wtorek, 12 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 17.

                                          < Oczami Meggie >
Przez całą noc nie spałam. Siedziałam w salonie i myślałam na jaki sposób zabić tego pojeba Davida. Jebany kurwa skurwiel. Skąd się takie coś w ogóle bierze ?! Brak słów po prostu. 
Spojrzałam na wyświetlacz w moim telefonie. Dochodziła ósma. Zawsze już ktoś o tej godzinie był na nogach. A no tak. Przecież nie ma Liama, a gdy go nie ma to wszyscy mają wyjebane i śpią do której im się chce. Ale przecież ja i Liam jesteśmy spokrewnieni, i za pewnie mam coś po nim, więc niech sobie nie myślą że będą mieli luz.  Poszłam do swojego pokoju, wzięłam ubranie na dziś (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=48382968&.locale=pl) i poszłam z nimi do łazienki. Tam wzięłam długąm gorącą kąpiel. Umyte włosy wysuszyłam. Ubrałam się we wcześniej przygotowany komplet ubrań. Pomalowałam się. Włosy postanowiłam zostawić naturalne. Czyli fale. Wróciłam się do pokoju. Odłożyłam piżamę na łóżko. Telefon schowałam do kieszeni od spodni. Wyszłam na korytarz. Weszłam do pokoju tuż obok mojego. Do pokoju Harrego. Po chwili wbiegłam jak opętana i zaczęłam krzyczeć. Wskoczyłam na łóżko. Nikogo w nim nie było. 
- Pewnie jest z Sam. - powiedziałam sama do siebie. Poszłam do kolejnego pokoju. Tym razem najpierw się rozejrzałam po pokoju. Pod oknem na łóżku spał Boo Bear. Wskoczyłam na niego. 
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa.. - zaczął krzyczeć. 
- Wstawaj rumunie. - powiedziałam nadal siedząc na nim i lekko podskakując. 
- Meg, jeśli chcesz mnie gwałcić , to poczekaj. - poprawił fryzurę. - teraz możesz- cwaniacko się uśmiechnął. 
- Się uśmiałam. Normalnie beka w chuj. - zeszłam z niego.
- Uffff.. a już myślałem że chcesz mnie zapłodnić. 
- Hej. Po pierwsze, ja tam nie wiem co ty tam masz w gaciach, ale ja nie mam narządu do zapładniania, a po drugie, te dzieci byłyby takimi bossami jak ja. - uśmiechnęłam się.
- No chyba coś ci się pomyliło. Ociekałyby zajebistością tak jak ja. 
- Pfff.. to ja tu ociekam zajebistością. - powiedziałam dumnie. 
- Ja. - zaczął się przekomarzać. 
- No chyba nie. 
- A co chcesz się założyć. - uniósł jedną brew do góry.
- Z tobą już się o nic nie zakładam. Idę budzić dalej. Ty się ubierz i idź mi zrobić śniadanie. 
- Mhym.. i co jeszcze ? 
- Koktajl truskawkowo-bananowy. - powiedziałam i wyszłam. Poszłam do Zayna. 
- Eeee.. kochasiu. Wstawaj. - powiedziałam.
- Wypierdalaj, zmęczony jestem.
- Uuu.. czym ? 'I gonna way' ? 
- Nie. Wczoraj do późna pisałem z Bellą.
- Urzekła mnie twoja historia. - powiedziałam. - A teraz wstawaj. 
- Nie ma kurwa. 
- Dalej bo sobie pogadam z Bellą, wezmę ci telefon, lusterko i żel do włosów.- zagroziłam.
- No już wstaję. - podniósł się z łóżka. 
- Masz dwadzieścia minut. 
- Dwadzieścia ? - zapytał z nadzieją. 
- Piętnaście . - powiedziałam.
- Piętnaście ? - ponownie zapytał.
- Dziesięć. Zbijasz do pięciu ? - zapytałam. On pokiwał głową na 'nie' . Ja wyszłam. Nie chciało mi się już tak chodzić po tych pokojach. Wpadłam na pomysł. Poszłam do pokoju Liama. Poszperałam tam trochę. Znalazłam to czego szukałam. Wzięłam trąbkę. Taką jak na mecze. Wróciłam na korytarz. Stanęłam na jego środku. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam trąbić. Niall i Lily wyszli ze swoich pokoi. 
- Pojebało cię kurwa ? - wykrzyczała zaspana Lily.
- Ja od zawsze jestem pojebana. A teraz proszę wstawajcie. - posłałam im krzywy uśmiech. 
- A co dostanę za tak wczesne wstanie ? - zapytał Niall.
- Jedzenie. - powiedziałam z uśmiechem. 
- Dajcie mi pięć minut. - powiedział i wbiegł do pokoju. Lily zrobiła to samo. Ja zeszłam na dół, skąd było można wyczuć woń spalenizny. Udałam się do kuchni. Panował tam totalny chaos. Wszędzie skorupki od jajek, rozsypana mąka, skórki od bananów, "ogonki" od truskawek ( nie wiem jak to zielone coś, od końcówki truskawki się nazywa ) 
- Louis kurwa, co to ma być ? - wykrzyczałam. 
- Spokojnie. Posprzątam to. 
- w to nie wątpię. 
- Idź sobie gdzieś. Zawołam cię gdy będzie gotowe. - powiedział i wypchnął mnie z kuchni. Udałam się do salonu gdzie siedzieli zaspani Zayn, Niall i Lily. 
- Zadowolona jesteś z siebie ? - zapytał oburzony Zayn.
- O co chodzi  ? - zapytałam.
- Teraz będę miał worki pod oczami i nie będę tak seksowny jak zawsze. - powiedział i skrzyżował ręce na piersi. 
- Oj tam , oj tam. Pierdolisz. 
- no wiem. Ja zawsze jestem seksi. - uśmiechnął się szeroko. 
- A gdzie Sami ?  - zapytałam.
- nie wiem. nawet nie wyszła z pokoju jak tak nas miło obudziłaś. - powiedział Niall. Poszłam do niej do pokoju. Zapukałam lecz nikt mi nie odpowiedział. Postanowiłam tam wejść czy jej się to podoba czy nie. Sam siedziała po ''turecku'' na łóżku. Usiadłam obok niej. 
- Co jest ? - zapytałam. 
- Nic. - obojętnie odpowiedziała.
- To czemu nie schodzisz ? 
- Bo nie. 
- Sami, proszę cię miałaś się nie przejmować. - powiedziałam. Objęłam przyjaciółkę ramieniem i chwyciłam ją za dłoń, a raczej za nadgarstek. Ona wyrwała go z mojego uścisku i pomasowała się po nim. Groźnie się na nią spojrzałam , i ponownie chwyciłam ją za dłoń. Spojrzałam na jej nadgarstek, w okolicach żył było pełno kresek. Sam się samo okaleczyła. 
- Samanta, czy ciebie już do końca pojebało ? myślałam że już z tym skończyłaś. - nakrzyczałam na nią. Kiedyś był taki czas że sam się cięła. Była nieszczęśliwie zakochana. Ale po naszej ''interwencji'' skończyła z tym. Ja również miałam taki czas gdy to robiłam. Gdy trwał rozwód rodziców, nie dawałam sobie z tym rady. Zaczęłam palić, pić (okazjonalnie ) i się ciąć. 
- nie pojebało mnie. 
- To czemu to zrobiłaś ? 
- Też zrobiłabyś to na moim miejscu. To chyba nie ciebie nazwano dziwką przy twoim chłopaku i jego znajomych. - popłakała się. Przytuliłam się do niej. 
- Weź się tym nie przejmuj. Błagam cię. 
- Łatwo mówić, trudniej zrobić. 
- Sam, cholera. Masz zajebistego chłopaka, dwie najlepsze przyjaciółki . A ty się przejmujesz jakimś najebanym gościem ? 
- No dobra.  zejdź na dół. A ja za trzydzieści minut do was dołączę. -  wysłała mi udawany uśmiech. Jednak wykonałam jej prośbę i zeszłam na dół. Udałam się do kuchni. Oniemiałam. Był tam porządek. Nie to co jakieś dwadzieścia minut temu. Pozmywane naczynia, wytarte szafki, umyta podłoga. Wszystko wyglądało inaczej niż kilkanaście minut temu. 
- Paczaj. Wszystko posprzątałem tak jak mówiłem - powiedział dumnie Louis i wyszczerzył zęby. 
- Nie no.. gratulację.- klasnęłam trzy razy w ręce.- A teraz daj mi moje śniadanko. - usiadłam przy wyspie kuchennej.
- No, no, no.. jakoś tak wyszło że naleśniki się spaliły, ciasto wylało, a do koktajlu wlałem przeterminowane mleko i owoce się skończyły. - powiedział i pomasował się po karku. - ale za to mam dla ciebie kanapki z serem i ketchupem oraz.. sok pomarańczowy.  

- No niech ci będzie. Ale musisz mi to jakoś zrekompensować. - uśmiechnęłam się. 
- jakoś spróbuję. - odwzajemnił gest i wyszedł. Ja zjadłam posiłek. Brudny talerz oraz szklankę włożyłam do zmywarki. Postanowiłam zaplanować sobie jakoś dzisiejszy dzień. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i zadzwoniłam do Belli. Wczoraj planowałyśmy żeby się spotkać, ale miałam jeszcze to potwierdzić.


                                                            //ROZMOWA//
Bella - Halo ? 
Meg- Hejka to ja. 
Bella- o. Meg właśnie miałam dzwonić. 
Meg - no widzisz telepatia. Słuchaj mam propozycję.
Bella- no słucham. 
Meg- Po wczorajszej sytuacji Sam chodzi smutna i bez chęci do życia. Może byśmy zrobiły taki babski wypad ? No wiesz.. kino, zakupy, obiad. 
Bella. - brzmi nieźle. A o której ? 
Meg- jakoś za godzinę . Pasuje ci ? 
Bella. - tak jasne. wbiję po was.  To do zobaczenia.
Meg. - Nom. Pa pa.   


                                                                // KONIEC//


To dzisiejszy dzień jest zaplanowany. Poszłam do salonu gdzie siedzieli wszyscy. Nigdzie nie było miejsca, gdyż Niall leżał na sofie, jadł chipsy i nikogo nie chciał wpuścić. Zayn siedział na fotelu, a reszta na podłodze. Zauważyłam że mulat miał jeszcze trochę miejsca obok siebie. Postanowiłam tam usiąść. Ledwo , ale się zmieściłam. Zayn spojrzał się na mnie z miną "WTF" . ja mu pokazałam język. 
- Wygodnie ? - zapytał gdy położyłam mu głowę na ramieniu. 
- Nie. Masz twarde mięśnie. Zbyt dużo czasu spędzasz na siłowni. - powiedziałam z głupkowatym uśmiechem. 
- To miała być obelga ? Bo dla mnie brzmiało to jak pochwała. - uśmiechnął się dumnie.
- Każdy słyszy to co chce. - zaśmiałam się. 
- Co dziś na obiad ? - zapytał po chwili Niall. 
- Nie wiem. Im się pytaj. Nas dziś nie ma na nim. - powiedziałam.
- A gdzie jesteśmy ? - zapytała Sam.
- Damski wypad. Idziemy my trzy i Bella. - powiedziałam. 
- Bella ? A gdzie idziecie ? może my się z wami przejdziemy ? - zapytał Zayn.
- D.A.M.S.K.I. W.Y.P.A.D. - przeliterowałam mu. - może później tu wpadniemy z nią. 
- Nie może tylko na pewno.- powiedział i objął mnie ramieniem. 
- Gdzie Harry ? - zapytała  Lily. 
- Nie wiem. Nie ma go od rana. - powiedziałam. 
- Coś wam muszę powiedzieć ! - nagle wypalił Louis.
- no..
- Meggie mnie dziś gwałciła. - udawał płacz. - i mogę być w ciąży. - każdy zaczął się śmiać. 
- Pierdol bułę. - powiedziałam
- Zostań emo. - dopowiedziała Sam. 
- " Hey, I just met you, and this is crazy,
 but here's my number, so call me, maby" - zaczęłam śpiewać. 
- Zlituj się. - wykrzyczała Lily.
- No chyba nie. - powiedziałam. 
- Sam co tak zamulasz ? - zapytał Louis. 
- śpiąca jestem. - skłamała, i zaczęła się się bawić bandamką którą sobie zawiązała na ranie. 
- A po co tobie to coś na ręce ? 
- Bo mi się tak podoba. - odpowiedziała. 
- Zmieńmy temat. - powiedziałam. Usłyszałam dźwięk sms'a. Z trudnością ale wyciągnęłam telefon. ~" Jestem już pod waszą chatą. Z łaski swej otwórz drzwi. ;D x ~ Isabella. Zauważyłam  że Zayn również to przeczytał.
- ładnie to tak czytać cudze sms'y ? - zapytałam waląc go w głowę. 
- Cicho. Nie psuj mi fryzury. Idę otworzyć drzwi. - powiedział.
- Okej. - powiedziałam . I wstałam. On skierował się w kierunku drzwi, - ej, dziewczyny idziemy już. - powiedziałam. Poszłyśmy na korytarz. Mulat już tam zarywał do Belli. 
- Tej. Nie chcę wam przerywać romansu, ale już idziemy ? -  zapytałam. Bella spaliła buraka, a Zayn spojrzał jakby chciał mnie zabić i odszedł. Oj tam i tak wiem że mnie Lovcia. Wyszłyśmy z domu. 
- To tak właściwie gdzie idziemy ? - zapytała Lily. Która dziś była wyjątkowo cicho.
- Najpierw do kina , a później zobaczymy - uśmiechnęłam się. Szłyśmy gadając o wszystkim. O ciuchach, Londynie, Ameryce, jedzeniu ( ulubiony temat Lily ). Doszłyśmy do kina. 
- To na co idziemy ? - zapytała Lily. Automatycznie wszystkie spojrzałyśmy na Sam. W końcu ten wypad był głównie dla niej. 
- Mi to obojętnie. Wy wybierajcie. 
- Nie ma kurwa.. ty wybierasz. - powiedziałam. 
- Ale ja w ogóle dziś ochoty na kino. Możemy iść gdzie indziej ? - zapytała z miną smutnego pieska. 
- Jasne, a gdzie ? 
- No nie wiem.. Może na zakupy. - uśmiechnęła się. 
- Okej. Bella, gdzie jest tu jakieś centrum handlowe, bo my byłyśmy ale to było w innym kierunku. - powiedziała Lily.
- Wystarczy się odwrócić. - zaśmiała się brunetka. Odwróciłam się razem z Lily. Moim oczom ukazał się sporej wielkości budynek. Okna prawie zasłaniały "ściany" . Przeszłyśmy na drugą stronę ulicy. Oczywiście ja byłam na niej pierwsza bo dziewczyny jak idiotki czekały za zielonym światłem. Ja mam na to wyjebane. Jak mnie tir czy jakiś inny samochód potrąci to trudno. żyję się tylko raz. I ja z tego życia korzystam. , lubię dręczyć tylko guziczki od sygnalizacji świetlnej. Podeszłyśmy pod budynek..


                                                                                  C.D.N..
_________________
Krótki + dość dawno nie dodawałam. Ale cóż. Poprawki.. :D Zmieniłam czcionkę. Jak wam się podoba ? ;D Nie wiem kiedy kolejnyy <3 
A oto nowa postać. : 


Isabella Ducan - 18 lat. 






niedziela, 3 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 16.

                                                            < Oczami Lily > 
Domówka mi się spodobała. Trochę piję, tańczę, gadam- głównie z Mattem. Aktualnie siedzę samotnie w kuchni przy wyspie kuchennej i piję drinka. Przez głośną muzykę nie słyszę własnych myśli, ale za to słyszę donośny śmiech Meg. Słychać go coraz wyraźniej , co znaczy że się zbliża. Nie myliłam się. Po chwili Meggie i jakaś dziewczyna  były w tym samym pomieszczeniu co ja. 
- ooo.. hej. Gdzie jest Matt ? - zapytała przyjaciółka.  
-W łazience. - odpowiedziałam.- A tak przy okazji jestem Lily . - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń do brunetki. 
- Isabella. - dziewczyna uścisnęła moją dłoń. Meg szperała w lodówce. W  końcu wyciągnęła z niej butelkę wódki i coli . Zaczęła robić drinki. 
- Miśku, ja też poproszę. - krzyknęłam w stronę przyjaciółki. 
- Przecież jeszcze masz. - spojrzała się na mnie krzywo. Na te słowa wypiłam połowę szklanki, jednym duszkiem. 
- Już nie. - wyszczerzyłam ząbki. 
- Młody alkoholik. - zaśmiała się i wzięła ode mnie szklankę by zrobić napój. 
- Oj tam oj tam. - pokazałam jej język.
- właśnie zabiłaś dwa jednorożce. - uśmiechnęła się , Bella.
- Upssss. przepraszam. zaśmiałam się śmiechem godnym, Meg. Dziewczyny uczyniły to samo. 
-'' yo, yo mada- faka zajebali mi składaka '' - powiedziała moja wariatka, podając nam szklanki z napojem. 
- O czym gadacie ? - zapytał Matti wchodząc do kuchni.
- A tak ogólnie- powiedziała Isabella. 
- ooo.. Hejoł. co ty tu robisz i gdzie zgubiłaś Toma  ? - powiedział i objął mnie w talli , na co ja spaliłam buraka. 
- Zastępuję tu tak jakby brata bo nie mógł przyjść. Wiesz, oni bu go tu nie zaprosili, że w sensie Toma. Więc jestem bez niego.- powiedziała. - a wy jesteście razem ? - wskazała palcem na mnie i Matta. 
- Tak/Nie. - powiedzieliśmy równo. To znaczy ja powiedziałam NIE a on TAK . 
- nie, nie jesteśmy razem. - poprawiłam znajomego i spojrzałam na niego z grymasem na twarzy. 
- aham. - wymruczała pod nosem i spojrzała na Meg z miną 'WTF' na Meggie. Ona tylko wzruszyła ramionami.
- Dobra, widzę że musicie pogadać. nie przeszkadzamy - powiedziała Bella, wzięła drinka i lekko pchnęła Meg w stronę drzwi, bo jej się nie paliło by wyjść.
- Myślałem że jesteśmy razem. - powiedział z oburzeniem, Matt. 
- Ale nie jesteśmy. Bo po pierwsze nawet mi się nie zapytałeś,  a po drugie nie chcę z tobą , chociażby na razie być. 
- powiedziałaś 'na razie' czyli jest jakaś nadzieja ? - zapytał kładąc ręce na moich biodrach. 
- Nadzieja zawsze jest. - zaplątałam ręce wokół jego szyi. Nie musiałam długo czekać, by poczuć jego usta na moich. Był trochę bardziej namiętny niż inne. 
- Dobra, idę na chwilkę pogadać z Erickiem. - oznajmił gdy się odkleiliśmy się od siebie i wyszedł. Poszłam do salonu gdzie odbywała się prawie cała impreza.  Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Bella, Meg i Zayn rozmawiają, Louis pije piwo z Harrym, Sam gada w koncie z Davidem. (Tak nawiasem mówiąc, może coś z tego będzie.) a reszta gości tańczy, rozmawia lub pije. Usiadłam na sofie i popijałam drinka , wcześniej przygotowanego przez Meg. 
- Z buta wjeżdżam - usłyszałam a po chwili ujrzałam but przed swoją twarzą. Odruchowo zakryłam ją. Kilka sekund później usłyszałam charakterystyczny śmiech. Nawet Meg czy Sam takiego nie mają. Ich śmiechy są zaraźliwe. Ale w porównaniu do tego wymiękają. 
- Niall, morda dawno laczka nie widziała  ? - krzyknęłam.
- Osobiście widziałem dziś. Leżały na korytarzu. Co prawda nie miałem go na TWARZY  ale to też się chyba liczy - powiedział z dumą i wielkim bananem na słodkiej twarzy. Wiem że mówię o nim jak o małym dziecku, ale czasami tak czuję. Zachowuję się jak młodszy brat z którym nigdy się nie kłócę i mam dobry kontakt. 
- Urzekła mnie twoja historia. - wybuchnęłam donośnym śmiechem.
- No wiem jest zajebista. Tak jak cały ja.- wypiął pierś do przodu. 
- Znów całowałam się z Mattem. - zmieniłam temat. - co się ze mną dzieje ? 
- Może po prostu się w nim zakochałaś - pogłaskał mnie po placach . 
- No właśnie nie. Ja dobrze wiem kiedy jestem zakochana , a kiedy nie. Teraz na sto procent nie jestem zakochana. 
- może teraz tego nie zauważyłaś. 
- Ale ja go nawet jak przyjaciela nie traktuję. Na przykład. Z tobą mogę pogadać o wszystkim. Zawsze mi doradzisz, wesprzesz. A z nim głównie się liżę. A jeżeli gadam to o jakiś bzdetach. - przytuliłam się mocno do niego. 
- To powiedz mu że nie chcesz z nim być i tyle. Powiedz mu to samo co mi. Powiedz że nie chcesz takiego czegoś. Że masz w sobie kulturę i dumę. - pogłaskał mnie po włosach. 
- No ale on tak jakby sądzi że jesteśmy razem. To znaczy ja mu wszystko wyjaśniłam że na razie nic z tego nie będzie. 
- No i po sprawie. Uśmiechnij się. A teraz choć tańczyć .- pociągnął mnie za rękę. Po chwili byliśmy już na środku ' parkietu'. 


                                         < Oczami Sam > 
- - Kiedy powtórzymy naszą randkę ?- zapytał David. Chwilę przed jego podejściem gadałam z Harrym. Powiedział mi że musi pogadać z  Lou , bo ostatnio coś zaniedbał Larrego. Oj nie ładnie. Niestety po jego odejściu podszedł David. 
- Nigdy ! To nie była randka.  Ile razy mam to tobie powtarzać ? Weź się ogarnij człowieku.  - powiedziałam. 
A dla mnie to była randka. Czemu się do tego nie przyznasz . Lecisz na mnie.Taka jest prawda. Skończ już się tego tak wypierać. 
- Pfff.. Ty skończ to sobie wmawiać. Ja jebie . Ogar !
- Sam kocham cię. - powiedział i się zbliżył. 
- Ale ja cię nie . Zrozum. Kocham kogoś innego.- po raz pierwszy powiedziałam że kocham Harrego. Zawsze mówiłam że jestem w nim zakochana. Przecież znam go dopiero dwa- trzy tygodnie, a  jestem z nim nawet nie cały tydzień. Ale taka jest prawda. 
- Że niby kogo ? a z resztą nie ważne. wiem że on nie kocha cię tak bardzo jak ja.- powiedział. Przyciągnął mnie do siebie. Jedną rękę położył na biodrach, a drugą na mojej twarzy. Automatycznie go odepchnęłam, i sprzedałam mu liścia. Z dumą odeszłam, kątem oka spojrzałam na masującego się po policzku, Davida. Poszłam do Harrego i Louisa.
- Porywam na chwilkę Stylesa. - powiedziałam i zaprowadziłam go na dwór. 
- Co się stało ? - chwycił mnie za biodra i lekko przysunął do siebie. 
- Mam już dość Davida i jego krzywych zalotów. Dziś mi powiedział że mnie kocha. 
- jak to ? uwierzyłaś mu w to ? 
- Nie ale.. - nie dokończyłam bo Harry mi przerwał pocałunkiem. 
- Nie pozwolę mu odebrać mi cię. Zbyt  mocno cię kocham - powiedział pacząc mi prosto w oczy. Teraz zrozumiałam że David nie mówił tego szczerze. Nawet nie spojrzał mi się na twarz tylko na .. CYCKI.
- Ja też cię kocham idioto - rzuciłam mu się na szyje. I namiętnie pocałowałam. Wracamy ? - zapytałam. 
- Czekaj chwilkę. - powiedział. - nie chcę już tego urywać. Bo po co ? niech sobie ludzie myślą co chcą. Mam ich gdzieś. I może wtedy ten zjeb się odczepi. - powiedział chwytając mnie za dłoń. 
- Dobrze. Masz rację. Głupia byłam wymyślając coś takiego . 
- Nie prawda. To było fajne. Ale czas z tym skończyć. - słodko się uśmiechnął. - teraz już możemy wracać. 
- jeszcze nie. - powiedziałam. Spojrzałam na niego. I dałam mu soczystego całusa - teraz już możemy iść - uśmiechnęłam się. Chwyciliśmy się za dłonie i weszliśmy do środka. Podeszliśmy do sofy gdzie siedział Lou i Meg. 
- Harold Edward Styles. - wykrzyczał Louis.
- tak ? 
-Czy masz mi coś do powiedzenia ? 
- No tak. Od pewnego czasu chodzę z Sam. Ale wy jesteście mało kumaci i tego nie zauważyliście. 
-Jak ty mogłeś. - Louis udawał zdołowanego. - Ale w sumie.. Obiecałem Sami że się z nią podzielę, tobą. Ale masz o mnie pamiętać - Lou przytulił się mocno do Hazzy.
- Oczywiście że będę. Larry Forever. - uśmiechnął się odklejając do marchewkojada. Usiadł na sofie a ja mu na kolanach. 
-  Meg. To tak boli. - Tommo udawał płacz i przytulił się do przyjaciółki. 
- choć tańczyć. - powiedziała mu. I pociągnęła go na ''parkiet''
- A my kiedy zatańczymy ? - zapytał Harold. 
- Może później bo teraz tak mi się wygodnie siedzi. 
- No wiem. Jestem taki wygodny. - Uśmiechnął się. Jednak po chwili znikło mu to z twarzy , gdyż podszedł najebany David. 
- To z tym pedałem chodzisz ? - zapytał. 
- Uważaj na słowa. - upomniałam go. 
- bo co ? - zaczął się coraz bardziej agresywnie zachowywać. 
- Już raz dostałeś ode mnie w twarz. Chcesz jeszcze ? - zapytał Hazza. 
- Harry, spokojnie. - poprosiłam go. 
- Wiesz co .. Jesteś dziwką. - David krzyknął w moją stronę. I to na tyle głośno że każdy to usłyszał, a muzyka ucichła. Ja się popłakałam. Podeszły do mnie Lily, Meg i jakaś dziewczyna której nie znam . Chłopcy za to podeszli do Harrego. Był on nieźle wkurwiony. Z pięści dał mu w nos. Ten poleciał na ziemie. Spojrzał na Hazze gniewnym spojrzeniem, podniósł się przy pomocy swoich BBF ( Matta i Erica ) 
- Wypierdalajcie stąd - krzyknął Louis. Oni wyszli. 
- No na tym chyba dziś zakończymy domówkę. Przykro nam. - powiedział Zayn. Wszyscy posłusznie wyszli. Została tylko nasza dziewiątka. 
 _ Weź się nim nie przejmuj. Próbował cię wyrwać żeby wygrać jakiś zagład. - Meg się do mnie przytuliła. 
- W chuj mi miło. - powiedziałam i poszłam do siebie. Nawet nie chciało mi się myć. Ubrałam się szybko w piżamę i położyłam się do łóżka. Zaczęłam histerycznie płakać. Czy ja serio jestem dziwką ?!
- Sami, przepraszam nie powinnam ci tego mówić. - usłyszałam głos zza pleców. Odwróciłam się i ujrzałam smutną Meg.
- jest okej. Nie przejmuj się. ja go i tak miałam gdzieś. Ale teraz każdy myśli że jestem dziwką. a to nie prawda. Nawet temu kolesiowi buziaka w policzek nie dałam. - przytuliłam się do przyjaciółki. - Harry pewnie też.
-Nawet tak przez chwilę nie pomyślałem. Kocham cię i  Nie przejmuj się innymi. .- usłyszałam inny głos. I ujrzałam Hazze. 
- To ja was zostawię. - Meg wyszła z pokoju. 
- Harry przepraszam. - powiedziałam.
- Nie twoja wina. Koleś do psychiatryka się nadaje. Olej go. - powiedział i się przytulił. 
- Łatwo ci mówić. 
- Nie jest łatwo mi mówić. Bo on to powiedział o mojej dziewczynie. 
- No tak ale..
- żadnego ale.. kocham cię i się tym nie przejmuję co mówią inni. - pocałował mnie. - a teraz proszę idź spać. Ja im pójdę pomóc ogarnąć dom. - powiedział i mnie cmoknął w usta. -dobranoc. 
- Dobranoc. 


   ___________________
koooolejny. ! końcówka trochę zjebana. ale kit. Proszę zostaw  po sobie KOOOOMENTARZ ! <3