Kiedy cię stąd wypuszczają ? 
- Nie wiem. - odpowiedziałam. Akurat weszła pielęgniarka z dzieckiem. 
- Powinna pani nadać imię dziecku. Ale może najpierw ustalić je z narzeczonym- powiedziała. Jakim narzeczonym ? Dobra nie ważne. 
- Wymyślę coś. A wie pani kiedy mogę się wypisać  ? 
- Prawdopodobnie jutro albo pojutrze . Nie ma sensu pani i dziecka dłużej trzymać. Obie jesteście okazem zdrowia. - chyba fizycznego , bo na pewno nie psychicznego. 
- Jakby coś się działo proszę mnie zawołać. 
- Dobrze, dziękuję. 

                                                        * Oczami Louisa * 
Zaparkowałem samochód i wysiadłem biorąc uprzednio bukiet róż . Wbiegłem do szpitala i pojechałem windą na 2 piętro. Nie wiedziałem w jakiej sali jest Meg. Chodziłem po korytarzu i zaglądałem do różnych pomieszczeń. Na korytarzu spotkałem pielęgniarkę która wczoraj była przy jej porodzie.
- Dzień dobry. Wie pani gdzie leży Meggie Payne  ? -zapytałem. 
- Witam. Ledwo godzina odwiedzin się zaczęła a pani Payne ma już 2 gościa - zaśmiała się pod nosem- sala numer 15. - Jakiego 2 gościa ?poszedłem poszukać tego 'pokoju' . 12,13,14.. O jest 15. Uchyliłem lekko drzwi. Widziałem śmiejącą się Meg i Lucasa który siedział tuż obok niej trzymając moje dziecko. Zamknąłem po cichu drzwi i chciałem odejść ale moja męska duma mi na to nie pozwalała. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do środka. 
- Cześć. - podszedłem do niej i lekko musnąłem jej policzek. Jej uśmiech momentalnie znikł z twarzy. 
- Wpadnę później . Pa - Lucas oddał jej dziecko i zrobił to samo co ja przed chwilą. Wszystko się we mnie gotowało. Gdy wyszedł z sali usiadłem na jego miejscu. 
- To dla ciebie - powiedziałem  i pokazałem jej bukiet czerwonych róż. 
- Dzięki - powiedziała odkładając małą do łóżeczka . 
- Więc..  Jak.. - zacząłem. 
- Czuję się dobrze, z dzieckiem wszystko ok i wychodzę jutro albo za 2 dni. Już znasz odpowiedzi na wszystkie pytania. - powiedziała ze zburzeniem. 
- Chciałem się zapytać czy wiesz jak damy na imię naszej córce. - zaśmiałem się. 
- Naszej ? Z tego co pamiętam wczoraj wyparłeś się jej. 
- Meg.. Chcę cię przeprosić za wczoraj . Poniosło mnie. Żałuję że nie rozmawiałem z tobą przez ostatnie miesiące. - Przerwałem na chwilkę. Usiadłem na łóżku , chwyciłem jej dłonie i spojrzałem w jej oczy - Ale nawet nie wiesz jakie to ciężkie rozmawiać z osobą którą się kocha,  jak z koleżanką. Chciałem mieć cię przy sobie.. Dotknąć cię , przytulić , budzić się przy tobie i mówić jak bardzo cię kocham. - Oczy jej się zaszkliły. Po chwili otarła je. 
- Muszę to przemyśleć daj mi czas. - odpowiedziała. Czyli jest nadzieja. 
- Oczywiście. - pocałowałem jej dłoń. 
- A co do tego imienia.. Chciałam jej dać imię po mojej babci. 
- czyli jak ? 
-Rosemarie w skrócie Rose. - uśmiechnęła się. 
- Ślicznie. Niech będzie. - odpowiedziałem. 

Siedziałem u niej do wieczora.. w tym czasie przyszli chłopacy z dziewczynami, jej mama ( Której unikałem jak ognia ). i jacyś znajomi ze szkoły. Gdy Meggie zasnęła patrzyłem na Rose. Jest tak podobna do Meg. Mogę się na nią gapić godzinami. Oho.. Nasza młoda mamusia się chyba obudziła. 
- Louis, jeszcze tu jesteś ? Która godzina ? - zapytała zachrypniętym głosem. 
- Dochodzi 20. Nie chciałem zostawić cię samej. - uśmiechnąłem się. 
- Nie ma sensu żebyś tu dużej siedział. Po za tym muszę ją nakarmić. 
- Nie krępuj się. - powiedziałem i podałem jej dziecko. 
- Louis karmię piersią. Wyjdź. 
- Ale widziałem już twoje cycuszki. Chyba aż tak bardzo się nie zmieniły. -zaśmiałem się. 
-  zaraz walne w ten głupi łeb.  - jest już chyba coraz lepiej. 
- Dobrze . Jutro do waz zajrzę. Ale po południu - ucałowałem ją i Rose w czoło.         
-Dobranoc aniołki. - powiedziałem i wyszedłem. Skierowałem się do wyjścia. Czekało tam na mnie kilku fotoreporterów. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i ruszyłem przed siebie. 
- Louis, co robisz w szpitalu ? coś się stało ? od wczoraj tu przychodzisz - zadał pytanie jeden z nich. 
- Nic się nie stało. Na razie  - odpowiedziałem i wsiadłem do auta.  Odjechałem z piskiem opon. Dojechałem do apartamentu .  Nikogo w nim nie było. 
- Pewnie imprezują. - powiedziałem sam do siebie. Poszedłem do łazienki wziąłem kąpiel . Gdy wszedłem do swojego telefonu zobaczyłem połączenie od mamy. Postanowiłem do niej zadzwonić. 

*Rozmowa*

Louis : Cześć mamo
Mama : No witaj synku! Dawno się nie odzywałeś. wszystko gra ? 
Louis : Szczerze ? Moje życie od wczoraj obróciło się 0 180 stopni.
Mama : To powiedz mi co się stało. 
Louis : Może zacznę od tego że rozmawiałem z Meg. Jest dla nas szansa. 
Mama: To cudownie. 
Louis : zostałem też ojcem. 
Mama : Jak to ? Czemu mi nic nie powiedziałeś ? 
Louis : Sam dowiedziałem się wczoraj że Meg jest w ciąży. Posprzeczaliśmy się trochę, a kilka godzin później urodziła córkę. 
Mama :Czy ty nie wiesz że kobiet w ciąży nie można denerwować ? Jestem babcią.  Cieszę się synku , ale teraz paparazzi nie dadzą wam żyć. 
Louis : hmm.. poradzę sobie. Teraz najważniejsze jest odzyskanie Meggie i zaopiekowanie się Rose. 
Mama : To do roboty. 
Louis : Mamo, ja już muszę kończyć, bo chcę jutro wcześnie wstać i iść do studia a później pojadę do szpitala.  
Mama : Dobranoc. Kocham cię. 
Louis : Ja ciebie też. 


                                                                   * 2 dni później *
                                            
                                                                  *Oczami Meggie* 

Za godzinę wychodzę ze szpitala. W sumie już jestem gotowa ale jeszcze muszę podpisać jakieś papiery. Do sali weszła pielęgniarka.
- Proszę tu podpisać. Bezsensu żeby pani czekała aż pan doktor odbierze poród. - uśmiechnęła się. Machnęłam szybki podpis. 
- Czy to już wszystko ? - zapytałam. 
- Zasadniczo tak. Życzę pani szczęścia w życiu. Jest pani młodą matką ale z tak kochającym chłopakiem jak pan Tomlinson poradzi sobie pani bez problemu. - powiedziała i wyszła. Tak.. 'Pan Tomlinson' kochający tatuś na chwilę. Nawet nie zadzwonił. Nie zapytał się o której wypisują mnie.
  Włożyłam Rosemarie do nosidełka , wzięłam torbę z ubraniami i pokierowałam się do windy a następnie do wyjścia. Gdy stałam na stopniu zauważyłam z jednej strony parkingu samochód o który opierał się uśmiechnięty Louis, a z drugiej również zadowolony Lucas. Do którego samochodu mam wsiąść ? Jeżeli wsiądę do auta Lucka to Lou się obrazi i zrobi mi awanturę , ale jeżeli wsiądę do Louisa to Lucas może się obrazić. Zauważyłam że chłopcy ze sobą rywalizują. Kurcze nie wiem...   Na moje szczęście Sam i Lily podjechały pod samo wejście. 
- Cześć kochana. - przywitała się Lily. 
- Daj mi torbę i usiądź do tyłu z Rose. - uśmiechnęła się Sam. Lily prowadziła. Wszystkie byłyśmy już w aucie. 
- Wydawało mi się czy widziałam Lucasa ? 
- A ja Louisa ? - dodała Sam. 
- Tak.. Przyjechali po mnie. Nie wiedziałam do kogo mam iść , bo obaj są dla mnie ważni. Ale wy przyjechałyście. - uśmiechnęłam się. 
- Wiesz Louis to ojciec twojego dziecka. Nie możesz go tak olewać. 
- Ja wiem, ale on i Luck skaczą sobie do gardeł i myślą że ja tego nie widzę. 
- Oboje chcą dla ciebie jak najlepiej - powiedziała Sam. Gdy samochód stanął dziewczyny wzięły moje ciucha a ja wzięłam nosidełko. Wchodząc do bloku natknęłam się na sąsiadkę z dołu. 
- Taka młoda a jak sobie życie zmarnowała. - zamruczała pod nosem. 
- Słucham ? Coś pani nie pasuje ?To jest moje życie i moja sprawa. - powiedziałam. Ta stara klępa do wszystkiego się wtrącała. Gdy wywalałam stare ubrania wyzywała mnie za to. 
- Ale ja nic nie mówiłam. Tak tylko głośno myślę. 
- Nie pani nigdy przecież nic nie mówi, w ogóle . Największa plotkara na osiedlu.. - Weszłam do budynku. Mieszkałam na 5 piętrze, ale na szczęście była winda którą wjechałyśmy na górę. Od kluczyłam drzwi i weszłam do środka. 
- Witamy w domu- zza kanapy wyskoczyli chłopcy z 1D prócz Louisa. 
- haha jejku. Cześć wam. - powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna . - Co wy tu robicie ? 
- Przyszliśmy powitać nową fankę. - zaśmiał się Niall. 
- Fankę ? chyba taką co będzie was pizgać pomidorami.  - uśmiechnęłam się. Wyciągnęłam niemowlaka z nosidełka i ponosiłam ją trochę na rękach. Gdy zasnęła zaniosłam ją do jej pokoju, włożyłam do łóżeczka i przymknęłam lekko drzwi. 
- Chcecie coś do picia ? 
- Ja to bym sobie kanapkę zjadł. - uśmiechnął się Horan. 
- Zaraz ci zrobię. - odpowiedziałam. - hej. nie masz już aparatu. Awww.. - zaśmiałam się. 
- Poczekaj pomogę ci - powiedział kuzynek i poszedł za mną. 
Wyciągnęłam z lodówki ser, szynkę, pomidora, majonez, ogórki itp. Zaczęłam obkładać kawałki chleba. 
- To o czym chciałeś pogadać ? -zapytałam się nie odrywając się od czynności. 
- Skąd wiesz że chciałem porozmawiać ? - uśmiechnął się. 
- Znam cię Liaś. - poczochrałam mu włosy.
- Poradzisz sobie ? 
- Pewnie że tak. Mówiłam ci że dojrzałam. 
- To jest duże obciążenie psychiczne. - przerwał. - a widzę że u ciebie jest z tym kiepsko. Uśmiechasz się sztucznie . To widać. 
- Liam przesadzasz... - mówiąc to kroiłam pomidora i się przecięłam. - kurwa.. - zsunęłam się na podłogę i zakryłam twarz dłońmi. 
- Nie płacz. To tylko przecięcie. - powiedział- gdzie masz plastry ? - Spojrzałam na niego .
- To nie o to chodzi.. powiedz mi co jest . - powiedział i przysiadł obok mnie. 
- No bo czuję się okropnie. Louis się tak stara ale zmienił się strasznie.. Nie wiem co robić. - położyłam głowę na jego ramieniu. - wszystko było okej zanim przyjechaliście. Teraz nie wiem co się stało..
- Posłuchaj głosu serca. Ono wie co jest dla ciebie najlepsze - powiedział. - Idź do łazienki ogarnąć się a ja dokończę te kanapki.  Wstałam i poszłam. Przemyłam twarz, przykleiłam plaster na palec. Dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Po drugiej stronie stał Louis z wielkim , pluszowym misiem. 
- Chciałem dać jej coś od siebie - powiedział. 
- Wejdź. - zaprosiłam go do środka. Wszyscy siedzieliśmy jak za dawnych czasów. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, wspominaliśmy. Przerwał nam płacz Rosemarie.
- Pójdę do niej zobaczyć - powiedziałam. Zapaliłam światło , bo na dworze była prawie 22. 
- Co jest królewno.. - wzięłam ją na ręce. - Mhym.. Brudna pielucha. - położyłam ją na tym do przewijania. 
- Pomóc ci w czymś ? - Do pokoju wszedł Louis.
- Nie. Poradzę sobie. - powiedziałam i ubrałam jej czystą pieluszkę. Wzięłam ją na ręce i chodziłam po pokoju. 
- Chcesz żebym został na noc. - przybliżył się do mnie. 
- To chyba nie najlepszy pomysł. - Do pokoiku weszli wszyscy. 
- Wiesz co my już idziemy . pa - powiedział Zayn . Pożegnałam się a po chwili ich już nie było. 
- Meg.. Idź się wykąpać a ja posiedzę tu z Rose. - Odłożyłam Rosemarie do łóżeczka a sama poszłam do łazienki. Nalałam gorącej wody do wanny i  wsypałam sól do kąpieli. Brudne rzeczy wrzuciłam do kosza na pranie. Weszłam do wody. Mmmmm.. w końcu chwila relaksu.

  Po godzinnej chwili dla mnie wyszłam z wanny. Dokładnie wytarłam ciało i posmarowałam je balsamem kakaowym. Ubrałam się w piżamę, umyłam zęby i rozczesałam włosy. 
- Louis , możesz już iść. - powiedziałam gdy weszłam do salonu gdzie chłopak prawie zasypiał na fotelu. 
- Co ? A tak już sobie pójdę. - powiedział i podszedł do mnie. Chciał pocałować mnie  w usta, jednak ja go lekko odepchnęłam. Nie chcę mu dawać nadziei. Już bez żadnego słowa wyszedł z mieszkania. Poszłam zobaczyć do pokoju Rose . Spała jak aniołek. Postanowiłam pójść w jej ślady i poszłam do swojej sypialni. Po krótkiej chwili zmęczenie wzięło górę. 

_______________________
Zapraszam na moje inne blogi :
1. onelife-onewin.blogspot.com
2. oneway-oranother1d.blogspot.com ( ten piszę z moją psiapsią ) ;3

Jeżeli to czytasz to zostaw jakikolwiek komentarz . Chcę wiedzieć czy jest sens pisać to dalej . 

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 28.

                                                             *5 miesięcy później*

   Minęło już tyle czasu od tamtych wakacji. Mieszkam sama w wynajętym mieszkaniu. Ma 3 pokoje , salon, kuchnię i łazienkę więc jest duże. Z mamą niby się pogodziłam ale rzadko z nią rozmawiam. Mam za to cudownych przyjaciół na których zawszę mogę liczyć. Nawet gdy wyglądam jak baleron. Termin porodu mam za 2 tygodnie. Wiem że ma to być dziewczynka. Już wszystko jest gotowe. Zdałam maturę więc już mam wyjebane na szkołę. Zmieniłam kolor włosów. Teraz są brązowe. 

  Tak sobie siedzę sama w domu , oglądam telewizję i czekam za dziewczynami z którymi mam obejrzeć film. Dostałam sms'a od Lily która informuje mnie w nim że mam szykować popcorn , bo właśnie wychodzą z domu Sam.  Leniwie wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z niej trzy szklanki i razem z sokiem zaniosłam do salonu. Następnie wstawiłam popcorn do mikrofali. Po niecałych 4 minutach jedzenie było gotowe. Wsypałam do miski i położyłam na ławie. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. 
- Siemankoo - krzyknęła uśmiechnięta Sam. 
- Cześć wam - odpowiedziałam. 
- To co dziś oglądamy ? - zapytałam przeglądając swoją kolekcję filmową. 
- Lol- wykrzyczała Lily. Puściłam nasz ulubiony film i dosiadłam się do przyjaciółek. Dziewczyny zajadały się się popcornem a ja popijałam sok. 
- Ale ten Kayl jest sexy - westchnęła Sam. 
- Noo. Ruchałabym - zaśmiałam się. Oglądnęłyśmy film do końca. Posprzątałam brudne naczynia z salonu i zaniosłam do kuchni. Poszłam załatwić potrzebę do toalety. <Myjąc ręcę usłyszałam dzwonek do drzwi ,a następnie pisk dziewczyn. 
- Sam ? Lily ? możecie na chwilę tu przyjść  ?- powiedziałam opierając się o zlew. Przyjaciółki uśmiechnięte przybiegły do łazienki. 
- Co się stało ? Kto przyszedł ? - zapytałam. 
- Harry, Niall i Zayn - wykrzyczała Sam. 
- Chyba sobie ze mnie żartujesz ? Jak ja mam tam wyjść w takim stanie ? - zapytałam zdenerwowana pokazując im na mój brzuch który już był naprawdę wielki . 
- To nie powiedziałaś nawet Zaynowi ? A Liamowi ? 
- Nikomu z 1D. - odpowiedziałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Lily , długo jeszcze ? Stęskniłem się miśku - powiedział Niall. 
- Idź do niego , a ty Sam idź do Harrego. - uśmiechnęłam się. 
- Dobrze . Zrobimy tak.. Ja i Lily weźmiemy Hazze i Nialla na spacer czy coś.
- A co  z Zaynem ? - zapytałam. 
- Pogadaj z nim. - Mam z nim porozmawiać ? Niby o czym ? Olał mnie. Był moim przyjacielem a tak z dnia na dzień po porostu przestał ze mną rozmawiać. No ale w sumie co mi szkodzi. 
- Dobrze więc idźcie a jak już będziecie wychodzić z mieszkania to krzyknij . Dopiero wtedy wyjdę z łazienki. - powiedziałam . Dziewczyny wyszły z pomieszczenia i po niecałych 5 minutach Lily krzyknęła ' Wychodzimy Meg' . Odkluczyłam drzwi i poszłam do salonu. W domu panowała cisza, więc pomyślałam że Zayn rówiniesz poszedł. Ale oczywiście nie miałam racji. Na sofie siedział mulat. Stanęłam w progu. 
- Cześć - powiedziałam. Podniósł wzrok na mnie. Myślałam że zaraz gałki oczne mu wyskoczą.
- Cześć Meg - powiedział cały czas patrząc na mój brzuch. 
- No proszę, powiedz co sobie teraz myślisz a nie gapisz się jak idiota jakiś. - krzyknęłam zdenerwowana całą tą sytuacją. - skąd w ogóle mieliście ten adres ? - usiadłam na fotelu. 
- Od twojej mamy. Liam jest teraz u niej. - odpowiedział. - Meggie, powiedz mi .. Czy to jest dziecko Louisa ? 
- Tak jego. 
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? On wie o tym  ? 
- Kiedy ci miałam powiedzieć ? Jak gadaliśmy na skypie przy wszystkich, czy może jak przestaliście do mnie dzwonić i pisać. I nie Lou nie wie o tym. I tak ma zostać , jasne ?  
- Przepraszam że nie odzywałem się do ciebie. Nie miałem czasu. Wszyscy go nie mieliśmy.Sama wiesz.. Nagrywanie płyty, koncerty, wywiady itp. 
- Oh no tak przecież wy jesteście sławni, a przecież tacy ludzie nie mają czasu dla starych przyjaciół. - powiedziałam. - I właśnie dlatego nie chciałam żeby Louis się dowiedział. 
- Dowie się prędzej czy później. Właśnie jest w drodze i za jakieś 15 minut tu będzie. -wstał i przykucnął przy mnie. 
- Jeszcze raz cię przepraszam. - uśmiechnął się. 
- Zayn.. wiesz  że zawsze będziesz numerem 1. - przytuliłam go. - Ja też cię przepraszam za dzisiaj. Cieszę się że cię widzę. - Rozmawialiśmy tak przez dłuższą chwilę. Opowiadał mi o jego związku z Bellą, o koncertach i skrócił mi cały ten czas gdy się nie widzieliśmy. Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. 
- To Liam i Lou. Musisz mu to powiedzieć . - powiedział.
- Nie mam odwagi . - zasmuciłam się. - Nie przy tobie i Liamie. 
- Wyjdziemy ale obiecaj że powiesz mu całą prawdę. Wiem że coś jeszcze do niego czujesz , bo widać to w twoich oczach. - Zayn wstał i poszedł otworzyć im drzwi. Było słychać ich rozmowę .
- Zayn, wpuść mnie. Martwię się o nią. Ciocia mówiła że w ogóle z nią nie rozmawia i nie powiedziała mi dlaczego tak jest. - usłyszałam głos Liama. 
- Dobrze, ja już wszystko wiem i wytłumaczę ci w aucie. Zostawmy Meg i Louisa samych. 
- Mnie ? - Ten głos. Nic się nie zmienił. 
- Tak ciebie. Wychodzimy Liam. - Po chwili było słychać dźwięk zamykanych drzwi. 
- Meg ? gdzie jesteś ? - Louis mnie wołał. Wyszłam na korytarz. 
- Tutaj . - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na niego . Wyglądał inaczej. Włosy postawione na żel, kilkudniowy zarost miał wiele tatuaży i jego styl ubierania.. miał na sobie bluzkę na ramkach ze zdjęciem jakiejś dziewczyny , spodnie z krokiem i czarne vans'y. Widziałam jego oczy. To spojrzenie spowodowało u mnie gęsią skórkę. Postanowiłam pójść z powrotem do salonu. Usiadłam na sofie i czekałam aż on też tu przyjdzie. 
- Jak to się stało ? - powiedział i stanął obok okna. 
- Poważnie mam ci to tłumaczyć ? Nie bój się. Nikt obcy nie dowie się że to jest twoje dziecko. Mogę też powiedzieć naszym znajomym że zrobiłeś testy na ojcostwo które wykazały że to nie jest twoje dziecko. - powiedziałam. - Będziesz mógł ułożyć sobie normalne życie. 
- Który to miesiąc ? - zapytał. 
- 9. Za Termin porodu mam za 2 tygodnie. 
- Nie zostawię cie samej z dzieckiem. - powiedział i usiadł obok mnie. 
- A może ja tego chcę ? Może chcę sama ją sama wychować ? 
- Ją ? Będę miał córeczkę ? 
- Tak. - spojrzałam w jego oczy. - Ale nie liczę na twoją pomoc. Udajemy że nic się nie stało. Ty nadal będziesz bożyszczem nastolatek, a ja zostanę tutaj. Jakbyśmy się nigdy nie spotkali. - Po tych słowach wspomnienia wróciły. 
- Ale jak to ? Nie wyjadę stąd. Nie zostawię cię. Nie teraz gdy możemy do siebie wrócić. Sama mówiłaś na lotnisku że nadal mnie kochasz i ...  - przerwał. 
- Sam zaproponowałeś żebyśmy zapomnieli o tych wakacjach . Ja to zrobiłam. Teraz twoja kolej. 
- Nie wierzę ci . - powiedział przybliżając się. -gdybyś rzeczywiście nic do mnie nie czuła , nie wpuściłabyś mnie tu. Skłamałabyś że to nie moje dziecko. Znam cię i wiem że... - Do mieszkania ktoś wszedł. 
- Meggie już jestem . - Lucas wszedł do salonu- sorry za spóźnienie, ale... Co on tu robi ? - pokazał palcem wskazując na Louisa. 
- Przyjechał dokończyć płytę. - powiedziałam. - Louis to jest Lucas. 
- Cześć. - odpowiedział . Widać że nie wiedział co się dzieje. 
- Lucas.. to nie jest właściwy moment. Mógłbyś wyjść ? - zapytałam . 
- dobrze. - Odpowiedział i pocałował mnie w policzek, i spojrzał na Louisa gardzącym wzrokiem. Gdy mój przyrodni brat wyszedł, Lou nie wytrzymał i wstał. 
- Możesz mi kurwa powiedzieć kto to był ? Jakiś twój nowy kochaś ? Może to jest jego dziecko a teraz razem próbujecie wyciągnąć ode mnie pieniądze co ? No powiedz. - wykrzyczał. Nie poznawałam go. Stał się wulgarny, agresywny i nerwowy. 
- Ja pierdole Louis.. - powiedziałam pod nosem, a po chwili znacznie podniosłam swój ton. - Teraz mnie kurwa posłuchaj. Jeżeli uważasz mnie za szmatę która pierdoli się z kim popadnie to jesteś w błędzie. Ale proszę bardzo myśl sobie że to jest jego dziecko. Teraz już nic nas nie łączy. 
- Meg kurwa czy ty nie rozumiesz że ja cie nadal kocham ? Że chcę być jak najbliżej ciebie ? I wybacz ale jeżeli widzę w twoim mieszkaniu jakiegoś kolesia który cię całuję to wszystko grzeje się we mnie. - powiedział i usiadł na fotel. 
- W takim razie świetnie okazujesz swoje uczucia. Porównując mnie do taniej dziwki. Naprawdę super. - powiedziałam . -a teraz wyjdź. Nie chcę cię znać . - moje oczy zaszkliły się. Louis bez słowa wyszedł. Poszłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam płakać. Po jakimś czasie zasnęłam.. 


Obudziło mnie pukanie, a właściwie walenie w drzwi. Chciałam wstać i zobaczyć kto się tam dobija. Nie mogłam się ruszyć. Miałam straszne skurcze. Próbowałam głęboko oddychać. 
- Ałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa- krzyczałam . Nie wiedziałam gdzie mam telefon. Wołałam o pomoc. Nagle po chwili do mojego pokoju wbiegł Louis z Lucasem ? 
- Meg co się dzieje? - Luck podszedł do mnie i próbował mi jakoś pomóc. 
- Wody mi odeszły. - krzyknęłam. 
- Dasz radę wstać ? Jedziemy do szpitala. Gdzie masz kluczyki od auta ? - zapytał.
 - Na szafce w kuchni. 
- Idź po nie. - powiedział do Louisa który stał jak wryty . - Nie słyszysz ?! Idź po te jebane kluczyki. - krzyknął . Pomógł mi wstać. Zjechaliśmy windą na parter. Lou odtworzył drzwi od auta. Sam wsiadł na miejsce kierowcy. Ja z Lucasem usiadłam na tylne siedzenia. 
- A wiesz chociaż gdzie masz jechać ? - Ja się w ogóle nie odzywałam. 
- Wiem. Często tu bywałem. - spojrzał w lusterko wsteczne. 
- To ruszaj a nie się gapisz. - To chyba była najdłuższa podróż w moim życiu. Siedziałam wtulona w Lucasa i głęboko oddychałam. Martwiłam się że jest już za późno. Gdy tylko dojechaliśmy wybiegliśmy z auta. Przyjaciel wziął wózek inwalidzki spod wejścia i kazał mi na niego usiąść. Wjechaliśmy na 2 piętro windą. 
-  Niech ktoś nam pomoże - powiedział przy recepcji - Ta dziewczyna rodzi. 
- Dobrze , spokojnie już informuję doktora. a tymczasem ja się nią zajmę. Panowie niech tutaj poczekają. - powiedziała i odjechała wraz ze mną....

                                                        *Oczami Louisa* 

To wszystko działo się tak szybko. Ledwo dowiedziałem się że moja ukochana jest w ciąży ,a kilka godzin później wiozę ją do szpitala na porodówkę. Jeszcze z nim. Kto to w ogóle jest. 
Byłem cały roztrzęsiony. Postanowiłem poinformować dziewczyny i zespół o tym. Wybrałem numer do Lily. 

* Rozmowa*
Lily : Hallo ? 
Louis : Lily, jesteś z Niallem  ? 
Lily : I resztą . A coś się stało ? 
Louis : Meg jest w szpitalu. Wody jej odeszły. 
Lily : Louis, uspokój się. Zaraz będziemy. 
Louis : Okey. Czekam. 


 Nagle z sali wyjeżdża lekarz wraz z Meg. 
- Co się dzieje ? gdzie ją zabieracie ? - zapytałem. 
- Na salę. Tutaj miała robione tylko badania. - powiedział i odjechał . Pobiegłem za nim. 
- A mogę być przy niej podczas porodu ? - Zapytał Lucas. On podczas porodu ? Przecież to ja jestem ojcem. 
- Ty ? Chyba ja powinienem tam być. - odpowiedziałem. 
- Panowie, żaden z was tam nie wejdzie. Pacjentka nie wyraziła na to zgody. - powiedziała pielęgniarka. - tutaj czekajcie. 
Usiadłem na krześle i chwyciłem się za kark . Lucas ? Tak, chyba tak ma na imię. W każdym razie cały czas chodził. Po półgodzinie miałem tego dosyć. Irytowało mnie to. 
- Możesz przestać ?  - zapytałem ze spokojem, chociaż byłem kłębkiem nerwów. 
- Bo co ? - stanął i się spojrzał. Również ruszyłem swoje cztery litery i podszedłem do niego. Już chciałem mu walnąć ale się powstrzymałem. 
- Bo gówno. - odszedłem i pokierowałem się do baru na dole. Kupiłem sobie kawę z automatu. Nie obyło się bez zdjęć i autografów. Nie było tego dużo bo zaledwie 15 osób. Gdy wróciłem pod salę już wszyscy tam byli. Razem z mamą i ojczymem Meggie. Wziąłem głęboki oddech i usiadłem pomiędzy Liamem,  który siedział obok swojej rodziny, a Sam. 
- Louis..- Zaczął nasz Daddy. 
- Liam nie teraz. - powiedziałem chwytając się za głowę. Co ja zrobiłem .. To przeze mnie ona teraz rodzi. Dziecko będzie wcześniakiem. Muszę z nią porozmawiać. Przeprosić po raz kolejny, postarać się o nią. Chociaż ona teraz ma tego swojego Lucasa.. Jakim ja jestem idiotą. Trzeba było z nią normalnie rozmawiać a nie obrażać się jak 5-letnie dziecko. Przyjechałem tu odzyskać ją, a zamiast tego nazwałem ją dziwką. Brawo dla ciebie za inteligencję..


Po trzech godzinach z sali wyszedł lekarz. Ja, Lucas, Liam i rodzice Meg podeszliśmy do niego. 
- Spokojnie. Proszę dać mi trochę przestrzeni osobistej - zaśmiał się. - Który z panów jest ojcem ?  - Spojrzałem na Lucasa który patrzał na mnie. 
- Ja. - odpowiedziałem. 
- W takim razie gratuluję panu . Ma pan śliczną, zdrową córeczkę. - powiedział i wrócił na salę. Zacząłem skakać jak idiota. 
- Chłopaki mam córkę. - podbiegłem do nich, a ci przytulili mnie. - Kurwa nie macie pojęcia jak się cieszę. Podbiegłem do pielęgniarki która wyszła z sali . 
- Kiedy będę mógł je zobaczyć ?  - zapytałem. 
- Kogo ? 
- No Meggie i moją córeczkę . - uśmiechnąłem się. 
- Ah no tak przepraszam. Dziecko jest teraz na badaniach a pani Payne śpi.  Sądzę że dziecko za jakieś 15 minut. Przyjdę tutaj po pana.Ale tylko tata może pójść do niego. Resztę państwa muszę już wyprosić. a narzeczoną dopiero  jutro , bo za chwilę kończy się godzina odwiedzin. - odpowiedziała i poszła.  - Narzeczoną ? W sumie czemu by nie. Każdy po kolei wychodził. Chłopacy będą czekać za mną pod szpitalem. Podszedł do mnie Lucas. 
- Oddaj mi  kluczyki od auta i mieszkania Meg. - powiedział. Niechętnie sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem wszystko z kieszeni. Wyrwał mi je z dłoni i wyszedł. Jej mama również mnie 'zmierzyła' i wyszła. Cała jej rodzina mnie nienawidziła. Mieli mnie za kolesia który zrobił dziecko Meg. Sądzili że jej nie kocham, że ją zostawię jak mi się znudzi. 
- Zapraszam pana. Ale tylko na chwileczkę. - uśmiechnęła się pielęgniarka. Weszliśmy do sali gdzie było mnóstwo niemowlaków. Wszystkie leżały w łóżeczkach. Rozglądałem się i szukałem swojej córeczki. 
-tutaj jest. - pokazała mi na łóżeczko oddalone od pozostałych. Spojrzałem na nią. Była taka malutka i bezbronna. Miała oczy jak Meg. Te w których się zakochałem. Z nią było dokładnie to samo, pokochałem ją od pierwszego spojrzenia. 
- Dlaczego leży tak daleko od pozostałych dzieci  ? - zapytałem po chwili. 
- Ponieważ dziecko jeszcze nie ma imienia. Nie wiedzieliśmy też jakie nazwisko mamy wpisać na tej bransoletce . Wybraliście już imię ? 
- Nie , jeszcze nie. Może pani wpisać moje nazwisko. - uśmiechnąłem się. - Mogę na chwilą ją na ręce. 
- Nie powinnam ale dla pana zrobię wyjątek. - wyciągnęła moje dziecko z inkubatora i podała mi ją na ręce. 
- Jest taka drobna. Ile waży ? 
- 2700 .- powiedziała. - Powiem panu że pana córka to niezwykłe dziecko. Nie dość że jest wcześniakiem to ma idealną wagę i jest okazem zdrowia. - zaśmiała się. - to jakie nazwisko mam wpisać ? 
- Tomlinson. 
- Przepraszam ale zaraz będzie tu lekarz. Powinien już pan pójść. 
- Dobrze. Do zobaczenia jutro - odpowiedziałem i oddałem dziecko pielęgniarce . Wybiegłem radosny ze szpitala .Wszedłem do wypożyczonego minivana. W środku siedzieli : zayn, Harry, Niall, Sam i Lily. 
- Gdzie Liam ? - zapytałem. 
- Cały czas jest z mamą Meg. - odpowiedziała Sam. 
- Jest na mnie zły ? 
- Nie wiem. Ma być w apartamencie o 20. pogadaj z nim. - powiedział Niall. 

*
Wieczór.. Jak rok temu wszyscy siedzimy i oglądamy film. Brakuje tylko Meg. Cały czas nie mogę uwierzyć że jestem ojcem. Trzymałem moją córeczkę na rękach. Jak wszystko się ułoży będzie cudownie. Namówię Meggie żebyśmy wrócili do Londynu, kupie jakiś dom, i będziemy patrzeć jak nasze maleństwo dorasta. Fantastyczna wizja, oby tylko była prawdziwa. Poszedłem do sypialni którą na razie dzielę z Niallem. Chłopacy powiedzieli że mamy mieć razem pokój , bo my najdłużej śpimy, bałaganimy itp. Położyłem się na łóżko i wziąłem tableta do ręki. Zalogowałem się na Twetter'a i napisałem '' Wspaniałe zakończenie dnia ;) Dobranoc wszystkim ;) x " Do mojego pokoju wszedł Liam. 
- Louis ...- zaczął ale znowu mu przerwałem. 
- Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć. Ja o niczym nie wiedziałem. Dowiedziałem się dzisiaj. - broniłem się. 
- Stary mówiłem ci że to jest jeszcze dziecko. Miałeś być odpowiedzialny.
- Starałem się. Wiesz że nie możesz mnie obwiniać. A może gumka pękła a ja nie zauważyłem. 
- Nie obchodzą mnie twoje rozmyślenia. Cały czas próbuję ci powiedzieć że masz o nią  , sorry o nie dbać.  - powiedział i wyszedł. 
Wziąłem prysznic i położyłem się spać mając nadzieję że jutrzejszy dzień nadejdzie szybciej. 

____________________________
Joł bijacz <3 Kolejny rozdział dla was. Boję się że przez moją długo nieobecność straciłam większość czytelników ;C więc proszę Cię.. Jeżeli to czytasz to napisz komentarz ;* I chcę was jeszcze przeprosić że przeskakuję tak np.: "5 miesięcy później" <3 

A o to nowy look bohaterów : 

Meggie :  













  Lily :
                                                                                                                                                                                                                                         



Samanta : 

Louis :
Harry :
Niall : 
Liam : 
Zayn : 

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 27.

Lucas odwiózł mnie do domu. Od kluczyłam drzwi i zaprosiłam go do środka. Weszłam do kuchni i z lodówki wyciągnęłam butelkę wody. Z torebki wyciągnęłam tabletki na ból głowy i połknęłam dwie albo trzy. 
- Nie bierz tego świństwa. - powiedział Lucas i wyrwał mi opakowanie z ręki. - Musisz teraz o siebie dbać. 
- To są tylko tabletki... Daj spokój.. Nawet nie wiem czy urodzę to dziecko. - powiedziałam i wyszłam z kuchni udając się do swojego pokoju. Oczywiście chłopak był jak mój cień i wszedł za mną trzaskając drzwiami. 
- Jak to "nie wiesz '' ?! Nie bądź kolejną głupią małolatą. ! Wychowaj to dziecko. - powiedział siadając obok mnie na podłodze.
- Kolejną młodą, samotną matką. Którą jej mama wywali ją z domu... - powiedziałam.
- Jeżeli cię wywali przyjdziesz do mnie . - uśmiechnął się. - Wychowasz to dziecko i będziesz najlepszą mamusią na świecie. - uśmiechnął się. 
- Umiesz mnie pocieszyć. - pocałowałam go w policzek. W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i ujrzałam wiadomość od Zayn'a : "Wejdziesz na Skype ? Bo tęsknimyy !!! xx "
Wzięłam laptopa z łóżka i położyłam go sobie na kolanach.  Włączyłam go i zalogowałam się na Skype. 

- To ja może nie będę ci przeszkadzać - uśmiechną się Lucas
-Weź przestań. Zapoznam cię z nimi. - powiedziałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę gdy pojawiła się na ekranie. 

*rozmowa*
Zayn : Kamerka !!!!! <krzyk> 
Meg: Już , już.
Liam : No i od razu lepiej
Meg : Patrzcie ! To jest Lucas.
 
Wszyscy : Hej
Lucas : Cześć
Meg : Gdzie Niall, Harry i Louis  ? 

Zayn : Niall i Hazza gadają z Sam i Lily.. A Lou poszedł na spotkanie.
Meg : Jakie ? 
Zayn : Jakiś wywiad czy coś. Idę po skok 'zw'
Meg : Pozdrów go. I jakbyś mógł to przekaż mu że chciałabym z nim porozmawiać.

Liam : O czym ? 
Meg: Liaśś, nieważne . 
Liam : Ohhh.. no dobrzeee..
Zayn : Wróóóóóóciłeeeeeem ! 
Meg : heh. Widzę idioto mój. 
Zayn : Louis też wrócił . 
Meg : Aham.. Zawołacie go i dacie mi z nim porozmawiać na osobności. 
Lucas : Meg, ale o czym ? O dzisiejszym.. 
Liam : Meg, co się dziś stało ?
Meg : Nie nic ważnego. Zawołajcie go.
Zayn : Czeka pod drzwiami. My już wychodzimy Paa dupko kochamy cię. 

Meg : Ja też was kocham . Papa. 
Lucas : Też już wyjdę. 

 <ponad 5 minutowa cisza i pusto w pokoju chłopców.  > 

Louis : Cześć. Jestem.
Meg : Cześć Louis. Jak tam ?

Louis : Normalnie. A jak u ciebie ? 
Meg : Dużo nauki .
Louis : ściemniasz . Ty się nie uczysz <śmiech>  
Meg : Zmieniłam się. Już nie jestem tą samą Meg co we wakacje. Postanowiłam wydorośleć.
Louis : To tak jak ja. 
Meg : Ty wydorośleć ? 
Louis : Kiedyś trzeba...
Meg : Louis.
Louis : Tak ?
Meg : a nie nic... już nieważne. 

Louis : W takim razie ja mam do ciebie pytanie. Jest taka możliwość że kiedyś jeszcze będziemy razem ? Nadal cię kocham i nie chcę tracić takiej osoby jak ty.
Meg : Louis.. nie wiem naprawdę. Nie chcę ciągle żyć w niepewności tak jak wcześniej. Nie wiem czy jak będziemy teraz razem nie zdradzisz mnie albo ja ciebie. 
Louis : Wiedziałem że właśnie to mi odpowiesz. Dobrze więc. Zapominamy o sobie, o tych wakacjach. Tak jakby nigdy tamten czas nie nadszedł . To chyba najlepsze rozwiązanie. Chociaż ja i tak zawsze będę cię kochał.. Pa. 

*
Rozłączył się.. Nawet nie dał mi dojść do słowa.. Trudno, jeżeli on chcę zapomnieć to niech to robi. Ja nie zapomnę nigdy.. To dziecko ciągle będzie mi o nim przypominało. Wychowam je sama . Nie będę informować Louisa o tym.. Ten rozdział jest dla mnie zamknięty. Wzięłam mój telefon do ręki i usunęłam wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Na tapetę ustawiłam sobie jakiegoś pieska. Teraz mam większe zmartwienia . Nie wiem jak powiedzieć mamie o ciąży. Już mam za dużo problemów.. normalne nastolatki nie wiedzą w co się ubrać na dyskotekę a ja.. a ja nie wiem jak wychowam dziecko. Położyłam się na łóżko i zasnęłam...

                                                      *3 miesiące później*


Przez te 3 miesiące mój brzuch stawał się coraz większy .. Mamie nadal nic nie powiedziałam ,ale stwierdziła że przytyłam.. obiecałam sobie że jej to powiem przed Bożym Narodzeniem, które jest już za 2 dni.Biega, sprząta, gotuje wszystkie potrawy i Bóg wie co jeszcze co ona robi.
Byłam już dwa razy u ginekologa. Za miesiąc będę mogła poznać płeć mojego maleństwa. Mimo wszystkich problemów nie mogę się doczekać kiedy zostanę mamą. Lucas bardzo mi pomaga. Jest opiekuńczy i w ogóle. Dziewczyny już planują pokój dla dziecka. Louis nic nie wie o tym że zostanie ojcem i lepiej żeby tak zostało. Z chłopakami ograniczył mi się kontakt do jednej rozmowy na miesiąc która trwa zaledwie godzinę. Wiedziałam że tak będzie. Dziewczyny tylko ciągle gadają z Hazzą i Niallem. Z Zaynem też już nie rozmawiam tak jak kiedyś. Wiem że jest z Bellą i układa im się całkiem dobrze. Czasem zastanawiam się czy oni tęsknią za mną tak bardzo jak ja za nimi. 
Siedzę w moim pokoju . Z wieży leci muzyka a ja leżę na łóżku i myślę.. Nagle do mojego pokoju weszła mama z kakaem . 
-Cześć kochanie. - powiedziała i uśmiechnęła się. Nasz kontakt też już nie był tak dobry jak kiedyś.. Mimo że się buntowałam zawsze mogłam na nią liczyć . A teraz.. W jej świecie jest tylko Josh..
- Hej. - usiadłam po 'Turecku' i wzięłam napój który mi przyniosła. Kobieta usiadła obok mnie. 
-Kochanie, ja wiem że cię zaniedbałam ostatnimi czasami. A teraz widzę że się zmieniłaś. Nie jesteś już pyskatą, głośną i wulgarną dziewczyną. Teraz jesteś spokojna i tak jakby nieobecna myślami. Coś się stało ? Po powrocie z Londynu jesteś taka. - powiedziała zatroskana matka. 
- Mamo, z Londynu wróciłam już baaaardzo dawno. I rzeczywiście totalnie mnie zaniedbałaś. Mam strasznie dużo problemów i brakuje mi mojej mamy której zawsze mogłam się wyżalić , ona ma teraz faceta i już jej córka się dla niej nie liczy. - powiedziałam. 
- Naprawdę tak myślisz.- posmutniała. - Dobrze więc, powiedz mi co cię dręczy. 
- Mamo.. Wiesz że w Londynie poznałam chłopaków.. i później byłam z Louisem. 
- Tak wiem. Ale coś się stało ? Nie daje ci żyć ? 
- Nie , nie. Mamo.. Ale nie będziesz krzyczeć. - wolałam się upewnić.
-Nie , nie będę.
- bo , ja , ja jestem w ciąży. - powiedziałam. 
- Meg. Powiedz że żartujesz. - wykrzyczała.- Czy ty wiesz co zrobiłaś ? Nie wieżę w to.. ugh.. Który to miesiąc.
-Miałaś nie krzyczeć. 4 miesiąc.. Ale dowiedziałam się o tym dopiero po miesiącu - uśmiechnęłam się.
-Popełniasz ten sam błąd co ja..zniszczysz sobie życie, plany na przyszłość. - podparła głowę rękoma. No tak mama urodziła mnie mając zaledwie 18 lat..
-Czyli zniszczyłam tobie życie ?! Dzięki za uczciwość. Jesteś po prostu super. Nienawidzę cię. - krzyknęłam i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Wzięłam płaszcz, ubrałam buty , wzięłam torbę i wyszłam z domu kierując się do domu Sam. Weszłam bez dzwonienia. Powiedziałam krótkie ''dzień dobry'' jej rodzicom i poszłam do jej pokoju. 
- Sam ja pierdolę. Powiedziałam matce wszystko . Kurwa.... Powiedziała że zmarnuję sobie życie tak jak ona gdy była w moim wieku , bo ja się urodziłam.. - zaczęłam skracać moją ''rozmowę'' z matką. Nawet nie skapnęłam się że ona gada z Harrym na skype i on wszystko słyszał.
 - O mój boże. Błagam Harry nie wygadaj się nikomu. 
- Spokojnie. Ale sądzę że Louis powinien się dowiedzieć. To twoja decyzja. - powiedział i pożegnał się. Sam wyłączyła laptopa i podeszła do mnie.
-Sam... co ja teraz mam zrobić ? - Zapytałam załamana siadając na podłodze i opierając się o ścianę. 
- Nie wiem... Jestem tego samego zdania co Hazza. Powinnaś poinformować Tomlinsona. On ma prawo się dowiedzieć o tym że zostanie ojcem od ciebie a nie czytając gazetę czy przeglądając Twittera. - powiedziała dosiadając się do mnie. 
- Ale ja o tym wiem. Ja się boję tego że zniszczę mu tym karierę i plany na przyszłość. - powiedziałam. 
- Jeżeli on naprawdę cię kocha to takie bzdety nie powinny mu przeszkadzać. 
- Bzdety ? Sam chyba sama nie wiesz co mówisz .. gdybyś to ty była w ciąży chciałabyś żeby Harry zostawił swoją karierę ? A po za tym to jest osoba publiczna , i gdyby paparazzi dowiedzieli się że spodziewasz się dziecka nie daliby żyć tobie i przede wszystkim dziecku . - powiedziałam waląc głową  o ścianę. 
- Jak tak na to spojrzeć to masz rację. Ale jak zauważy jakieś twoje zdjęcie z wózkiem albo brzuchem ? 
- Po pierwsze : nie jestem sławą żeby za mną z aparatem ludzie biegali a po drugie : jeżeli się dowie to ... powiem mu że to nie jest jego dziecko. 
- Chcesz go okłamać i zrobić siebie przy okazji dziwkę ? - podniosła głos.
- Oj Sam.. zmieńmy temat. -  poprosiłam. 
- Meg.. Ciągle gdy o tym rozmawiamy ty chcesz zmienić temat. Ja chcę ci tylko przetłumaczyć że tak nie można. 
- Ja to rozumiem. Możemy pogadać  o czymś innym ? Powiedz mi jak układa ci się z Harrym ? 
- Jest dobrze. Ma zamiar przyjechać niedługo. - uśmiechnęła się. - Chłopacy będą nagrywać nowe piosenki w LA więc może w końcu go zobaczę. 
- to fajnie.- sztucznie się uśmiechnęłam. Pomyślałam sobie wtedy że jak przyjadą spotkam się z Lou i wszystko wyjdzie na jaw.
- Sam , ja już idę . Dzięki za rozmowę. Narka - ucałowałam przyjaciółkę w policzek i wyszłam z jej pokoju a następnie domu. Wróciłam do domu . W salonie siedziała moja mama, Josh i Lucas.
- Meg, pozwól na chwilkę. - poprosiła mnie mama. Usiadłam na fotelu.
- Rozmawialiśmy o twojej sytuacji i razem z Joshem postanowiliśmy uznać to dziecko za swoje . - zamurowało mnie. 
- Jak to za swoje ? To jest moje dziecko i je wychowam jasne ? - Krzyknęłam. 
- Ty masz skończyć szkołę, pójść na studia , dostać dobrze płatną pracę, męża i wtedy myśl o dziecku. Nie teraz . Teraz najważniejsza jest nauka. - powiedział Josh. - Lucas ma to samo zdanie, prawda ? 
- Nie. Ja sam namawiałem Meg żeby zajęła się dzieckiem. Popieram ją w 1oo% . Sam mogę jej pomóc w znalezieniu mieszkania i zaopiekowaniu się dzieckiem . - uśmiechnął się szeroko. 
- Mieszkanie już znalazłam. I napisałam tacie że od teraz alimenty ma przesyłać na moje konto. Wyprowadzam się po sylwestrze. - powiedziałam.
- Ale ty niedawno skończyłaś 18 lat. Nie poradzisz sobie. - do oczu mamy napływały słone łzy. 
- Poradzę sobie. Nie będę sama. Mam przyjaciół. Dobranoc. - powiedziałam . Powędrowałam na górę i wzięłam szybki prysznic. Następnie położyłam się do mojego łóżka i zasnęłam.

______________________
Witam ;* Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam. Szczerze mówiąc miałam wątpliwości.. zastanawiałam się czy nie usunąć tego bloga. Ale wróciłam do was i postanowiłam dokończyć to opowiadanie <3 Czekam na wasze komentarze ;*