niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 28.

                                                             *5 miesięcy później*

   Minęło już tyle czasu od tamtych wakacji. Mieszkam sama w wynajętym mieszkaniu. Ma 3 pokoje , salon, kuchnię i łazienkę więc jest duże. Z mamą niby się pogodziłam ale rzadko z nią rozmawiam. Mam za to cudownych przyjaciół na których zawszę mogę liczyć. Nawet gdy wyglądam jak baleron. Termin porodu mam za 2 tygodnie. Wiem że ma to być dziewczynka. Już wszystko jest gotowe. Zdałam maturę więc już mam wyjebane na szkołę. Zmieniłam kolor włosów. Teraz są brązowe. 

  Tak sobie siedzę sama w domu , oglądam telewizję i czekam za dziewczynami z którymi mam obejrzeć film. Dostałam sms'a od Lily która informuje mnie w nim że mam szykować popcorn , bo właśnie wychodzą z domu Sam.  Leniwie wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z niej trzy szklanki i razem z sokiem zaniosłam do salonu. Następnie wstawiłam popcorn do mikrofali. Po niecałych 4 minutach jedzenie było gotowe. Wsypałam do miski i położyłam na ławie. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. 
- Siemankoo - krzyknęła uśmiechnięta Sam. 
- Cześć wam - odpowiedziałam. 
- To co dziś oglądamy ? - zapytałam przeglądając swoją kolekcję filmową. 
- Lol- wykrzyczała Lily. Puściłam nasz ulubiony film i dosiadłam się do przyjaciółek. Dziewczyny zajadały się się popcornem a ja popijałam sok. 
- Ale ten Kayl jest sexy - westchnęła Sam. 
- Noo. Ruchałabym - zaśmiałam się. Oglądnęłyśmy film do końca. Posprzątałam brudne naczynia z salonu i zaniosłam do kuchni. Poszłam załatwić potrzebę do toalety. <Myjąc ręcę usłyszałam dzwonek do drzwi ,a następnie pisk dziewczyn. 
- Sam ? Lily ? możecie na chwilę tu przyjść  ?- powiedziałam opierając się o zlew. Przyjaciółki uśmiechnięte przybiegły do łazienki. 
- Co się stało ? Kto przyszedł ? - zapytałam. 
- Harry, Niall i Zayn - wykrzyczała Sam. 
- Chyba sobie ze mnie żartujesz ? Jak ja mam tam wyjść w takim stanie ? - zapytałam zdenerwowana pokazując im na mój brzuch który już był naprawdę wielki . 
- To nie powiedziałaś nawet Zaynowi ? A Liamowi ? 
- Nikomu z 1D. - odpowiedziałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Lily , długo jeszcze ? Stęskniłem się miśku - powiedział Niall. 
- Idź do niego , a ty Sam idź do Harrego. - uśmiechnęłam się. 
- Dobrze . Zrobimy tak.. Ja i Lily weźmiemy Hazze i Nialla na spacer czy coś.
- A co  z Zaynem ? - zapytałam. 
- Pogadaj z nim. - Mam z nim porozmawiać ? Niby o czym ? Olał mnie. Był moim przyjacielem a tak z dnia na dzień po porostu przestał ze mną rozmawiać. No ale w sumie co mi szkodzi. 
- Dobrze więc idźcie a jak już będziecie wychodzić z mieszkania to krzyknij . Dopiero wtedy wyjdę z łazienki. - powiedziałam . Dziewczyny wyszły z pomieszczenia i po niecałych 5 minutach Lily krzyknęła ' Wychodzimy Meg' . Odkluczyłam drzwi i poszłam do salonu. W domu panowała cisza, więc pomyślałam że Zayn rówiniesz poszedł. Ale oczywiście nie miałam racji. Na sofie siedział mulat. Stanęłam w progu. 
- Cześć - powiedziałam. Podniósł wzrok na mnie. Myślałam że zaraz gałki oczne mu wyskoczą.
- Cześć Meg - powiedział cały czas patrząc na mój brzuch. 
- No proszę, powiedz co sobie teraz myślisz a nie gapisz się jak idiota jakiś. - krzyknęłam zdenerwowana całą tą sytuacją. - skąd w ogóle mieliście ten adres ? - usiadłam na fotelu. 
- Od twojej mamy. Liam jest teraz u niej. - odpowiedział. - Meggie, powiedz mi .. Czy to jest dziecko Louisa ? 
- Tak jego. 
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? On wie o tym  ? 
- Kiedy ci miałam powiedzieć ? Jak gadaliśmy na skypie przy wszystkich, czy może jak przestaliście do mnie dzwonić i pisać. I nie Lou nie wie o tym. I tak ma zostać , jasne ?  
- Przepraszam że nie odzywałem się do ciebie. Nie miałem czasu. Wszyscy go nie mieliśmy.Sama wiesz.. Nagrywanie płyty, koncerty, wywiady itp. 
- Oh no tak przecież wy jesteście sławni, a przecież tacy ludzie nie mają czasu dla starych przyjaciół. - powiedziałam. - I właśnie dlatego nie chciałam żeby Louis się dowiedział. 
- Dowie się prędzej czy później. Właśnie jest w drodze i za jakieś 15 minut tu będzie. -wstał i przykucnął przy mnie. 
- Jeszcze raz cię przepraszam. - uśmiechnął się. 
- Zayn.. wiesz  że zawsze będziesz numerem 1. - przytuliłam go. - Ja też cię przepraszam za dzisiaj. Cieszę się że cię widzę. - Rozmawialiśmy tak przez dłuższą chwilę. Opowiadał mi o jego związku z Bellą, o koncertach i skrócił mi cały ten czas gdy się nie widzieliśmy. Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. 
- To Liam i Lou. Musisz mu to powiedzieć . - powiedział.
- Nie mam odwagi . - zasmuciłam się. - Nie przy tobie i Liamie. 
- Wyjdziemy ale obiecaj że powiesz mu całą prawdę. Wiem że coś jeszcze do niego czujesz , bo widać to w twoich oczach. - Zayn wstał i poszedł otworzyć im drzwi. Było słychać ich rozmowę .
- Zayn, wpuść mnie. Martwię się o nią. Ciocia mówiła że w ogóle z nią nie rozmawia i nie powiedziała mi dlaczego tak jest. - usłyszałam głos Liama. 
- Dobrze, ja już wszystko wiem i wytłumaczę ci w aucie. Zostawmy Meg i Louisa samych. 
- Mnie ? - Ten głos. Nic się nie zmienił. 
- Tak ciebie. Wychodzimy Liam. - Po chwili było słychać dźwięk zamykanych drzwi. 
- Meg ? gdzie jesteś ? - Louis mnie wołał. Wyszłam na korytarz. 
- Tutaj . - lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na niego . Wyglądał inaczej. Włosy postawione na żel, kilkudniowy zarost miał wiele tatuaży i jego styl ubierania.. miał na sobie bluzkę na ramkach ze zdjęciem jakiejś dziewczyny , spodnie z krokiem i czarne vans'y. Widziałam jego oczy. To spojrzenie spowodowało u mnie gęsią skórkę. Postanowiłam pójść z powrotem do salonu. Usiadłam na sofie i czekałam aż on też tu przyjdzie. 
- Jak to się stało ? - powiedział i stanął obok okna. 
- Poważnie mam ci to tłumaczyć ? Nie bój się. Nikt obcy nie dowie się że to jest twoje dziecko. Mogę też powiedzieć naszym znajomym że zrobiłeś testy na ojcostwo które wykazały że to nie jest twoje dziecko. - powiedziałam. - Będziesz mógł ułożyć sobie normalne życie. 
- Który to miesiąc ? - zapytał. 
- 9. Za Termin porodu mam za 2 tygodnie. 
- Nie zostawię cie samej z dzieckiem. - powiedział i usiadł obok mnie. 
- A może ja tego chcę ? Może chcę sama ją sama wychować ? 
- Ją ? Będę miał córeczkę ? 
- Tak. - spojrzałam w jego oczy. - Ale nie liczę na twoją pomoc. Udajemy że nic się nie stało. Ty nadal będziesz bożyszczem nastolatek, a ja zostanę tutaj. Jakbyśmy się nigdy nie spotkali. - Po tych słowach wspomnienia wróciły. 
- Ale jak to ? Nie wyjadę stąd. Nie zostawię cię. Nie teraz gdy możemy do siebie wrócić. Sama mówiłaś na lotnisku że nadal mnie kochasz i ...  - przerwał. 
- Sam zaproponowałeś żebyśmy zapomnieli o tych wakacjach . Ja to zrobiłam. Teraz twoja kolej. 
- Nie wierzę ci . - powiedział przybliżając się. -gdybyś rzeczywiście nic do mnie nie czuła , nie wpuściłabyś mnie tu. Skłamałabyś że to nie moje dziecko. Znam cię i wiem że... - Do mieszkania ktoś wszedł. 
- Meggie już jestem . - Lucas wszedł do salonu- sorry za spóźnienie, ale... Co on tu robi ? - pokazał palcem wskazując na Louisa. 
- Przyjechał dokończyć płytę. - powiedziałam. - Louis to jest Lucas. 
- Cześć. - odpowiedział . Widać że nie wiedział co się dzieje. 
- Lucas.. to nie jest właściwy moment. Mógłbyś wyjść ? - zapytałam . 
- dobrze. - Odpowiedział i pocałował mnie w policzek, i spojrzał na Louisa gardzącym wzrokiem. Gdy mój przyrodni brat wyszedł, Lou nie wytrzymał i wstał. 
- Możesz mi kurwa powiedzieć kto to był ? Jakiś twój nowy kochaś ? Może to jest jego dziecko a teraz razem próbujecie wyciągnąć ode mnie pieniądze co ? No powiedz. - wykrzyczał. Nie poznawałam go. Stał się wulgarny, agresywny i nerwowy. 
- Ja pierdole Louis.. - powiedziałam pod nosem, a po chwili znacznie podniosłam swój ton. - Teraz mnie kurwa posłuchaj. Jeżeli uważasz mnie za szmatę która pierdoli się z kim popadnie to jesteś w błędzie. Ale proszę bardzo myśl sobie że to jest jego dziecko. Teraz już nic nas nie łączy. 
- Meg kurwa czy ty nie rozumiesz że ja cie nadal kocham ? Że chcę być jak najbliżej ciebie ? I wybacz ale jeżeli widzę w twoim mieszkaniu jakiegoś kolesia który cię całuję to wszystko grzeje się we mnie. - powiedział i usiadł na fotel. 
- W takim razie świetnie okazujesz swoje uczucia. Porównując mnie do taniej dziwki. Naprawdę super. - powiedziałam . -a teraz wyjdź. Nie chcę cię znać . - moje oczy zaszkliły się. Louis bez słowa wyszedł. Poszłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam płakać. Po jakimś czasie zasnęłam.. 


Obudziło mnie pukanie, a właściwie walenie w drzwi. Chciałam wstać i zobaczyć kto się tam dobija. Nie mogłam się ruszyć. Miałam straszne skurcze. Próbowałam głęboko oddychać. 
- Ałaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa- krzyczałam . Nie wiedziałam gdzie mam telefon. Wołałam o pomoc. Nagle po chwili do mojego pokoju wbiegł Louis z Lucasem ? 
- Meg co się dzieje? - Luck podszedł do mnie i próbował mi jakoś pomóc. 
- Wody mi odeszły. - krzyknęłam. 
- Dasz radę wstać ? Jedziemy do szpitala. Gdzie masz kluczyki od auta ? - zapytał.
 - Na szafce w kuchni. 
- Idź po nie. - powiedział do Louisa który stał jak wryty . - Nie słyszysz ?! Idź po te jebane kluczyki. - krzyknął . Pomógł mi wstać. Zjechaliśmy windą na parter. Lou odtworzył drzwi od auta. Sam wsiadł na miejsce kierowcy. Ja z Lucasem usiadłam na tylne siedzenia. 
- A wiesz chociaż gdzie masz jechać ? - Ja się w ogóle nie odzywałam. 
- Wiem. Często tu bywałem. - spojrzał w lusterko wsteczne. 
- To ruszaj a nie się gapisz. - To chyba była najdłuższa podróż w moim życiu. Siedziałam wtulona w Lucasa i głęboko oddychałam. Martwiłam się że jest już za późno. Gdy tylko dojechaliśmy wybiegliśmy z auta. Przyjaciel wziął wózek inwalidzki spod wejścia i kazał mi na niego usiąść. Wjechaliśmy na 2 piętro windą. 
-  Niech ktoś nam pomoże - powiedział przy recepcji - Ta dziewczyna rodzi. 
- Dobrze , spokojnie już informuję doktora. a tymczasem ja się nią zajmę. Panowie niech tutaj poczekają. - powiedziała i odjechała wraz ze mną....

                                                        *Oczami Louisa* 

To wszystko działo się tak szybko. Ledwo dowiedziałem się że moja ukochana jest w ciąży ,a kilka godzin później wiozę ją do szpitala na porodówkę. Jeszcze z nim. Kto to w ogóle jest. 
Byłem cały roztrzęsiony. Postanowiłem poinformować dziewczyny i zespół o tym. Wybrałem numer do Lily. 

* Rozmowa*
Lily : Hallo ? 
Louis : Lily, jesteś z Niallem  ? 
Lily : I resztą . A coś się stało ? 
Louis : Meg jest w szpitalu. Wody jej odeszły. 
Lily : Louis, uspokój się. Zaraz będziemy. 
Louis : Okey. Czekam. 


 Nagle z sali wyjeżdża lekarz wraz z Meg. 
- Co się dzieje ? gdzie ją zabieracie ? - zapytałem. 
- Na salę. Tutaj miała robione tylko badania. - powiedział i odjechał . Pobiegłem za nim. 
- A mogę być przy niej podczas porodu ? - Zapytał Lucas. On podczas porodu ? Przecież to ja jestem ojcem. 
- Ty ? Chyba ja powinienem tam być. - odpowiedziałem. 
- Panowie, żaden z was tam nie wejdzie. Pacjentka nie wyraziła na to zgody. - powiedziała pielęgniarka. - tutaj czekajcie. 
Usiadłem na krześle i chwyciłem się za kark . Lucas ? Tak, chyba tak ma na imię. W każdym razie cały czas chodził. Po półgodzinie miałem tego dosyć. Irytowało mnie to. 
- Możesz przestać ?  - zapytałem ze spokojem, chociaż byłem kłębkiem nerwów. 
- Bo co ? - stanął i się spojrzał. Również ruszyłem swoje cztery litery i podszedłem do niego. Już chciałem mu walnąć ale się powstrzymałem. 
- Bo gówno. - odszedłem i pokierowałem się do baru na dole. Kupiłem sobie kawę z automatu. Nie obyło się bez zdjęć i autografów. Nie było tego dużo bo zaledwie 15 osób. Gdy wróciłem pod salę już wszyscy tam byli. Razem z mamą i ojczymem Meggie. Wziąłem głęboki oddech i usiadłem pomiędzy Liamem,  który siedział obok swojej rodziny, a Sam. 
- Louis..- Zaczął nasz Daddy. 
- Liam nie teraz. - powiedziałem chwytając się za głowę. Co ja zrobiłem .. To przeze mnie ona teraz rodzi. Dziecko będzie wcześniakiem. Muszę z nią porozmawiać. Przeprosić po raz kolejny, postarać się o nią. Chociaż ona teraz ma tego swojego Lucasa.. Jakim ja jestem idiotą. Trzeba było z nią normalnie rozmawiać a nie obrażać się jak 5-letnie dziecko. Przyjechałem tu odzyskać ją, a zamiast tego nazwałem ją dziwką. Brawo dla ciebie za inteligencję..


Po trzech godzinach z sali wyszedł lekarz. Ja, Lucas, Liam i rodzice Meg podeszliśmy do niego. 
- Spokojnie. Proszę dać mi trochę przestrzeni osobistej - zaśmiał się. - Który z panów jest ojcem ?  - Spojrzałem na Lucasa który patrzał na mnie. 
- Ja. - odpowiedziałem. 
- W takim razie gratuluję panu . Ma pan śliczną, zdrową córeczkę. - powiedział i wrócił na salę. Zacząłem skakać jak idiota. 
- Chłopaki mam córkę. - podbiegłem do nich, a ci przytulili mnie. - Kurwa nie macie pojęcia jak się cieszę. Podbiegłem do pielęgniarki która wyszła z sali . 
- Kiedy będę mógł je zobaczyć ?  - zapytałem. 
- Kogo ? 
- No Meggie i moją córeczkę . - uśmiechnąłem się. 
- Ah no tak przepraszam. Dziecko jest teraz na badaniach a pani Payne śpi.  Sądzę że dziecko za jakieś 15 minut. Przyjdę tutaj po pana.Ale tylko tata może pójść do niego. Resztę państwa muszę już wyprosić. a narzeczoną dopiero  jutro , bo za chwilę kończy się godzina odwiedzin. - odpowiedziała i poszła.  - Narzeczoną ? W sumie czemu by nie. Każdy po kolei wychodził. Chłopacy będą czekać za mną pod szpitalem. Podszedł do mnie Lucas. 
- Oddaj mi  kluczyki od auta i mieszkania Meg. - powiedział. Niechętnie sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem wszystko z kieszeni. Wyrwał mi je z dłoni i wyszedł. Jej mama również mnie 'zmierzyła' i wyszła. Cała jej rodzina mnie nienawidziła. Mieli mnie za kolesia który zrobił dziecko Meg. Sądzili że jej nie kocham, że ją zostawię jak mi się znudzi. 
- Zapraszam pana. Ale tylko na chwileczkę. - uśmiechnęła się pielęgniarka. Weszliśmy do sali gdzie było mnóstwo niemowlaków. Wszystkie leżały w łóżeczkach. Rozglądałem się i szukałem swojej córeczki. 
-tutaj jest. - pokazała mi na łóżeczko oddalone od pozostałych. Spojrzałem na nią. Była taka malutka i bezbronna. Miała oczy jak Meg. Te w których się zakochałem. Z nią było dokładnie to samo, pokochałem ją od pierwszego spojrzenia. 
- Dlaczego leży tak daleko od pozostałych dzieci  ? - zapytałem po chwili. 
- Ponieważ dziecko jeszcze nie ma imienia. Nie wiedzieliśmy też jakie nazwisko mamy wpisać na tej bransoletce . Wybraliście już imię ? 
- Nie , jeszcze nie. Może pani wpisać moje nazwisko. - uśmiechnąłem się. - Mogę na chwilą ją na ręce. 
- Nie powinnam ale dla pana zrobię wyjątek. - wyciągnęła moje dziecko z inkubatora i podała mi ją na ręce. 
- Jest taka drobna. Ile waży ? 
- 2700 .- powiedziała. - Powiem panu że pana córka to niezwykłe dziecko. Nie dość że jest wcześniakiem to ma idealną wagę i jest okazem zdrowia. - zaśmiała się. - to jakie nazwisko mam wpisać ? 
- Tomlinson. 
- Przepraszam ale zaraz będzie tu lekarz. Powinien już pan pójść. 
- Dobrze. Do zobaczenia jutro - odpowiedziałem i oddałem dziecko pielęgniarce . Wybiegłem radosny ze szpitala .Wszedłem do wypożyczonego minivana. W środku siedzieli : zayn, Harry, Niall, Sam i Lily. 
- Gdzie Liam ? - zapytałem. 
- Cały czas jest z mamą Meg. - odpowiedziała Sam. 
- Jest na mnie zły ? 
- Nie wiem. Ma być w apartamencie o 20. pogadaj z nim. - powiedział Niall. 

*
Wieczór.. Jak rok temu wszyscy siedzimy i oglądamy film. Brakuje tylko Meg. Cały czas nie mogę uwierzyć że jestem ojcem. Trzymałem moją córeczkę na rękach. Jak wszystko się ułoży będzie cudownie. Namówię Meggie żebyśmy wrócili do Londynu, kupie jakiś dom, i będziemy patrzeć jak nasze maleństwo dorasta. Fantastyczna wizja, oby tylko była prawdziwa. Poszedłem do sypialni którą na razie dzielę z Niallem. Chłopacy powiedzieli że mamy mieć razem pokój , bo my najdłużej śpimy, bałaganimy itp. Położyłem się na łóżko i wziąłem tableta do ręki. Zalogowałem się na Twetter'a i napisałem '' Wspaniałe zakończenie dnia ;) Dobranoc wszystkim ;) x " Do mojego pokoju wszedł Liam. 
- Louis ...- zaczął ale znowu mu przerwałem. 
- Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć. Ja o niczym nie wiedziałem. Dowiedziałem się dzisiaj. - broniłem się. 
- Stary mówiłem ci że to jest jeszcze dziecko. Miałeś być odpowiedzialny.
- Starałem się. Wiesz że nie możesz mnie obwiniać. A może gumka pękła a ja nie zauważyłem. 
- Nie obchodzą mnie twoje rozmyślenia. Cały czas próbuję ci powiedzieć że masz o nią  , sorry o nie dbać.  - powiedział i wyszedł. 
Wziąłem prysznic i położyłem się spać mając nadzieję że jutrzejszy dzień nadejdzie szybciej. 

____________________________
Joł bijacz <3 Kolejny rozdział dla was. Boję się że przez moją długo nieobecność straciłam większość czytelników ;C więc proszę Cię.. Jeżeli to czytasz to napisz komentarz ;* I chcę was jeszcze przeprosić że przeskakuję tak np.: "5 miesięcy później" <3 

A o to nowy look bohaterów : 

Meggie :  













  Lily :
                                                                                                                                                                                                                                         



Samanta : 

Louis :
Harry :
Niall : 
Liam : 
Zayn : 

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 27.

Lucas odwiózł mnie do domu. Od kluczyłam drzwi i zaprosiłam go do środka. Weszłam do kuchni i z lodówki wyciągnęłam butelkę wody. Z torebki wyciągnęłam tabletki na ból głowy i połknęłam dwie albo trzy. 
- Nie bierz tego świństwa. - powiedział Lucas i wyrwał mi opakowanie z ręki. - Musisz teraz o siebie dbać. 
- To są tylko tabletki... Daj spokój.. Nawet nie wiem czy urodzę to dziecko. - powiedziałam i wyszłam z kuchni udając się do swojego pokoju. Oczywiście chłopak był jak mój cień i wszedł za mną trzaskając drzwiami. 
- Jak to "nie wiesz '' ?! Nie bądź kolejną głupią małolatą. ! Wychowaj to dziecko. - powiedział siadając obok mnie na podłodze.
- Kolejną młodą, samotną matką. Którą jej mama wywali ją z domu... - powiedziałam.
- Jeżeli cię wywali przyjdziesz do mnie . - uśmiechnął się. - Wychowasz to dziecko i będziesz najlepszą mamusią na świecie. - uśmiechnął się. 
- Umiesz mnie pocieszyć. - pocałowałam go w policzek. W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i ujrzałam wiadomość od Zayn'a : "Wejdziesz na Skype ? Bo tęsknimyy !!! xx "
Wzięłam laptopa z łóżka i położyłam go sobie na kolanach.  Włączyłam go i zalogowałam się na Skype. 

- To ja może nie będę ci przeszkadzać - uśmiechną się Lucas
-Weź przestań. Zapoznam cię z nimi. - powiedziałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę gdy pojawiła się na ekranie. 

*rozmowa*
Zayn : Kamerka !!!!! <krzyk> 
Meg: Już , już.
Liam : No i od razu lepiej
Meg : Patrzcie ! To jest Lucas.
 
Wszyscy : Hej
Lucas : Cześć
Meg : Gdzie Niall, Harry i Louis  ? 

Zayn : Niall i Hazza gadają z Sam i Lily.. A Lou poszedł na spotkanie.
Meg : Jakie ? 
Zayn : Jakiś wywiad czy coś. Idę po skok 'zw'
Meg : Pozdrów go. I jakbyś mógł to przekaż mu że chciałabym z nim porozmawiać.

Liam : O czym ? 
Meg: Liaśś, nieważne . 
Liam : Ohhh.. no dobrzeee..
Zayn : Wróóóóóóciłeeeeeem ! 
Meg : heh. Widzę idioto mój. 
Zayn : Louis też wrócił . 
Meg : Aham.. Zawołacie go i dacie mi z nim porozmawiać na osobności. 
Lucas : Meg, ale o czym ? O dzisiejszym.. 
Liam : Meg, co się dziś stało ?
Meg : Nie nic ważnego. Zawołajcie go.
Zayn : Czeka pod drzwiami. My już wychodzimy Paa dupko kochamy cię. 

Meg : Ja też was kocham . Papa. 
Lucas : Też już wyjdę. 

 <ponad 5 minutowa cisza i pusto w pokoju chłopców.  > 

Louis : Cześć. Jestem.
Meg : Cześć Louis. Jak tam ?

Louis : Normalnie. A jak u ciebie ? 
Meg : Dużo nauki .
Louis : ściemniasz . Ty się nie uczysz <śmiech>  
Meg : Zmieniłam się. Już nie jestem tą samą Meg co we wakacje. Postanowiłam wydorośleć.
Louis : To tak jak ja. 
Meg : Ty wydorośleć ? 
Louis : Kiedyś trzeba...
Meg : Louis.
Louis : Tak ?
Meg : a nie nic... już nieważne. 

Louis : W takim razie ja mam do ciebie pytanie. Jest taka możliwość że kiedyś jeszcze będziemy razem ? Nadal cię kocham i nie chcę tracić takiej osoby jak ty.
Meg : Louis.. nie wiem naprawdę. Nie chcę ciągle żyć w niepewności tak jak wcześniej. Nie wiem czy jak będziemy teraz razem nie zdradzisz mnie albo ja ciebie. 
Louis : Wiedziałem że właśnie to mi odpowiesz. Dobrze więc. Zapominamy o sobie, o tych wakacjach. Tak jakby nigdy tamten czas nie nadszedł . To chyba najlepsze rozwiązanie. Chociaż ja i tak zawsze będę cię kochał.. Pa. 

*
Rozłączył się.. Nawet nie dał mi dojść do słowa.. Trudno, jeżeli on chcę zapomnieć to niech to robi. Ja nie zapomnę nigdy.. To dziecko ciągle będzie mi o nim przypominało. Wychowam je sama . Nie będę informować Louisa o tym.. Ten rozdział jest dla mnie zamknięty. Wzięłam mój telefon do ręki i usunęłam wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Na tapetę ustawiłam sobie jakiegoś pieska. Teraz mam większe zmartwienia . Nie wiem jak powiedzieć mamie o ciąży. Już mam za dużo problemów.. normalne nastolatki nie wiedzą w co się ubrać na dyskotekę a ja.. a ja nie wiem jak wychowam dziecko. Położyłam się na łóżko i zasnęłam...

                                                      *3 miesiące później*


Przez te 3 miesiące mój brzuch stawał się coraz większy .. Mamie nadal nic nie powiedziałam ,ale stwierdziła że przytyłam.. obiecałam sobie że jej to powiem przed Bożym Narodzeniem, które jest już za 2 dni.Biega, sprząta, gotuje wszystkie potrawy i Bóg wie co jeszcze co ona robi.
Byłam już dwa razy u ginekologa. Za miesiąc będę mogła poznać płeć mojego maleństwa. Mimo wszystkich problemów nie mogę się doczekać kiedy zostanę mamą. Lucas bardzo mi pomaga. Jest opiekuńczy i w ogóle. Dziewczyny już planują pokój dla dziecka. Louis nic nie wie o tym że zostanie ojcem i lepiej żeby tak zostało. Z chłopakami ograniczył mi się kontakt do jednej rozmowy na miesiąc która trwa zaledwie godzinę. Wiedziałam że tak będzie. Dziewczyny tylko ciągle gadają z Hazzą i Niallem. Z Zaynem też już nie rozmawiam tak jak kiedyś. Wiem że jest z Bellą i układa im się całkiem dobrze. Czasem zastanawiam się czy oni tęsknią za mną tak bardzo jak ja za nimi. 
Siedzę w moim pokoju . Z wieży leci muzyka a ja leżę na łóżku i myślę.. Nagle do mojego pokoju weszła mama z kakaem . 
-Cześć kochanie. - powiedziała i uśmiechnęła się. Nasz kontakt też już nie był tak dobry jak kiedyś.. Mimo że się buntowałam zawsze mogłam na nią liczyć . A teraz.. W jej świecie jest tylko Josh..
- Hej. - usiadłam po 'Turecku' i wzięłam napój który mi przyniosła. Kobieta usiadła obok mnie. 
-Kochanie, ja wiem że cię zaniedbałam ostatnimi czasami. A teraz widzę że się zmieniłaś. Nie jesteś już pyskatą, głośną i wulgarną dziewczyną. Teraz jesteś spokojna i tak jakby nieobecna myślami. Coś się stało ? Po powrocie z Londynu jesteś taka. - powiedziała zatroskana matka. 
- Mamo, z Londynu wróciłam już baaaardzo dawno. I rzeczywiście totalnie mnie zaniedbałaś. Mam strasznie dużo problemów i brakuje mi mojej mamy której zawsze mogłam się wyżalić , ona ma teraz faceta i już jej córka się dla niej nie liczy. - powiedziałam. 
- Naprawdę tak myślisz.- posmutniała. - Dobrze więc, powiedz mi co cię dręczy. 
- Mamo.. Wiesz że w Londynie poznałam chłopaków.. i później byłam z Louisem. 
- Tak wiem. Ale coś się stało ? Nie daje ci żyć ? 
- Nie , nie. Mamo.. Ale nie będziesz krzyczeć. - wolałam się upewnić.
-Nie , nie będę.
- bo , ja , ja jestem w ciąży. - powiedziałam. 
- Meg. Powiedz że żartujesz. - wykrzyczała.- Czy ty wiesz co zrobiłaś ? Nie wieżę w to.. ugh.. Który to miesiąc.
-Miałaś nie krzyczeć. 4 miesiąc.. Ale dowiedziałam się o tym dopiero po miesiącu - uśmiechnęłam się.
-Popełniasz ten sam błąd co ja..zniszczysz sobie życie, plany na przyszłość. - podparła głowę rękoma. No tak mama urodziła mnie mając zaledwie 18 lat..
-Czyli zniszczyłam tobie życie ?! Dzięki za uczciwość. Jesteś po prostu super. Nienawidzę cię. - krzyknęłam i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Wzięłam płaszcz, ubrałam buty , wzięłam torbę i wyszłam z domu kierując się do domu Sam. Weszłam bez dzwonienia. Powiedziałam krótkie ''dzień dobry'' jej rodzicom i poszłam do jej pokoju. 
- Sam ja pierdolę. Powiedziałam matce wszystko . Kurwa.... Powiedziała że zmarnuję sobie życie tak jak ona gdy była w moim wieku , bo ja się urodziłam.. - zaczęłam skracać moją ''rozmowę'' z matką. Nawet nie skapnęłam się że ona gada z Harrym na skype i on wszystko słyszał.
 - O mój boże. Błagam Harry nie wygadaj się nikomu. 
- Spokojnie. Ale sądzę że Louis powinien się dowiedzieć. To twoja decyzja. - powiedział i pożegnał się. Sam wyłączyła laptopa i podeszła do mnie.
-Sam... co ja teraz mam zrobić ? - Zapytałam załamana siadając na podłodze i opierając się o ścianę. 
- Nie wiem... Jestem tego samego zdania co Hazza. Powinnaś poinformować Tomlinsona. On ma prawo się dowiedzieć o tym że zostanie ojcem od ciebie a nie czytając gazetę czy przeglądając Twittera. - powiedziała dosiadając się do mnie. 
- Ale ja o tym wiem. Ja się boję tego że zniszczę mu tym karierę i plany na przyszłość. - powiedziałam. 
- Jeżeli on naprawdę cię kocha to takie bzdety nie powinny mu przeszkadzać. 
- Bzdety ? Sam chyba sama nie wiesz co mówisz .. gdybyś to ty była w ciąży chciałabyś żeby Harry zostawił swoją karierę ? A po za tym to jest osoba publiczna , i gdyby paparazzi dowiedzieli się że spodziewasz się dziecka nie daliby żyć tobie i przede wszystkim dziecku . - powiedziałam waląc głową  o ścianę. 
- Jak tak na to spojrzeć to masz rację. Ale jak zauważy jakieś twoje zdjęcie z wózkiem albo brzuchem ? 
- Po pierwsze : nie jestem sławą żeby za mną z aparatem ludzie biegali a po drugie : jeżeli się dowie to ... powiem mu że to nie jest jego dziecko. 
- Chcesz go okłamać i zrobić siebie przy okazji dziwkę ? - podniosła głos.
- Oj Sam.. zmieńmy temat. -  poprosiłam. 
- Meg.. Ciągle gdy o tym rozmawiamy ty chcesz zmienić temat. Ja chcę ci tylko przetłumaczyć że tak nie można. 
- Ja to rozumiem. Możemy pogadać  o czymś innym ? Powiedz mi jak układa ci się z Harrym ? 
- Jest dobrze. Ma zamiar przyjechać niedługo. - uśmiechnęła się. - Chłopacy będą nagrywać nowe piosenki w LA więc może w końcu go zobaczę. 
- to fajnie.- sztucznie się uśmiechnęłam. Pomyślałam sobie wtedy że jak przyjadą spotkam się z Lou i wszystko wyjdzie na jaw.
- Sam , ja już idę . Dzięki za rozmowę. Narka - ucałowałam przyjaciółkę w policzek i wyszłam z jej pokoju a następnie domu. Wróciłam do domu . W salonie siedziała moja mama, Josh i Lucas.
- Meg, pozwól na chwilkę. - poprosiła mnie mama. Usiadłam na fotelu.
- Rozmawialiśmy o twojej sytuacji i razem z Joshem postanowiliśmy uznać to dziecko za swoje . - zamurowało mnie. 
- Jak to za swoje ? To jest moje dziecko i je wychowam jasne ? - Krzyknęłam. 
- Ty masz skończyć szkołę, pójść na studia , dostać dobrze płatną pracę, męża i wtedy myśl o dziecku. Nie teraz . Teraz najważniejsza jest nauka. - powiedział Josh. - Lucas ma to samo zdanie, prawda ? 
- Nie. Ja sam namawiałem Meg żeby zajęła się dzieckiem. Popieram ją w 1oo% . Sam mogę jej pomóc w znalezieniu mieszkania i zaopiekowaniu się dzieckiem . - uśmiechnął się szeroko. 
- Mieszkanie już znalazłam. I napisałam tacie że od teraz alimenty ma przesyłać na moje konto. Wyprowadzam się po sylwestrze. - powiedziałam.
- Ale ty niedawno skończyłaś 18 lat. Nie poradzisz sobie. - do oczu mamy napływały słone łzy. 
- Poradzę sobie. Nie będę sama. Mam przyjaciół. Dobranoc. - powiedziałam . Powędrowałam na górę i wzięłam szybki prysznic. Następnie położyłam się do mojego łóżka i zasnęłam.

______________________
Witam ;* Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam. Szczerze mówiąc miałam wątpliwości.. zastanawiałam się czy nie usunąć tego bloga. Ale wróciłam do was i postanowiłam dokończyć to opowiadanie <3 Czekam na wasze komentarze ;*