< Oczami Meggie >
Dziś musiałam wstać o ósmej, bo z Louisem mamy zamiar wyjechać coś koło dziesiątej. Niechętnie udałam się do szafy i wyciągnęłam z niej komplet ubrań na dzisiejsze spotkanie. Wybrałam koszule bez rękawów o kolorze kremowym z lekkim akcentem łososiowego oraz czarnego, miętowe szorty z wysokim stanem, brązowe sandały na obcasie i złotą biżuterię. Z tym zestawem udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, ogoliłam nogi, mokre ciało wytarłam ręcznikiem, posmarowałam się balsamem i ubrałam się (Cick). Jeszcze tylko makijaż. Pomalowałam się cieniem do powiek dobranym do mojego koloru skóry, namalowałam sobie eyelinerem kreski na powiece, podkreśliłam oczy czarną kredką, pomalowałam rzęsy jeszcze tuszem, na koniec użyłam pudru żeby przykryć niedoskonałości i się nie świecić. Włosy porządnie rozczesałam i wyprostowałam. Wsuwkami upięłam je z tyłu głowy, żeby opadały tylko i wyłącznie na lewe ramie. Moje włosy były długie, ale bez przesady. Jeszcze żeby fryzura się utrzymała popsikałam je lakierem (Cick). Gdy byłam już gotowa wzięłam torebkę z mojego pokoju i pobiegłam na dół. Louis siedział już i pałaszował śniadanie.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Wow.. - powiedział gdy spojrzał na mnie. - Witam ślicznotkę. - zrobił to samo co ja . Zarumieniłam się. Gdy wstał by włożyć talerz do zmywarki zobaczyłam jak on jest ubrany. Jeansy , Biała koszulka z 1/4 rękawem o kolorze granatowym i o tym samym kolorze niskie all star'y (Click ) .
- Co chcesz na śniadanie ? - zapytał po chwili.
- Hmm.. Kanapkę z szynką i serem .- powiedziałam z uśmiechem . Po chwili usłyszałam jak ktoś trzaska drzwiami.
- Ja pierdolę kurwa mać. - do kuchni weszła zdenerwowana, ba nawet bardzo wściekła Sam. W ręce trzymała walizkę.
- Coś się stało ? - zapytał Louis, bo ja się do niej nie odzywam.
- Tak kurwa. Dziś miałam wracać do Los Angeles, ale mi budzik nie zadzwonił i zaspałam, a gdy chciałam przełożyć lot, ta suka z lotniska powiedziała że przez najbliższy tydzień nie ma już wolnych miejsc w samolocie. - powiedziała oburzona. Już chciałam coś powiedzieć ale w ostatniej chwili powstrzymałam się.
- Może to przeznaczenie. - uśmiechnął się do niej Louis podają mi kanapki.
- Nie wieżę w to gówno. - powiedziała i wzięła mi jedną z moich kanapek.
- Ejj. - powiedziałam.
- Kochanie przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie. Wiem że chciałaś dobrze. A na zgodę wzięłam sobie kanapkę. - uśmiechnęła się. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. - Smeggie forever?
- A no tak . -uśmiechnęłam się.
- Awwwwww.. - zaśmiał się Lou- gdzie masz walizkę bo zaraz jedziemy ?
- u mnie w pokoju. - powiedziałam. Boo Bear poszedł.
- Coś mnie ominęło ? Gdzie jedziecie ? - zapytała przyjaciółka.
- Haha. No dużo cię ominęło. Ja jadę z Louisem do jego rodzinnego miasta na kilka dni. - uśmiechnęłam się.
- Aaaa. Coś jeszcze mnie ominęło ? - zaśmiała się. W tym momencie weszli Lily i Niall trzymając się za ręce. Sam spojrzała na nich z dziwną miną.
- Hmmm.. Po za tym to chyba nic.- powiedziałam kończąc kanapki.
- Cześć wam - uśmiechnął się Nialler.
- No witam cię blondasku. - powiedziałam mierzwiąc mu włosy i wychodząc z kuchni. Po schodach właśnie schodził Hazza.
- Meg. Udało się ? - zapytał podchodząc do mnie.
- Co się miało udać ? - zrobiłam dziwną minę
- No bo.. Gdy Sami poszła wziąć prysznic to ja wtedy wszedłem do jej pokoju i wyłączyłem jej budzik. - powiedział uradowany.
- Ja pierdole Harry.. - zrobiłam minę typu 'faceplam' - Wiesz co będzie jak ona się o tym dowie ?
- już się dowiedziała. - Powiedziała Sam, wychodząc z kuchni. - jak mogłeś ? Nie umiesz tego zrozumieć że nie chcę cierpieć ?
- Może byś nie cierpiała gdybyś dała mi się wytłumaczyć. - powiedział również zły, Harry.
- Wiesz co ? - zaczęła ale jednak nie dokończyła tego. - już nie ważne. Muszę sobie wszystko znów przemyśleć - powiedziała. - Pa Pa Meggie - uśmiechnęła się do mnie i przytuliła mnie. Pobiegła do góry taranując Louisa z walizką.
- To co jedziemy ? - zapytał. Podeszłam do Harrego.
- Harry ? Ja mogę z wami zostać jeżeli chcecie. - zapytałam go . Wiem że on zarówno jak i ona, cierpiał.
- Nie Meggie, jedź baw się dobrze. Dziękuję za pomoc. A z resztą to tylko trzy dni - powiedział i mnie mocno przytulił. Okropnie się czułam zostawiając moich przyjaciół w tak trudnym okresie. Lily pewnie będzie zajęta Niallem.
- Jak coś to dzwoń. - uśmiechnęłam się do niego .
- Papaśśśśki zakochańce- krzyknęłam do Nialla i Lily siedzących na sofie i przytulających się.
- No papa - powiedzieli równo . Ja tylko zaśmiałam się pod nosem i wyszłam z domu. Louis już stał opart o drzwi auta, od strony pasażera, łobuzersko się uśmiechając. Podeszłam do niego. On otworzył mi drzwi. Gdy wsiadłam zamknął je za mną, a po chwili sam zajął miejsce obok mnie.
- To jedziemy - powiedział z uśmiechem.
- Dajesz. ! Na wstecznym - krzyknęłam.
- Hahah. A przed nami jeszcze cztery godziny jazdy * - powiedział wyjeżdżając z podjazdu.
- no to sobie pogadamy - zaśmiałam się zapinając pas. Do radia włożyłam płytę z piosenkami, i przekręciłam na cały regulator. Pierwszą piosenką było 'Imma Be' Stary hit, ale za to zajebisty. Zaczęłam sobie podśpiewywać to pod nosem. Niestety znałam tylko początek. Gdy piosenka się skończyła ściszyłam nieco radio.
- Opowiedz mi o swojej rodzinie. - poprosiłam Louisa.
- No dobrze. - uśmiechnął się lekko. - Więc moi rodzice się rozwiedli gdy miałem dwa lata. Mam cztery siostry. Najstarsza z nich to Lotty, ma dwanaście lat, Fizzy dziesięć, i bliźniaczki , Daisy i Phoebe , mają dziesięć lat. - powiedział.
- dużo was tam. - zaśmiałam się.
- No trochę. - powiedział z uśmiechem. - mimo to kocham je. - dodał. Ja się do niego uśmiechnęłam i po chwili ziewnęłam . - hehe. Widzę że jesteś śpiąca.
- No może trochę. - powiedziałam.
- To zdrzemnij się teraz, bo jak zajedziemy nie będziesz miała chwili wytchnienia. Miłych snów. - powiedział i pogłaskał mnie po policzku.Położyłam głowę na szybie i zamknęłam oczy. Po chwili odpłynęłam .
******* cztery Godziny Później *******
Poczułam lekkie wstrząsy. I usłyszałam miły głos.
- Meggie, wstawaj. - lekko otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechającego się Louisa. Odpięłam pas bezpieczeństwa i wyszłam z auta. Stanęłam na podjeździe obok jednorodzinnego domu. Z zewnątrz i wydaje mi się że w środku też. Stałam i się patrzyłam . Nagle ogarnął mnie strach. Czy uda nam się ich nabrać. I czy w ogóle jego rodzina mnie zaakceptuje. Głośno przełknęłam ślinę po czym spojrzałam na Louisa, który podszedł do mnie.
- co jest ? Nie chcesz wejść ? - zapytał .
- Nie, nie, jest okej. - powiedziałam, kłamiąc go.
- To idziemy ? - podał mi rękę. W końcu mieliśmy udawać parę. Gdy nasze dłonie się splotły udaliśmy się w stronę drzwi wejściowych. Lou zadzwonił dzwonkiem.
- Nie stresuj się. - szepnął mi do ucha przygryzając je. Drzwi otworzyła nam kobieta w średnim wieku o brązowych włosach i uśmiechem na twarzy. Od razu rzuciła się Louisowi na szyję. Gdy oderwała się od niego podeszła do mnie.
- Dzień dobry, jestem Meggie. - powiedziałam .
- Miło mi. Jai. - powiedziała. uśmiechnęła się i przytuliła mnie. - wchodźcie do środka. Gdy weszliśmy poczułam zapach domowego obiadu. - dziewczynki, chodźcie już są. - krzyknęła. Z salonu wyszły cztery dziewczyny. Wszystkie przytuliły natychmiast Louisa. Jedna z nich zaczęła płakać. Nie dziwie się jej. Jeśli to ja bym miała brata z którym mam świetny kontakt, ale niestety rzadko widywałabym go, też bym się poryczała. Gdy skończyli się już przytulać, wszystkie podeszły do mnie i zaczęły się na mnie patrzeć. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jedna z bliźniaczek podeszła do mnie i mnie przytuliła. Teraz to już w ogóle nie miałam pojęcia co zrobić. Louis się słodko uśmiechnął i wziął drugą z bliźniaczek na 'barana'.
- Meggie, ta co cię przytula to Daisy, tą co mam na plecach ro Phoebe, a te dwie co stoją i nie wiedzą co mają zrobić to właśnie Lotty i Fizzy. - powiedział uśmiechnięty Louis i zaczął wkurzać siostry.
- Louis. ! weź ich nie denerwuj. - powiedziałam do niego. - Cześć miło mi . - wzięłam Daisy na ręce i podeszłam do najstarszych sióstr.
- Emmm.. cześć. - niepewnie Fizzy podała mi rękę. Odłożyłam na podłogę Daisy która chciała iść do siostry bliźniaczki, i uścisnęłam dłoń. Najstarsza z sióstr zrobiła to samo i podała mi rękę.
- Spokojnie. Meg nie gryzie. - powiedział Lou podchodząc do mnie i przytulając się od tyłu.
- Hah. Ich nie. Ale ciebie zaraz mogę. - uśmiechnęłam się w stronę jego głowy która spoczywała na moim ramieniu a jego ręce na mojej talii. Dziewczyny zaczęły się śmiać. Z kuchni wyszła mama Louisa.
- Louis, idź po walizki a ciebie Meggie zapraszam do salonu. - powiedziała nadal z uśmiechem. Zrobiłam to o co mnie poprosiła. Usiadłam na sofie obok kobiety. Bliźniaczki oglądały bajki, a Fizzy i Lotty poszły zapewne na górę.
- To jak ci się u nas podoba ?Nie przejmuj się zachowaniem dziewczyn, one już tak mają.- powiedziała.
- Nie przejęłam się, tylko byłam skołowana. - odpowiedziałam.
- To dobrze. A powiesz mi jak ci się tutaj podoba ?
- Wie pani. Tutaj jest naprawdę ładnie. A jutro chyba poproszę Louisa żeby pokazał miasto.
- Widzę że bardzo dobrze się dogadujecie. Świetna z was para.I nie mów do mnie pani tylko Jai - uśmiechnęła się. Tak.. Tak świetna ,że aż nie prawdziwa. -pomyślałam. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć więc również się uśmiechnęłam. Do salonu wszedł Lou z walizkami.
- Louis, weź te bagaże na górę. - powiedziała pani Jai. Lou posłusznie wziął po raz kolejny wziął bagaże i poszedł z nimi na górę. Za nim jego mama, i ja . Na korytarzu skręciliśmy w lewo, i na końcu korytarzu były drzwi zrobione z ciemnego drewna. Loui otworzył drzwi. Pokój nie był zbyt duży. Prosto urządzony. Ściany były w odcieniu beżu, drewniana podłoga, z jaśniejszego drewna zaś było duże łóżko i meble. Na komodzie płaski telewizor. Na jeden ze ścian było duże okno a pod nim dwuosobowa sofa a obok ciemnobrązowy fotel.
- I jak wam się podoba ? Postanowiłam żebyście mieli razem pokój, bo i tak pewnie u siebie śpicie razem.-uśmiechnęła się kobieta. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. -To co dzieciaki, zostawiam was samych ,rozpakujcie się czy coś i za chwilkę jemy obiad. - Jai wyszła. Spojrzałam na to łóżko i byłam z lekka zawstydzona.
- Hmmmm.. No głupia sytuacja. Może ja po prostu będę spał na podłodze.- powiedział po chwili Lou.
- Nie musisz. - uśmiechnęłam się, bo stwierdziłam że to nic złego spać z przyjacielem w jednym łóżku . - Ale ja śpię po prawej.
- Jakie wymagania. - zaśmiał się. - I dziękuję ci za to co dla mnie robisz.
-Weź przestać. Nie masz za co.
-A właśnie że mam. D.Z.I.Ę.K.U.J.Ę - zaczął literować i mnie przytulił. Louis patrzył się w moje oczy, a ja w jego.
- Serio nie masz za co.- powtórzyłam szepnęłam. Lou zaczął zbliżać się do moich ust, ktoś zakaszlał. Natychmiast odsunęliśmy się od siebie.
-Przepraszam że przeszkadzam ale mama woła was na obiad. - powiedziała Lotty.
- jasne, już idziemy. - odpowiedział Lou. Gdy tylko dziewczyna wyszła , oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nie wiem czemu, ale nie przejęłam się tym, że właśnie miałam się całować z Tommo. W sumie to nawet tego chciałam.
-Chodź na ten obiad. - zaśmiał się i pociągnął mnie za dłoń. Przy schodach przycisnął mnie do ściany. Słodko się uśmiechnął i cmoknął mnie w usta.
- Za co to ? - zarumieniłam się.
- Tak sobie. I za to że po prostu jesteś . - powiedział i zbiegł na dół. Z wielkim uśmiechem zrobiłam to samo co on. Wchodząc do kuchni poczułam aromat domowego obiadu. Z apetytem dosiadłam się do stołu gdzie siedzieli już wszyscy.
- Meg, kochanie dziś jemy spaghetti . Mam nadzieję że lubisz. - uśmiechnęła się Jai.
- Lubię. - powiedziałam.
- No to smacznego. - zaczęliśmy jeść. Na początku w ciszy, ale po chwili mama Louisa zaczęła rozmowę. Znów na mój temat...
-Meggie, słyszałam że nie mieszkasz w Anglii. Skąd dziecko pochodzisz ?
- Mieszkam w Los Angeles. - powiedziałam.
- To daleko. - wtrąciła się Lotty. - Kiedy zamierzacie zerwać ?
- Zerwać ? Dlaczego ? - Zapytał oburzony Lou.
- No sorry ale macie zamiar utrzymać swój związek przez internet czy inne środki komunikacji ? To jest chore. - krzyknęła i odeszła do stołu.
- Charlotte ! - jej mama również podniosła głos. Później milszym tonem odniosła się do mnie - przepraszam za jej zachowanie.
- Nic nie szkodzi. - wydusiłam uśmiech, bo niezbyt ogarniałam co się wokół mnie dzieje.
- Pójdę z nią pogadać. - Louis szepnął mi do ucha i pocałował w czoło. Ja uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do jedzenia. Resztę posiłku, tak jak i początek spędziliśmy raczej w ciszy. Gdy skończyliśmy jeść, chciałam pomóc Jai sprzątać, jednak ona nie pozwoliła mi na to twierdząc że jestem gościem. Poszłam do góry i napisałam do Sam i Lily sms'a że już jesteśmy na miejscu i że nie mogę się tu odnaleźć. Odłożyłam mój nowy telefon na półkę i położyłam się na łóżko. Myśląc o... Louisie. Przez dwa dni patrzę na niego jakoś tak inaczej. Widzę w nim nie tylko błazna ale również wartościowego człowieka, którym warto się zainteresować. Nagle ktoś zapukał do pokoju.
- Proszę. - powiedziałam i usiadłam po ''turecku''.
- Możemy pogadać ? - zapytała mnie Lotty wchodząc i zamykając za sobą drzwi.
- Jasne. Siadaj. - dziewczyna zrobiła to o co ją poprosiłam i nie pewnie usiadła na skraju łóżka patrząc się w podłogę. - to o czym chcesz porozmawiać ?
- Chciałam cię przeprosić za moje zachowanie. Porozmawiałam z Louisem i on powiedział mi kilka ważnych rzeczy.
- Na przykład jakich. ? - zapytałam przysuwając się do niej.
- Dał mi do zrozumienia że on naprawdę cię kocha. Jeszcze chyba nigdy nie był aż tak zakochany . - uśmiechnęła się lekko i mówiła dalej. - a ja bałam się że swoim wyjazdem zranisz go. I jeszcze na dodatek pokłóciłam się ze swoim chłopakiem i chyba całą winę próbowałam zgonić na ciebie. Przepraszam. - przytuliła się do mnie. Ja pogłaskałam ją po głowie.
- Spokojnie nie gniewam się. - powiedziałam. - A w sumie to dlaczego pokłóciłaś się ze swoim chłopakiem ?
- Sama nie wiem . Jakoś tak wyszło. - odpowiedziała.
- Może i samo wyszło, ale samo się nie naprawi. Bądź mądrzejsza od niego i idź z nim pogadaj. - Ale..- Do pokoju wszedł Lou.
- żadnego ''ale''. Albo ty z nim pogadasz, albo ja. - powiedział stanowczo.
- Okej.. już idę. Dziękuję Meg. I Louis, trener kazał ci przekazać że jak będziesz w Doncaster masz do niego wpaść . - powiedziała i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Boo Bear spojrzał się w kierunku drzwi, a następnie w moją stronę.
- Chyba coś zaczęliśmy i nie dokończyliśmy. - powiedział z cwaniackim uśmiechem.
- Naprawdę ? Nie przypominam sobie. - odpowiedziałam i spojrzałam na godzinę. - jest osiemnasta. Robimy coś dziś, bo z lekka nudno. - uśmiechnęłam się.
- Możemy. Ale spójrz przez okno. - powiedział. Zrobiłam to o co poprosił. Całe niebo było zasłonięte przez szare chmury.
- Zaryzykuję. - zbliżyłam się do niego i pocałowałam w policzek.
- okej. Ale idź się przebierz w coś cieplejszego. - poszłam do walizki i wyciągnęłam z niej; czarne legginsy, beżowy sweterek, szary płaszczyk w kropki, czarne sznurowane buty na obcasie, kilka bransoletek i wiszące kolczyki (Click). Płaszcz zostawiłam na łóżku. Z ubraniami poszłam do łazienki. Przebrałam się w ten zestaw. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i podpięłam grzywkę, podnosząc ją. Gdy wyszłam z łazienki czekał Louis i w ręce trzymał mój płaszczyk. Wzięłam mu go i ubrałam.
- Idziemy ? - zapytałam .
- Hm.. Możemy tu zostać i pogadać z moją mamą. - zaśmiał się.
- W sumie to możemy. -powiedziałam i zamierzałam ściągnąć nakrycie.
- Okej, ale rozmowa będzie o tobie.
- idziemy. - krzyknęłam. Loui wiedział że nienawidzę rozmawiać o sobie. wykorzystywał to przeciwko mnie. Szatyn głośno się zaśmiał i pociągnął mnie w stronę drzwi. Gdy zbiegliśmy ze schodów Louis krzyknął że wychodziły. Po wyjściu z domu skręciliśmy w lewo. 1/5 one direction pokazał mi miejsca w których jako dziecko przesiadywał. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie i o tym mieście....
**** półtorej godzinę później****
Chodzimy po tym mieście już godzinę i coś. Nie jestem pewna ile bo zostawiłam telefon w domu. Teraz zatrzymaliśmy się przy jakiejś fontannie. Na ulicach jest pusto. Może dlatego że ludzie chowają się przed deszczem.
- Dlaczego tu stoimy ? - zapytałam. Louis w ramach odpowiedzi dał mi monetę.
- Pomyśl życzenie i wrzuć ją do fontanny. - powiedział z uśmiechem .
- Bezsensu. - prychnęłam. - to i tak się nie spełni.
- Mi się kiedyś spełniło.
- Ta ? Niby jakie ? - zapytałam.
- żebym dostał się do x-factor i być sławnym. - powiedział. Postanowiłam zaryzykować. Pomyślałam życzenie i rzuciłam monetę do wody.
- A ty już nie masz życzeń ? - zapytałam.
- Mam. - uśmiechnął się. Zamknął oczy i rzucił pieniążek.
- Spełni się to marzenie ?
- Mam wielką nadzieję że tak . - powiedział . - zgłodniałem. Wezmę cię do jednej z moich ulubionych restauracji w tym mieście. - Szliśmy jakieś dziesięć minut. Gdy doszliśmy Loui otworzył mi drzwi. Płaszczyk powiesiłam na wieszaku. Zajęliśmy miejsca przy oknie. Kelnerka przyszła i dała nam menu. Postanowiłam zamówić sałatkę cezara. Louis wybrał to samo co ja plus frytki. Do picia wybraliśmy Cole. Za posiłkiem czekaliśmy około piętnastu minut. Tym razem kelner przyniósł danie. Sałatka była pyszna. Przy posiłku rozmawialiśmy tak ogólnie. O szkole, jego karierze, no i co mam zamiar robić po zakończeniu liceum. Bo już we wrześniu będę w klasie maturalnej. Mama zawsze chciała żebym poszła na studia prawnicze, no ale błagam . Ja i prawo ? Ja je łamie a nie pilnuję. Postanowiłam że pójdę albo na medycynę albo na architekturę. Po skończonym posiłku Louis zapłacił rachunek, chociaż upierałam się że ja zapłacę za siebie. Założyłam na siebie płaszcz. I wyszliśmy . Na dworze już było ciemno.
- Co robimy ? - zapytałam.
- Louis , cześć. - usłyszałam krzyki. Oboje z Lou odwróciliśmy się. Za nami stało trzech chłopaków i dwie dziewczyny.
- Cześć. - powiedział Marchewkojad i przytulił każdego z osobna, następnie stanął obok mnie i chwycił za rękę.
- Ta piękność obok ciebie to zapewne ta słynna dziewczyna. - powiedział jeden z nich. - Witam panią. - ukłonił się. Widziałam że był pod wpływem alkoholu.
- Meg. To są moi przyjaciele. Poznajcie się; Olivia- niska brunetka, - Jessie - wysoka , ruda, - Robert- ten co się kłaniał, - Mick - wysoki blondyn, - Jacob - Wysoki brunet. A to jest Meggie. - przedstawił nas sobie, Louis.
- Hej. - powiedziałam.
- No to co, idziemy właśnie do baru, wybierzecie się z nami ? - zapytał Robert . Louis spojrzał na mnie z uśmiechem, co odwzajemniłam.
- jasne . - odpowiedział. Całą ekipą udaliśmy się do najbliższego baru. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy piwa. Loui ma bardzo fajnych znajomych. Świetnie się z nimi dogadywałam. Siedziałam pomiędzy Louisem a Jessie. Więcej właśnie gadałam z dziewczynami bo chłopacy byli zajęci sobą. Piłyśmy piwo, drinki. Później w trójkę poszłyśmy potańczyć. Szalałyśmy na parkiecie. Wokół mnie zaczął się kręcić jakiś koleś. Poprosił mnie do tańca, a przez grzeczność nie odmówiłam. Bawiłam się z nim przez długi czas. Tańczyliśmy, on mi coś mówił na ucho, ale przez muzykę nie słyszałam więc odpowiadałam uśmiechem.Koleś był miły.
- Odbijamy. - ktoś mi krzyknął i pociągnął na drugi koniec parkietu. Zobaczyłam że to nie był nikt inny, jak Boo Bear. Akurat puścili wolną piosenkę. Louis oplótł ręce wokół mojej talii a ja swoje wokół jego karku. Było miło ale Loui zaczął gadać.
- Co to był za koleś ? - zapytał.
- Nie wiem, a co zazdrosny ? - zaśmiałam się.
- Może. - uśmiechnął się. - przecież jesteś moją dziewczyną.
- udawaną. - poprawiłam go.
- A nie chciałabyś być tak na serio ? - zapytał i się zbliżył.
- Może..- odpowiedziałam. - w sumie to dlaczego nie. ?! - pocałowałam go. Tańczyliśmy i całowaliśmy się równocześnie. Po skończonym tańcu wróciliśmy do stolika. Wypiliśmy po jeszcze jednym piwie. Robert cały czas doprowadzał mnie do śmiechu. Był tak najebany że ledwo mówił, i tańczył na stole macarenę. Lou spojrzał na wyświetlacz telefonu. Ja razem z nim, bo siedziałam mu na kolanach. Cztery nieodebrane połączenia od mamy.
- Chyba musimy wracać. - powiedział. Ja tylko przytaknąłem. Wstaliśmy. Wzięłam płaszcz i założyłam go na siebie. Pożegnałam się ze wszystkimi. Najgorzej było z Robem.
- Robert musimy już iść. Jest już po drugiej w nocy. - powiedział Louis.
- Nie, nie, nie. To nie tak. Nie. Wy nie musicie jeszcze wracać. Nie. - zaczął coś pierdzielić pod nosem. Nie zważając na niego poszliśmy w stronę domu. Wracając ponownie zatrzymaliśmy się przy fontannie.
- Mówiłem że ona spełnia życzenia. - powiedział przytulając mnie.
- Teraz to już wiem . Bo moim marzeniem było żebyś mnie pokochał. - zbliżyłam się do niego.
- Miałem dokładnie takie samo życzenie. - Namiętne mnie pocałował. Jednak po chwili poczułam coś mokrego. Zaczęło lać. Olaliśmy to i całowaliśmy się w deszczu. Jak w filmie.. Gdy oderwaliśmy się od siebie Louis chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę domu. Gdy byliśmy już pod nim. Lou pocałował mnie przypierając do ściany i jednocześnie otwierał dom. To się nazywa funkcjonalność. Gdy przekroczyliśmy próg domu. Boo Bear wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Położył na łóżko i ściągnął mi buty.
- Idź spać bo jesteś zmęczona. - uśmiechnął się.
- Nie chcę spać. - oburzyłam się.
- to co chcesz ? - zapytał.
- Buzi. - odpowiedziałam przygryzając dolną wargę. Louis tylko się uśmiechnął . Położył się na mnie i zaczął całować. Miałam ochotę na coś więcej więc ściągnęłam mu koszulkę. On mi nie pozostał dłużny. Po chwili zostaliśmy bez ubrań. Lou całował mnie wszędzie. Bawił się moimi piersiami. Ja cicho jęczałam. Po chwili przestał. Głupio się na niego spojrzałam.
- Na pewno chcesz tego ? - zapytał.
- Tak. - szepnęłam. Zrobiliśmy TO.
_________________________________________
Cześć ;* jak rok szkolny ? ;D Szkoła się zaczęła więc będę dodawać rzadziej ;/ może w to nie uwierzycie, ale postanowiłam przyłożyć się do nauki xdd jak rozdział ? <3
o jaaa Meggie i Lou razem <3 świetnie a rozdział zajebisty rok szkolny nie za dobrze dużo nauki ale czekam cierpliwie na następny rozdział Paulina xxxx
OdpowiedzUsuńzaraz orgazmu dostanę Bossie ! ;*
OdpowiedzUsuńHahah ;** Dziękuję wam <3 ;**
OdpowiedzUsuńcześć, zapraszam do czytania, komentowania i obserwowania naszego nowego bloga http://beautiful-famous-and-rich.blogspot.com/ mam nadzieję, że Wam się spodoba x
OdpowiedzUsuń